• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

"Leciałem na Madagaskar jako misjonarz świecki, a wracam jako humanitarysta"

Piotr Kallalas
13 listopada 2022, godz. 09:00 
Opinie (52)
" To było moje marzenie - w 2019 r. zorganizowałem zrzutkę, z której uzyskaliśmy blisko milion zł na budowę nowego kompleksu medycznego. Teraz mamy wieloprofilowy oddział wewnętrzny: 10 łóżek dla dorosłych, cztery łóżka pediatryczne, porodówka z salą dla matki i dziecka, gabinety lekarskie i pielęgniarskie, laboratorium i aptekę. Natomiast w ostatnim czasie zwróciliśmy uwagę, że jest duże zapotrzebowanie na opiekę chirurgiczną. " " To było moje marzenie - w 2019 r. zorganizowałem zrzutkę, z której uzyskaliśmy blisko milion zł na budowę nowego kompleksu medycznego. Teraz mamy wieloprofilowy oddział wewnętrzny: 10 łóżek dla dorosłych, cztery łóżka pediatryczne, porodówka z salą dla matki i dziecka, gabinety lekarskie i pielęgniarskie, laboratorium i aptekę. Natomiast w ostatnim czasie zwróciliśmy uwagę, że jest duże zapotrzebowanie na opiekę chirurgiczną. "

- Jest coś takiego jak syndrom białego zbawcy i teraz dopiero rozumiem, jak bardzo jest on szkodliwy. Trzeba pomagać tym, którzy chcą, a w którymś momencie zrozumiałem, że taka ograniczona pomoc nie jest niczym złym. Pomaganie wybranej grupie jest również ważne, bo ci lokalni liderzy będą w stanie zmienić myślenie ich środowiska czy plemienia - mówi Daniel Kasprowicz, dietetyk kliniczny, absolwent Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i twórca Centrum Medycznego im. Jana Beyzyma w Manerinerina na Madagaskarze. Rozmawialiśmy o jego aktywności i formach wsparcia dla jednego z najbiedniejszych krajów świata.



Mamy wielkie szczęście, bo chyba trudno pana złapać nie tylko w Trójmieście, ale wręcz w Polsce.

Daniel Kasprowicz: Rzeczywiście, wróciłem na urlop po dwuletnim pobycie na Madagaskarze. Cztery dni musiałem spędzić w Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, aby przebadać się pod kątem chorób tropikalnych - niestety w rejonach, w których mieszkam, cały czas jest utrudniony dostęp do wody i pożywienia, i czasami korzystamy z nieznanych źródeł. Jeszcze dziś mam spotkanie w gdańskim muzeum, gdzie opowiem o mojej misji, następnie krótki wyjazd na Kaszuby i za granicę, by znowu wrócić na Madagaskar.

Polka z Lekarzy bez Granic o pomocy w Ukrainie. Polka z Lekarzy bez Granic o pomocy w Ukrainie. "Nigdy nie ma tak, że jest zero ryzyka"
Urlop to czas na odpoczynek?

Podczas urlopu prowadzę zbiórkę pieniędzy na budowę bloku operacyjnego w szpitalu - Centrum Medycznym im. Jana Beyzyma, który stworzyliśmy, a który działa od 1 kwietnia i przyjmuje pacjentów z najróżniejszymi dolegliwościami - choć jesteśmy szczególnie nastawieni na pomoc niedożywionym dzieciom i kobietom będącym w trudnej sytuacji. To było moje marzenie - w 2019 r. zorganizowałem zrzutkę, z której uzyskaliśmy blisko milion zł na budowę nowego kompleksu medycznego. Teraz mamy wieloprofilowy oddział wewnętrzny: 10 łóżek dla dorosłych, cztery łóżka pediatryczne, porodówka z salą dla matki i dziecka, gabinety lekarskie i pielęgniarskie, laboratorium i aptekę. Natomiast w ostatnim czasie zwróciliśmy uwagę, że jest duże zapotrzebowanie na opiekę chirurgiczną.

Dostępność jest znacznie ograniczona?

W przypadku naszej miejscowości - Manerinerina - najbliższy chirurg przyjmuje 200 km dalej, w związku z tym, jeżeli stan jest ostry, to praktycznie pacjent nie ma szans na przeżycie. Do tego na Madagaskarze drogi są bardzo słabej jakości i zajęłoby to przynajmniej pięć-sześć h. Natomiast największym impulsem była nasza pacjentka - 14-letnia ciężarna dziewczyna, która przyszła na poród, a ten nie mógł się odbyć bez interwencji chirurga. Dziecko zmarło. Niestety Madagaskar to jeden z najbiedniejszych krajów świata z ogromnymi problemami, jeśli chodzi o dostęp do opieki. Ludzie po prostu nie mają pieniędzy, by iść do lekarza.

- Było wiele momentów, w których mogłem zrezygnować. Wiele osób zresztą nie wierzyło, że uda mi się osiągnąć cele i to również z rodzinnego podwórka czy domu. Dochodziło do sytuacji trudnych. Miałem wypadek w środku dżungli i przez sześć godzin nie było nikogo, kto byłby w stanie pomóc. Otrzymywałem telefony z pogróżkami, spotkałem się zastraszaniem słownym, a jeden z miejscowych biskupów próbował mnie oszukać. Wszystkie te sytuacje sprawiły, że wierzę jeszcze mocniej.
Gdzie dokładnie znajduje się szpital?

Manerinerina to niewielka miejscowość w środkowej części kraju, gdzie mieszka 5-6 tys. osób, ale cała gmina ma już 15-16 tys. mieszkańców. W okolicy dominują głównie małe wioseczki, do których można dotrzeć po kilku dniach drogi. Co ciekawe, do naszego szpitala przyjeżdżają też pacjenci z większych miejscowości. Dzieje się tak między innymi dlatego, że jesteśmy jedynym miejscem, gdzie można ustawić kogoś na insulinie. Jesteśmy też jedynym ośrodkiem, gdzie może być realizowana tlenoterapia, gdzie można przeprowadzić badania laboratoryjne, ultrasonograficzne czy EKG. Wszystko to dzięki darczyńcom z Polski, skąd mamy też cały sprzęt. Dla mnie to jest cud, bo nigdy nie korzystaliśmy z jakiegoś dofinansowania czy grantu. Wszystko co mamy, zawdzięczamy osobom, które wzięły udział w zrzutce i przelały fundusze.

Dlaczego akurat Madagaskar?

Na Madagaskarze znalazłem się na wolontariacie w 2011 r., dokładniej na misji salezjańskiej będąc na drugim roku dietetyki. Był to miesięczny wolontariat medyczno-misyjny. Muszę przyznać, że na początku miałem mylne wyobrażenia - Madagaskar kojarzył mi się z czymś egzotycznym, wręcz z czymś bogatym. Po przyjeździe bardzo szybko można się zorientować, z jak ogromnymi problemami borykają się mieszkańcy, szczególnie dzieci. Wystarczy powiedzieć, że w tym kraju co drugie dziecko jest niedożywione. Wtedy właśnie postanowiłem związać się z Madagaskarem - od 2014 r. mieszkam tam na stałe. Do 2020 r. posługiwałem jako misjonarz świecki, a następnie założyłem malgaskie stowarzyszenie Atelier de Dieu, które jest filią polskiej Fundacji Boże Atelier.

Kim jest misjonarz świecki?

Praca misjonarza świeckiego opiera się na umowie z biskupem z docelowej diecezji i diecezji macierzystej. Misjonarz kontynuuje pracę w wyuczonym zawodzie np. jeśli zna język francuski to zostaje się nauczycielem. Ja, jako dietetyk najpierw pracowałem w stołówce, a jak poznałem język rozpocząłem pracę w szpitalu. Od 2014 r. przebywałem na misji duchownej (Zgromadzenia Ducha Świętego). Organizowałem wiele akcji charytatywnych związanych między innymi ze zbiórką pieniędzy na leki czy potrzebny sprzęt. Nasze drogi się jednak rozeszły - miałem i mam trochę inny obraz pomocy humanitarnej. W ogóle wydaje mi się, że człowiek działając w pomocy rozwojowej dojrzewa i w pewnym momencie widzi, co jest dobre, a co nie. Śmieję się, że w 2020 r. leciałem na Madagaskar jako misjonarz świecki, a wracam jako humanitarysta.

Na czym więc polega mądra pomoc?

W mojej ocenie chodzi o to, aby nie tyle pomagać za wszelką cenę wszystkim i wszędzie, ale organizować wsparcie racjonalnie. Oczywiście w stanach kryzysu trzeba skupić się na rozdawaniu żywności, jednak w okresie bez kryzysu należy inwestować w rolnictwo, aby rozwiązywać problem niedostatecznej ilości żywności w kolejnym sezonie. Mam wrażenie, że na Madagaskarze rolnictwo jest na poziomie polskiego rolnictwa sprzed 100 lat. Tylko inwestując w rozwój, czy to przemysł, rolnictwo, ochronę zdrowia i przedsiębiorstwa, będziemy w stanie naprawdę pomagać i do tego tworzyć miejsca pracy.

Student z Gdańska zebrał 665 tys. na budowę szpitala na Madagaskarze Student z Gdańska zebrał 665 tys. na budowę szpitala na Madagaskarze
Czym zajmujecie się w Stowarzyszeniu Atelier de Dieu?

W stowarzyszeniu Atelier de Dieu realizujemy różne projekty, zarówno humanitarne, jak i rozwojowe: rozdajemy żywność w tzw. sezonie śmierci od grudnia do marca, bo po prostu nie można przejść obok człowieka, który boryka się z głodem. Staramy pomagać się jednak umiejętnie. Tworzymy silosy ryżowe, uprawiamy ryż nowszymi metodami, żeby to nie było zwykłe rozdawnictwo, ale pewien rozwój. Posiadamy maszynę do produkcji otrębów ryżowych, które sprzedajemy wytwórcom pasz. Zbudowaliśmy szkołę, w której uczą się biedne, aczkolwiek zdolne dzieci. Rozdajemy także stypendia naukowe dla zdolnej młodzieży, która ma szansę na studia, głównie pielęgniarstwo i położnictwo. Prowadzimy szpital dla ubogich, z którego mogą korzystać również osoby zamożne, a z ich opłat jesteśmy w stanie pomagać niedożywionym. Mamy projekty prewencyjne np. w przypadku diagnostyki raka szyjki macicy. Realizujemy również szereg innych projektów, ale zachęcam do śledzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie opowiadam o tym wszystkim (www.facebook.pl/kasprowiczdaniel).

Czy były momenty kryzysu?

Było wiele momentów, w których mogłem zrezygnować. Wiele osób zresztą nie wierzyło, że uda mi się osiągnąć cele i to również z rodzinnego podwórka czy domu. Dochodziło do sytuacji trudnych. Miałem wypadek w środku dżungli i przez sześć godzin nie było nikogo, kto byłby w stanie pomóc. Otrzymywałem telefony z pogróżkami, spotkałem się zastraszaniem słownym, a jeden z miejscowych biskupów próbował mnie oszukać. Wszystkie te sytuacje sprawiły, że wierzę jeszcze mocniej. Pomimo tych wszystkich trudności, udało mi się osiągnąć bardzo dużo. Dziękuję tym wszystkim osobom, które nie pozwoliły mi bujać w obłokach, bo mogłem też twardo stąpać po ziemi. Czasami było to okupione dużym cierpieniem, ale kazało też lepiej się przygotować, więcej wymagać od siebie.

Co w takim razie daje Ci największą energię?

Boża Opatrzność. Natomiast moje decyzje są zwykle spontaniczne. Śmieję się też ze słów samego króla Juliana, który mówił: róbmy szybko, zanim dojdzie do nas, że to bez sensu. Szczerze mówiąc, myśląc logicznie w Afryce można się szybko zniechęcić. Kiedy uporałem się już z barierą językową, przyszła bariera kulturowa. Największą motywacją są oczywiście dzieci - które wyleczyliśmy, które wyciągnęliśmy z choroby głodowej, które mogą się uczyć czy studiować, które mogą mieć dzieciństwo.

Co cię do dziś zaskakuje?

Najbardziej zaskakuje mnie to, że przyjaźniąc się z kimś pięć-siedem lat, nadal musimy liczyć się z tym, że ta osoba może nas okraść czy oszukać.

Nie wszystkim też da się pomóc?

Powtórzę raz jeszcze - po tych wszystkich latach na pewno wyzbyłem się syndromu, że wszystkim mogę pomagać. Jest coś takiego jak syndrom białego zbawcy i teraz dopiero rozumiem, jak bardzo jest on szkodliwy. Trzeba pomagać tym, którzy chcą, a w którymś momencie zrozumiałem, że taka ograniczona pomoc nie jest niczym złym. Pomaganie wybranej grupie jest również ważne, bo ci lokalni liderzy będą w stanie zmienić myślenie ich środowiska czy plemienia. Moi najbliżsi współpracownicy to sami Malgasze i to oni koordynują i tworzą wszystkie projekty. Zawsze trzeba inwestować w drugiego człowieka i podjąć przekonania zmiany na lepsze.

Czy Madagaskar to jest to miejsce, z którym zwiążesz się na dłużej?

Mam nadzieję, że osiądę tam na stałe i mam nadzieję, że dzięki temu tamtejsi wolontariusze również będą mogli mieć kontakt z rozwiązaniami europejskimi. Prowadzimy też zaawansowane rozmowy w przypadku współpracy naukowej z polskimi ośrodkami medycznymi. Chciałbym, żeby nasze działania były obustronne. Trwają zaawansowane rozmowy w tej sprawie.

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (52)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Warsztaty z fizjoterapeutką

wykład, sesja naukowa, warsztaty

Studencka Konferencja Neurologiczna

konferencja

Bezpłatne konsultacje fizjoterapeutki

konsultacje

Najczęściej czytane