Wiadomości

Pacjent na pomorskim SORze. Czy można podnieść standardy opieki?

Nerwowa sytuacja na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych nie od dziś daje się we znaki nie tylko pacjentom, ale i pracownikom  SORów. Jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów jest długi czas oczekiwania na diagnozę, na co uskarża się również nasz czytelnik, pan Paweł - niedawny pacjent jednego z trójmiejskich SORów.
Nerwowa sytuacja na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych nie od dziś daje się we znaki nie tylko pacjentom, ale i pracownikom SORów. Jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów jest długi czas oczekiwania na diagnozę, na co uskarża się również nasz czytelnik, pan Paweł - niedawny pacjent jednego z trójmiejskich SORów. mat. prasowe

We wtorek 19 czerwca o godz. 10 w Radiu Gdańsk (Studio im. Janusza Hajduna zobacz na mapie Gdańska) odbędzie się debata dotycząca sytuacji pacjentów na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. O tym, na co skarżą się pacjenci i co utrudnia wykonywanie obowiązków pracownikom medycznym będą dyskutowali pracownicy SORów, menadżerowie szpitali i władze regionu. Debata ma charakter otwarty - każdy może wziąć w niej udział.



Czy zdarzyło ci się zgłosić na SOR tylko po to, żeby zrobić badania specjalistyczne?

tak, postępuję tak regularnie 3%
sporadycznie, kiedy na zrobienie badań w przychodni trzeba bardzo długo czekać 2%
nie, ale nie wykluczam takiej możliwości 13%
nie i nie zamierzam - to oszustwo i utrudnianie dostępu do opieki medycznej ludziom, którzy naprawdę potrzebują pomocy 82%
zakończona Łącznie głosów: 1148
Funkcjonowanie Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych to temat budzący wiele emocji zarówno po stronie pacjentów, jak i pracowników medycznych. Wszelkie dyskusje z reguły nie dają rezultatu, bo obie strony, zamiast dążyć do wypracowania konsensusu, jedynie przerzucają się argumentami. Czy jednak takie porozumienie i w jego efekcie poprawa jakości, zarówno leczenia jak i pracy na trójmiejskich SORach, jest w ogóle możliwe? Pozostaje nam mieć taką nadzieję, bo na chwilę obecną sytuacja nie napawa optymizmem.

Jeden przypadek, dwa skrajnie różne stanowiska



Kardiolodzy mawiają, że "czas to mięsień", dlatego że podczas ratowania życia u chorego z zawałem serca każda sekunda jest na wagę złota. Tą zasadą kierował się również nasz czytelnik - Paweł (nazwisko znane redakcji), który z bólem w klatce piersiowej, wysokim ciśnieniem oraz bólem głowy, udał się do jednego z trójmiejskich szpitalnych oddziałów ratunkowych.

- Takie objawy mogły sugerować zawał - opowiada Paweł. - Byłem zbywany, przydzielono mi zieloną opaskę (kwalifikującą do grupy pacjentów z najniższym stopniem zagrożenia życia - red.) co oznaczało, że czas oczekiwania na poradę może wynosić do 120 minut. Po dwóch godzinach wzięto mnie na badanie EKG, które wykazało niedokrwienie lewej komory serca. Po tym odstawiono mnie w kolejkę do lekarza - na konsultację czekałem od północy do godz. 6 rano. Pobrano mi krew i kazano czekać. Wyniki było gotowe o godz. 7, ale lekarz ponownie zbadał mnie dopiero o godz. 11. Wtedy też dowiedziałem się, że lekarz, który prowadził mnie w nocy, zapomniał zlecić kolejne badania krwi, więc byłem ponownie kłuty, podano mi dwie kroplówki i paracetamol. Gdy doszły wyniki wyszła do mnie pielęgniarka i powiedziała, że znowu zapomnieli o innym badaniu krwi i muszą mnie kłuć po raz kolejny. Jest godz. 16 następnego dnia, a ja ciągle siedzę w kolejce, która o 6 rano była pusta - wtedy jednak nikt się mną nie zainteresował - relacjonował pan Paweł.

Szpital - nie mamy sobie nic do zarzucenia, a pacjent mija się z prawdą



O skomentowanie sprawy poprosiliśmy przedstawicieli szpitala, któremu podlegał wspomniany SOR. Ich zadaniem nasz czytelnik w swojej relacji mija się z prawdą.

- Pan Paweł (nazwisko znane redakcji) nie zgłosił się o godz. 22 do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego tylko do Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej tzw. NOCHu, gdzie otrzymał skierowanie do SORu. W Szpitalnym Oddziale Ratunkowym wykonano u pacjenta następujące procedury medyczne: EKG (bez zaburzeń rytmu i cech niedokrwiennych), zlecono badanie laboratoryjne i RTG klatki piersiowej. Kilkukrotne wykonanie badań krwi nie wynikało z braku profesjonalizmu lekarza prowadzącego, ale z kontroli enzymów sercowych - komentuje rzecznik placówki. - Należy podkreślić, że o godz. 4 pacjent samowolnie opuścił szpital i wrócił do niego o godz. 6. Po powrocie kontynuowano procedury medyczne. Po wykonaniu badań i przeprowadzeniu obserwacji w SOR, wypisano pacjenta w stanie dobrym, niewymagającym hospitalizacji o godz. 16. Całość postępowania diagnostycznego uważamy za zgodne z obowiązującymi wytycznymi.

Niewiedza, która wzbudza frustrację



"Na dwoje babka wróżyła" - tak najtrafniej, nie doszukując się oczywiście złych intencji u żadnej ze stron, można by skomentować zaistniałą sytuację.

- Przyczyną konfliktów i narastających, obustronnych frustracji, jest najczęściej niedoinformowanie - mówi Joanna Matuszewska, dziennikarka medyczna Radia Gdańsk, współprowadząca debatę Pacjent na pomorskim SORze. - Pacjenci skarżą się, że pobyt na SORze trwa zbyt długo, bo nawet kilkanaście godzin, w czasie którym nic się z pozoru nie dzieje. Trudno jest też uzyskać od kogokolwiek informację o stanie zdrowia bliskiej osoby. Swoją frustrację wyładowują na pracownikach SORu, którzy w odruchu obronnym zaczynają traktować pacjentów z rezerwą, a nawet z niechęcią.
- Zacznijmy od tego, że wielu pacjentów, którzy zgłaszają się na SOR, w ogóle nie powinno tam trafić. Nie posiadają jednak wiedzy na temat tego, gdzie w jakiej sytuacji powinni szukać pomocy - dodaje Ewa Palińska, dziennikarka portalu Trojmiasto.pl, współprowadząca debatę. - Niejednokrotnie zdarza się też, że pobyt w oddziale wykorzystywany jest jako najkrótsza droga do wykonania badań diagnostycznych, przez co tworzą się kolejki.

Czy standardy opieki medycznej i pracy na SORach można poprawić?



Czy w ramach dostępnych środków finansowych i obowiązujących przepisów można poprawić sytuację na trójmiejskich SORach? Odpowiedzi na to pytanie postaramy się poszukać podczas debaty z udziałem pracowników SORów, menadżerów szpitali oraz władzami regionu, która odbędzie się we wtorek 19 czerwca o godz. 10 w Radiu Gdańsk (Studio im. Janusza Hajduna zobacz na mapie Gdańska).

W debacie udział wezmą:


Na widowni zasiądą natomiast m.in.:


Debata ma formułę otwartą, dlatego organizatorzy zapraszają do udziału wszystkich tych, którzy wspólnie z przedstawicielami placówek medycznych mieliby ochotę poszukać rozwiązań możliwych do wdrożenia na pomorskich Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.

Opinie (192) 1 zablokowana

  • Cieszę się i współczuję (4)

    Cieszę się, że nie mam żadnych problemów zdrowotnych i nie muszę chodzić do lekarzy. Szczerze współczuję tym co muszą... Powiedzenie, że służba zdrowia nie działa jak powinno jest niewłaściwe. Służba zdrowia nie działa w ogóle!

    • 127 9

    • zupełnie jak

      komunikacja miejska w Gdańsku :)

      • 24 0

    • SOR działa prawidłowo

      Działa, działa. A nie ma się co cieszyć, bo choroba dopada niespodziewanie. I nie znam nikogo, kto by nigdy w życiu nie zachorował znienacka. Przecież choroby się nie planuje.

      • 12 2

    • Służba zdrowia

      Służba zdrowia nie działa bo jej nie ma od wielu lat. Jest ochrona zdrowia
      Ale jak nie zalejesz benzyny to nie pojedziesz, jak nakłady finansowe są z poniżej minimum to luksusów się nie dostanie

      • 16 0

    • SOR

      W Wojewódzkim to rzeźnia, współczuję wszystkim, którzy korzystali z ich pseudo usług lekarskich, dziadostwo w najgorszym tego słowa znaczeniu

      • 11 3

  • na sorze mozna (2)

    ale spedziec caly dzien lub wiecej ze szpitalem powinni takie wczasy sprzedawc wczasy na sorze ale powaznie bylem na sorze nie raz nie dwa i widzialem ludzi chorych i ich relacje, krzyki, na sorze sie czeka w niskoncxonosc . standart bardzo niski. daja opaski ale te opaski nic nie znacza. w gdynskim sorze awantury byly szpital miejski kobieta 2 dni czekala . skargi pisali makabra

    • 91 3

    • tak jest w każdym szpitalu, gdańskich także... niestety

      • 13 0

    • szkoli się za mało lekarzy

      na medycynę jest 20 chętnych na miejsce, a tych którzy kończą studia nie zachęca się do pozostania w Polsce

      • 9 1

  • Czasem mam wrażenie, że więcej czasu spędzam w prokuraturze (8)

    niż w szpitalu. Pacjencji są bardzo roszczeniowi i ze wszystkim lecą do prokuratury. Trzeba potem wyjaśniać, że ten lekarze przed nami, albo po nas zrobił dobrze czy niedobrze.

    • 24 52

    • (6)

      Ma się do czynienia z konowałami, a do tego ciężko zarobione pieniądze trzeba przeznaczać na prywatne leczenie, więc nic dziwnego, że pacjenci się bronią, jak mogą.

      • 10 3

      • Czesc sie moze i broni, ale na pewno spora grupa tez atakuje (5)

        • 2 4

        • (4)

          Atakuje, bo lekarze w Polsce nie umieją diagnozować leczyć, traktują dużą część pacjentów jak hipochondryków. Ci lepsi pracują tylko w prywatnych gabinetach albo wyemigrowali. Ja np. kilka lat męczyłam się, bo nikt nie potrafił zdiagnozować u mnie problemów z tarczycą. A właśnie, jaki wg Pana jest właściwy wynik TSH dla młodej kobiety? Czekam na odpowiedź.

          • 9 2

          • lol (3)

            większość pacjentów to faktycznie hipochondrycy. i lubią leczyć się w internecie, a opinia z netu lub od sąsiadki jest dla nich bardziej wiążąca niż kogoś, kto się na tym zna. bo głupi i nie umie diagnozować. najgłupszy i niedouczony lekarz będzie wiedział więcej, niż dowiesz się w internecie i weźmie więcej czynników pod uwagę, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
            PS. większość pacjentów z 'zaburzeniami' tarczycy nie ma żadnych nieprawidłowości. norma jest taka jak przyjmuje dane laboratorium (choć są rózne odczynniki, więc wynik wynikowi nierówny), zwykle między 4 a 5; chyba, ze brałaś kiedykolwiek hormony tarczycy, wtedy normy są zupełnie inne i rozmawiaj o tym tylko z endokrynologiem. :P

            • 5 3

            • (2)

              Pozdro lekarzu, ale w takim razie Ty też jesteś konowałem i nie masz pojęcia o leczeniu chorób tarczycy. Dla młodej kobiety norma to 1 -2 (a najlepiej to jeden - dowiedziałam się o tym od dobrej endokrynolog, która na szczęście zna się ma rzeczy)i nie ma to nic wspólnego z normą, która jest podawana przy wyniku. Gdyby każda kobieta miała wynik wyższy niż ten, który podałam, kobiety rodziłyby chore i upośledzone dzieci, a tak przecież nie jest? Miałam wynik ok. 4, bóle mięśniowe, silne zmęczenie (takie, że nic nie mogłam robić), ale wyniki miałam przecież w porządku... Na szczęście jeden młody lekarz faktycznie dobrze mnie zdiagnozował, bo znał się jako nieliczny na rzeczy, tak samo, jak moja endokrynolog. Po leczeniu problem minął w dość dużym stopniu, choć nadal czuję, że nie jest tak idealnie, jak kiedyś.

              • 2 5

              • I jeszcze dodam, że włosy wypadają kępami, a miesiączki to często na oczy nie widziałam. I to są pseudolekarzu żadne objawy? Czasy leczenia przez konowałów minęły, ludzie coraz bardziej interesują się tym, co się dzieje wokół i mają większą wiedzę od lekarzy, bo oni chorowali. Nie zapomnę wspomnieć oczywiście o kilkudziesięciu tysięcy pacjentów, poszkodowanych przez polskich lekarzy z powodu braku jakiejkolwiek wiedzy lekarzy na temat leczenia boreliozy i chorób odkleszczowych. Proszę wpisać sobie w youtube ''dr maria bortel borelioza''. Ona przez doświadczenie z chorobą własnej córki, jaką jest borelioza, zdała sobie sprawę, jak polscy pacjenci są krzywdzeni przez lekarzy i sama stała się specjalistą od chorób odkleszczowych. Wg mnie to kwestia czasu, jak tysiące osób z diagnozą stwardnienie rozsiane, po odkryciu, że chorują przez kleszcza i leczeniu antybiotykiem z pozytywnym skutkiem będzie domagać się odszkodowań i będziecie jako lekarze sikać ze strachu.

                • 2 4

              • to odpowiem tylko,

                że większość najlepszych specjalistów w europie uważa, że jest wręcz przeciwnie, choć prawie każdy mam na ten temat własne zdanie. a odpowiedzi 1-2 wręcz się spodziewałem:D ale po euthyroxie każdy czuje się lepiej, a na pewno nie zaszkodzi:) chcę wierzyć, że nie skończyło się na samej ocenie tsh...
                a reszty nie chce mi się komentować, bo internet to nie gabinet lekarski:) czuj się podpuszczona:)

                wyzywania od konowałów i tekstów o sikaniu nie skomentuję inaczej, niż: to dosyć typowa postawa pacjenta w Polsce i zupełnie mnie nie dziwi.

                podobnie jak to, ze wierzysz, ze jestem lekarzem:) może jestem, może tylko jestem pozerem, który ma jakąś wiedzę na tematy związane z medycyną:) a może przepisałem to wszystko z wikipedii? może jestem studentem, który sobie wypił, może patomorfologiem, który nie ma pojęcia o klinice?

                you made my day:)
                życzę zdrowia, wyjątkowo całkiem serio.

                • 6 4

    • To pracuj dobrze z empatia do pacjenta. To do prokuratury przestaniesz chodzić

      • 1 0

  • proponuję wybrac się na SOR do Gdyni, tragedia. (7)

    dlaczego oni nie biorą udziału w debacie???

    • 75 1

    • no przecież będą!

      Szpitale pomorskie to przecież Gdynia!

      • 8 5

    • Kartuzy-umieralnia (3)

      Pojedź na SOR do Kartuz - złamany kręgosłup, a dają ketonal, wypisują i każą dużo leżeć :D Podobnie przy podejrzeniu pękniętego woreczka żółciowego (które w innym szpitalu potwierdziło się). W zasadzie ketonal i wypis jest receptą na wszystko na kartuskim SORze. Ale w odpowiedzi na pisma, dyrektor szpitala twierdzi, że wszystko jest świetnie! Także nie macie w Trójmieście tak najgorzej, chociaż to naturalnie skandal, jakie warunki panują w polskich szpitalach i jak wyglądają usługi medyczne, za które co miesiąc, chcąc-nie chcąc, niemało płacimy.

      • 9 0

      • (1)

        W Kartuzach jest izba przyjęć, nie SOR. Poprawiam bo to różnica w wymaganiach wobec oddziału i całego szpitala - coś jak akademia, a uniwersytet - jak uczelnia chce się tytułować uniwerkiem musi spełnić większe wymogi, tak jak SOR.

        • 1 1

        • Jest Izba Przyjęć oraz SOR -Szpitalny Oddział Ratunkowy. Polecam sprawdzić na stronie www kartuskiego szpitala.

          • 2 0

      • Kentonal to widzę że lek na wszystko - również w Gduńsku

        • 1 0

    • w Gdyni człowiekowi który przyszedł z ranami na ciele (1)

      kazali wypełniać papierki a później czekać. Dopiero jak leżał na podłodze to się nim zajęli.

      • 12 0

      • Aż nie wypada dać kciuka w górę:(

        • 8 0

  • Zawsze bronilam służbę zdrowia (10)

    Do czasu gdy karetka zabrała mnie z domu z bardzo silnym bólem brzucha (jak się okazało - woreczek żółciowy). Spędziłam w szpitalu Wojewódzkim na Kartuskiej w Gdańsku 16 godzin, z czego 7 godzin czekałam na decyzję dot. przyjęcia na oddział. Nie zostałam przyjęta, w końcu po godz. 22 zostałam wypisana bo zaczęłam o to prosić. Myślałam że zwariuję w tej poczekalni a ból już minął. Powiedziano mi że mam czekać na chirurga, potem się dowiedziałam że chirurg był cały czas. Nie wiem na co czekałam. 2 miesiące później karetka zabrała mnie z pracy do Szpitala Miejskiego w Gdyni. Tam spędziłam "tylko" 6 godzin. Najgorzej że przez pierwsze 4 godziny nie dostałam nic przeciwbólowego. Zostałam zbadana po 3 godzinach choć miałam żółtą opaską (do 2h).
    Coś tam działa nie tak. Może procedury blokują lekarzy, a może to przemęczenie, za mało lekarzy na zbyt wielu pacjentów. Nie wiem, ale na pewno warto coś zmienić, bo w tej chwili trzeba mieć zdrowie aby chorować.

    • 138 1

    • (3)

      Znam osobę, która miała żółtą opaskę, a czekała w Gdyni ponad 6 godz. zimą, aby ktoś się nią zajął. Z podejrzeniem kamienia nerkowego przyjęto na oddział. Zrobiono badania, na jednym było zupełnie czysto (pomylono badania dwóch pacjentów?), więc młody, świeżo upieczony lekarz wypisał z hukiem tą osobę, bo ''hipochondryków trzymać nie będą''. Kamienie nerkowe ta osoba ''urodziła'' już w domu, bez przebywania w tym psychiatryku dla lekarzy, jakim jest szpital św. Wincentego a Paulo. Dodam, że w trakcie pobytu tej osoby, gdy w pokoju znajdowało się tyle osób, Ukraińcy (bo po co zatrudniać Polaków? ) w pełnej sali robili robili remont części ściany na urologii w tym gdyńskim szpitalu.

      • 20 0

      • heh (2)

        fajnie, moja żona została przyjęta na SOR ok 20:00, z zastojem nerki, całą noc w sumie nikt się nią nie zajął, a z bólu biegała do łazienki wymiotować co ok 30 min. Opuściliśmy SOR po 16 następnego dnia z receptą na ..... Nospe Forte..... to był szpital na Zaspie. Ból oczywiście nie minął, zatem udaliśmy się do innego szpitala, gdzie znajomy jest chirurgiem. Nie będę mówił zatem, że to była inna bajka, od razu na łóżko, lekarstwa przeciwbólowe, kroplówki, normalna opieka. Wyszliśmy następnego dnia, żona mogła już sama chodzić, dostaliśmy receptę na 10 różnych leków, z których część była robiona na zamówienie.
        Jednak najlepsze było to, że na świeżo wyremontowanym oddziale, na 6 czy 7 łózek, 5 zajmowali żule i pijaki, których powinno się na śmietnik wywalić, a nie leczyć

        • 7 0

        • "zajmowali żule i pijaki, których powinno się na śmietnik wywalić, a nie leczyć" (1)

          Naprawdę? Hitler myślał podobnie.

          • 3 5

          • Przestań oddychać powietrzem...

            bo Hitler też oddychał.

            • 2 1

    • (4)

      A może debilny NFZ stwierdził, że jeden chirurg na dyżur łączony na oddziale chirurgicznym i SOR to duża oszczędność i rzeczony chirurg w trakcie tych 7h był na operacji ratującej życie?
      To co nie działa w systemie to odgórnie narzucone kretyńskie limity dla szpitali.
      Proszę sobie wyobrazić, że gdzieś w NFZ siedzi urzędnik, który decyduje że np. (dane całkowicie z czapy mające na celu tylko zobrazowanie problemu) ten i ten szpital będą miały w tym roku przyznane 15 operacji woreczka żółciowego które sfinansuje. 16 i kolejną operację szpital musi z własnych środków opłacić.
      Szpitale szukają oszczędności gdzie popadnie - dyżury łączone, praca po 36h non-stop u lekarzy. Brak pielęgniarek na oddziałach to już w ogóle tragedia i się im nie dziwię - kto by chciał tak pracować za 2000 złotych całe życie.
      Niestety, jak był protest lekarzy i rezydentów to ludzie dali się zmanipulować że to dla nich kasa (tak, jednym z postulatów były podwyżki dla rezydentów), nie dla ochrony służby zdrowia...
      Zaraz zapewne ktoś mi zarzuci że pewno sam jestem lekarzem/studentem medycyny - nie. Nie jestem. Jestem za to blisko powiązany z osobami które przeszły cała drogę, od studenta, przez stażystę i rezydenta, po specjalistę. I to co widziałem to jeży włos na głowie.
      Kradzież sprzętu drobnego (strzykawek, kroplówek, gaz itp) ze szpitala przez personel ("A bo może się przyda"), agresja ze strony pacjentów np. Przyjaciółka pełniła dyżur łączony na SOR i Pediatrii - w 20h dyżuru przez 3h walczyła o życie dziecka z wypadku samochodowego przywiezionego LPR. Miała czas tylko zmienić zakrwawiony fartuch na świeży przed zejściem na SOR. Została powitana wiązanką kur** i koniowałów od miłego Pana który stwierdził, że siedziała i piła kawkę. Jego diagnoza? Ból stopy... Dodatkowo, ciągła walka z systemem i jego absurdami. Np Opakowanie leku zawierające 15 tabletek jest na chorobę X, ale opakowanie tego samego leku z 14 tabletkami jest już na chorobę Y wg NFZ. Oczywiście wypisanie niepoprawnie wg. NFZ i ZUS jest podstawą do kary na grube tysiące. Ale nie martw się, mają na to 5 lat i dopiero nakoniec się upomną, by % rosły od dnia zrobienia "Pomyłki".
      Przychodnie? Wg. rozporządzenia, lekarz ma ok 6 minut na pacjenta by wyrobić normę. W tym czasie musi przede wszystkim uzupełnić dokumentację, wypisać 1001 druczków i dokumentów a dopiero na końcu zbadać pacjenta.
      Elektroniczne system zwolnień ma wejść obowiązkowo bodajże od 01.07 - już teraz potrafi się zawiesić kilkanaście razy w ciągu dnia.
      Karetki? Pozbawione lekarzy ratowników, zazwyczaj jeżdżą sami ratownicy, którzy dostają ochłapy a nie wypłatę, pracują w nędzy i tragicznych warunkach... Ale i tak dyspozytor wyślę karetkę do pijaka a zawałowca dadzą na wstrzymanie, bo mniejszy dym medialny jest.
      Tłuc temat można by przez wiele, wiele godzin. Problem jest kompleksowy i bardziej rozbudowany niż ludzie sądzą.

      • 41 1

      • I przepraszam za ścianę tekstu ale jakoś mnie tak wzięło ;)

        • 19 0

      • Fantastyczny tekst

        Osoby nie majace stycznosci z tym, co "za kulisami", nie sa swiadome jak faktycznie wyglada praca w szpitalu.

        • 12 3

      • (1)

        Dokładnie. Największą bolączką SORów są niestety ludzie którzy przyjeżdżają właśnie z takim "bólem stopy"... W Polsce brak jest jakiejkolwiek kultury i wychowania, jeśli chodzi o służbę zdrowia i swoje życie. Każdy martwi się tylko o siebie, co jest dość zrozumiałe, ale jednak po to wyszliśmy z lasu i żyjemy w ogromnym społeczeństwie, żeby też czasem myśleć o innych. Na Twój ból palca wystarczy dzisiaj w nocy ibuprofen, a jutro możesz iść z nim do przychodni. A jeśli pojedziesz na SOR, to nie awanturuj się i nie domagaj się szybkiego przyjęcia, ani później, gdy przyjedziesz z czymś naprawdę poważnym - bo wtedy będzie kilka innych osób które robi jak Ty (tj. przyjeżdża z bólem opuszki palca po uderzeniu o próg drzwi...), przez co będziesz musiał poczekać dłużej na moment wizyty u dyżurującego lekarza. Dzieci w szkołach powinny być uczone jak zachować się w takich sytuacjach, z czym mogą przyjechać na SOR, kiedy zadzwonić po karetkę, a kiedy przyjść do przychodni czy po prostu wziąć odpowiednią tabletkę. Szkoda że w planie zajęć młodzieży są 2h religii tygodniowo, a na tak istotne wychowanie i naukę życia (i jego ochrony) nikt nie znajdzie miejsca i pieniędzy.

        • 11 4

        • z tym wychowaniem dzieci

          to podpisuję się rękami i nogami. Niestety, ale większość ludzi przychodzi na SOR z byle bzdurą i kolejki się ciągną....

          • 4 1

    • Na SORze zawsze jest nawał pacjentów, którym można by pomoc w NOCHach, a wymogi co do dokumentacji wizyty w SORze są takie same dla zawału, jak i drzazgi w palcu... To generuje makabryczne kolejki. Poza tym najczęściej jest jeden lekarz-specjalista, który ma czasem i 40 pacjentów naraz...

      • 7 1

  • (8)

    Kiedyś po wypadku rowerowym trafiłem na SOR z żółtą opaską, czyli teoretycznie powinienem być dość szybko przyjęty. Przyjechałem o 18, do gabinetu wszedłem chwile przed północą.
    Widok wwożonych na wózkach poza kolejnością do gabinetu pijaków i meneli zwiniętych z ulicy bezcenny.

    • 130 3

    • taa bo tam CI z karertki mają pierwszeństwo.

      • 11 1

    • (1)

      O właśnie podobna sytuacja spotkała mojego tate problemy sercowe po zawale i z wysokim ciśnieniem karetką na sygnale a w szpitalu czekał na krześle całą noc a meneli biorą odrazu z ulicy masakra jakaś

      • 31 0

      • bo menel płaci najwiecej na słuzbe zdrowia i mu sie najwiecej nalezy

        • 6 0

    • taaa (2)

      mojego męża z podejrzeniem udaru przywiozło pogotowie... zanim zlecono mu jakiekolwiek badanie obsłużono z 5 meneli, którzy robili pod siebie, okropieństwo, zwłaszcza, ze na to co m-c idą nasze cięzko zarobione pieniądze
      żenująca "służba" zdrowia

      • 28 1

      • (1)

        Jedna uwaga - tych meneli bierze się do gabinetu by ich uspokoić (np. przywiązać do kozetki, z której się wyrywają by zaczepiać innych pacjentów), ewentualnie na szybko przebrać jak śmierdzą na cały korytarz. Nie do badania. ;)

        • 9 6

        • To do przebrania śmierdzącego menela musi być angażowany lekarz który w tym czasie mógłby pomagać innym pacjentom?

          • 17 0

    • Bo to powinno być tak jak jes na całym cywilizowanym świecie.

      Płacisz w Polsce podatki to masz wszelkie prawa. Jeżeli nie - to wypad! Żadnego leczenia, żadnych praw wyborczych, żadnych roszczeń i pretensji do społeczeństwa, które utrzymuje kraj.

      • 17 0

    • Też spotkałam się z podobną sytuacją, zamiast zająć się pacjentami, w całości poświęcali uwagę menelom i narkomanom, przychodząc jeszcze do nich i pytając się "jak się czują, czy wszystko w porządku".

      • 1 0

  • Brak empatii i zrozumienia mają.. (2)

    ..pracownicy medyczni oraz z zieleni..Dla nich każdy uratowany pacjent bądź nie traktowany jest jak zwykły przedmiot który albo da się naprawić albo do wyrzucenia..

    • 52 7

    • parę ładnych lat temu trafiłam w nocy na Zaspę. Nie powiem stan był poważny, ludzi zero więc obsługa natychmiastowa (1)

      był lekarz i pani pielęgniarka (nazwijmy ją Lusią) Lekarz coś tam zarządził i oczywiście sobie polazł. Pani Lusia z czułością się mną zajęła, uspokajała, pocieszała i przy okazji w bezczelny sposób wyjęła mi portfel z torebki którą miałam przy sobie na łóżku. Byłam bardzo słaba więc może to tłumaczy dlaczego nie zareagowałam, pani Lusia poszła za parawan z tym portfelem i wyraźnie słyszałam jak wytrząsa z niego nawet bilon. Po tym fakcie podeszła do mnie , nachyliła się , że niby coś tam mi poprawia przy kroplówkach i myk, wrzuciła portfel z powrotem do torebki. Nie zareagowałam choć wiedziałam co robiła.Po tym odwieziono mnie na oddział. Ustawiono na korytarzu bo nie było miejsca na salach. Na oddziale zaczepiłam salową by kupiła mi z automatu wodę gazowaną, sięgnęłam po portfel by dać jej drobne - niestety pani Lusia z SORu wytrzepała nawet klepaki. Dostałam szału i zgłosiłam kradzież. Rano przylazła pani dyrektorka izby przyjęć i dalej mnie przekonywać jak to niemożliwe że skradziono mi pieniądze . Chciałam zgłosić na policję i wtedy pani dyrektor prosiła mnie żebym tego nie robiła bo pani Lusia to dobra pielęgniarka i byłoby szkoda taką stracić....następnie przyznała się, że ona już raz wyleciała z jakiegoś szpitala za:..... okradanie pacjentów !!! że na Zaspie dostała szansę, że ma ciężką sytuację, bla bla bla.... Pytałam: jak to? na SOR trafiają osoby z wypadków, nieprzytomne i jak trafią na taką Lusię to na bank ta łajza ich okradnie! jak szpital może na to pozwalać? dlaczego nie ma tam kamer? dlaczego w miejscu gdzie pacjent liczy na pomoc zostaje przez tych co powinni pomocy udzielić zwyczajnie po chamsku oskubany? Przyznam, że machnęłam ręką i sprawy nie zgłosiłam na policję.....ale żałuję bo po mnie ta pielęgniarka na pewno okradała innych pacjentów.

      • 7 1

      • Źle

        Źle,że nie zgłosiłaś na policję.

        • 2 0

  • (2)

    SOR to rzeznia. Połowa ludzi to patologia przychodząca tam dzień w dzień pod byle pozorem. JUż obsługa ich dobrze zna, Jak człowiek trafi tam z czymś poważnym to musi czekać cały dzień. Sam trafiłem z poważnym złamaniem i po 6 godzinach czekania na badanie, RTG i wynik powiedziano mi, że to sprawa poważna zagrażająca życiu, Taaa szkoda, żę miałem zieloną opaskę i wszyscy mnie zlewali przez ten czas,

    • 84 2

    • (1)

      Niestety, takie jest pokłosie ludzi którzy przychodzą z byle g na SOR.
      Poniżej same autentyki:
      Nie dostałem się do przychodni? SOR!
      Kac? SOR! A najlepiej karetką (autentyk)!
      Zakwasy? SOR via LPR (Nie ma to jak wyolbrzymić swoje objawy by wymusić interwencje)
      Dziecko ma 36.8 od 30 minut? SOR!

      Niestety, wśród tych wszystkich "naciągaczy" znajdują się pacjenci jak Pan, którzy nie mogą się dostać na czas w celu udzielenia pomocy, bo system triażu wymaga obsługi pacjentów wg. zgłoszenia do danego lekarza. A w pierwszej kolejności pacjenci z karetek.
      Niestety, nawet żółta opaska nie zawsze daje możliwość szybkiego zbadania, bo akurat np przywiozą pijaczka z rozbitą głową, którego muszą w pierwszej kolejności zbadać. A że jest jeden radiolog na 3 szpitale do interpretacji wyników to już obrazowanie idzie dużo dłużej...

      • 24 2

      • Z opowieści lekarzy: na SOR przyszła wieczorem kobieta bo ją brzuch rozbolał bo zjadła niedogotowane warzywa. No i czekała całą noc i rano jej przeszło. A potrzebujący pomocy przez takich cierpią.

        • 13 2

  • Czekanie

    W zeszłym roku z żoną czekałem na SORze całą noc z podejrzeniem zapalenia wyrostka. Od 22 do 5 rano wszystkie badania trwały. Masakra.

    • 55 3

  • Masakra (3)

    Trafiłam na SOR z córką że złamanym obojczyk iem. Może długo nie czekałam ale w poczekalni razem z nami były dzieci z wysoką gorączka wymiotami biegunka... Po powrocie do domu moje dziecko też się pochorowalo. Miała usztywnione bark i do tego mega kaszel bolało ja strasznie a ja nie mogłam pomoc. Trzeba również pomyśleć o rozdzieleniu pacjentów pradkujacych

    • 58 9

    • (2)

      Z goraczka i sr*czka,to do noch powinni jechac,a nie na sor!

      • 20 0

      • (1)

        Nawet nie NOCH a w pierwszej kolejności zbić w domu gorączke - po co dzieciaka osłabionego sr*czką wystawiać na kaszlących i prychających?
        Niestety, nasze pokolenie zrobiło się niedołężne - nic samemu nie potrafią a wszystko delegują. Nasi rodzice potrafili jakoś zająć się dziećmi bez biegania z dosłownie byle G do lekarza.

        • 19 1

        • Taa, mialam identyczna sytuacje - goraczka 39,5 stopnia, biegunka. Udalo mi sie zalapac do rodzinnej, ktora sama wystawila mi pilne skierowanie na SOR. A tam czekalam prawie 2h nim ktos sie w ogole mna zainteresowal, w sumie ponad 15h. I tak, zarazalam wszystkich wokol, ale gdzie mialam isc skoro trzeba bylo siedziec w kolejce? Z reszta bylam tak oslabiona, ze nie bylam w stanie wstac o wlasnych silach.

          • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje

Najczęściej czytane