Wiadomości

Czy szczęście jest potrzebne do szczęścia? Rozmowa z Katarzyną Charczyńską

Czasem narzekamy na rodziców, ale kto wie, czy bylibyśmy szczęśliwsi, gdybyśmy mieli lepszą mamusię i bardziej udanego tatusia?
Czasem narzekamy na rodziców, ale kto wie, czy bylibyśmy szczęśliwsi, gdybyśmy mieli lepszą mamusię i bardziej udanego tatusia? fot. ©fotolia/Suda Productions

- Czasem ludzie mają taki pomysł na szczęście, żeby rzucić wszystko, wyjechać, zmienić pracę, partnera. A ja zadaję pytanie: kogo tam spotkasz, jak już wyjedziesz? Siebie. Szczęście zależy od tego, czy potrafimy sami ze sobą dojść do porozumienia - mówi psychoterapeutka Katarzyna Charczyńska z Ośrodka Psychoterapii Ratio.



Polacy to naród, który generalnie

czuje się szczęśliwy 7%
jest umiarkowanie szczęśliwy 20%
jest raczej nieszczęśliwy 41%
jest wyjątkowo smutny 32%
zakończona Łącznie głosów: 227
Borys Kossakowski: Dwa tygodnie temu rozmawialiśmy z Jackiem Krzysztofowiczem o smutku, żałobie i śmierci. Teraz dla równowagi porozmawiajmy o szczęściu.

Katarzyna Charczyńska: Te dwie rzeczy są ze sobą mocno połączone.

Ale o ile smutek kojarzy się z mądrością, to radość - z głupotą. Mówimy, że ktoś się "cieszy jak idiota".

Mam wrażenie, że w przekazach społecznych tłumiona jest spontaniczność w wyrażaniu uczuć, nieważne: dobrych czy złych. Często słyszę zdanie np.: "nie ma co się tak podniecać". Wydaje się, że szczególnie rodzice do dzieci kierują takie komunikaty, chcąc je chronić.

Przed czym?

Żeby za bardzo się nie zaangażowały, nie dały się skrzywdzić, nie rozczarowały się.

Katarzyna Charczyńska - certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień i pedagog społeczny.
Katarzyna Charczyńska - certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień i pedagog społeczny. fot. Monika Goldszmidt-Czarniak / trojmiasto.pl
Bo dziecko może się podniecić, zapomnieć i na przykład wywrócić się na rowerze?

No właśnie. Rodzice obawiają się, że tak się zatraci w przeżywaniu radości z jazdy, że zrobi sobie coś złego. Wtedy bez kontroli może zrobić różne głupoty i potem żałować. W konsekwencji wiele osób dorosłych myśli, że lepiej nie angażować się w nic za bardzo, bo tylko wtedy mamy pewność, że nic złego się nie stanie. "Wprawdzie mam niewiele, ale to, co mam, jest znajome, umiem się w tym poruszać". Radość i spontaniczność kojarzy się za to z czymś nieobliczalnym.

Anglicy mówią, że ktoś jest "sadder but wiser". Smutniejszy, ale mądrzejszy, bliższy prawdy. Nie mogę się cieszyć życiem, bo pamiętam o tym wszystkim, co złego się stało i wiem, że świat jest straszny. Jeśli miałbym się cieszyć, musiałbym o tym zapomnieć.

Wręcz przeciwnie. Mądrość płynąca ze smutku to nasze doświadczenie. Każdy ma swoją historię i może ją na różny sposób odczytywać, budując swoje życie. Ludzie narzekają na straszne dzieciństwo, lub inne traumatyczne doświadczenia. Ale przecież przeżyli, a więc mogą korzystać z siły i mądrości życiowej, która płynie z tych doświadczeń. Jest to duża wartość i zasób. Narzekamy na rodziców, ale kto wie, czy bylibyśmy szczęśliwsi, gdybyśmy mieli lepszą mamusię i bardziej udanego tatusia?

Mądrzy ludzie mówią: z jakichś względów to, co nas spotkało, to było najlepsze, co nas mogło spotkać. Nawet jeśli to było coś "złego".

Moja przyjaciółka złamała rękę jeżdżąc na rolkach. Dzwoni do mnie i mówi: to straszne, nic nie mogę robić. A ja na to: to będzie okazja, żebyś pozwoliła innym się sobą zaopiekować. Niestety czasem ludzi muszą spotkać koszmarne rzeczy, żeby się sobą zaopiekowali. Wcześniej też to było możliwe, ale sami sobie tego odmawialiśmy. Bo nie mamy prawa, albo coś sobie chcemy udowodnić. Snujemy starą bajkę, że nikt nam nic nie da i będziemy w życiu nieszczęśliwi.

Wracając do dzieciństwa - to niesamowite, że z jednej strony kojarzy nam się z idyllą, a z drugiej nie ma nic gorszego, niż dziecięce traumy.

Bo świat dziecka jest taki czarno-biały. Dzieci nie potrafią pomieścić przeżywania różnych emocji na raz. Tymczasem człowiek może przeżywać jednocześnie nawet skrajne emocje. Trzeba się tego nauczyć, że coś może być dla mnie i trudne, i wartościowe.

Teraz do mnie doszło, że moja definicja szczęścia jest taka, że wszystko musi być w moim życiu na sto procent udane. Dopiero wtedy mogę uznać, że "jestem szczęśliwy".

A ja zastanawiam się, czy to w ogóle jest potrzebne do szczęścia, te sto procent...

Oto pytanie godne filozofów: czy szczęście jest potrzebne do szczęścia? (śmiech)

Szczęście zależy od tego, czy potrafimy sami ze sobą "dojść do porozumienia", czy pozostaniemy w wewnętrznym konflikcie. Cokolwiek byśmy zrobili, przecież i tak nie rozstaniemy się z samym sobą. Moi klienci czasem mają taki pomysł na szczęście, żeby rzucić wszystko, wyjechać, zmienić pracę, partnera. A ja zadaję pytanie: kogo tam spotkasz, jak już wyjedziesz? Siebie.

Przerażające (śmiech). A jednocześnie kojące.

Poszukiwanie szczęścia osobistego w trakcie terapii nie polega na tym, żeby wywrócić życie do góry nogami. Chodzi o to, żeby w obrębie tego, co mamy, poczuć się pewnie, by zacząć bardziej świadomie kierować swoim życiem. Mamy wszystko, co trzeba do szczęścia.

A my często próbujemy sobie coś dołożyć. Na przykład kupując sobie nową komórkę, komputer, samochód. Ale to działa tylko na chwilę. Bo gadżety i gry komputerowe nie zastąpią nam relacji z ludźmi.

Ale uwaga! Możemy mieć zarówno głębokie relacje z innymi, jak i gadżety. Jedno drugiego nie wyklucza. Jednak, jeżeli ktoś odłoży swoje problemy na bok, pocieszając się gadżetami czy nowym hobby, pozostanie w tym samym miejscu. Nie przybliży to go do rozwiązania problemów i poczucia, że jest mi "dobrze w życiu".

Jakiś czas temu miałem taką myśl, że nic mnie w życiu bardziej nie przeraża, niż to, że mogę być szczęśliwy.

Gdy myślimy o szczęściu to wydaje nam się, że jesteśmy na nie gotowi i chcemy do niego dążyć. Osiągnięcie szczęścia wyobrażamy sobie jako coś cudownego. Ale kiedy uświadamiamy sobie, że wymaga to zmian w życiu, często pojawia się niepokój. Lęk przed nieznanym. Teraz wiadomo, jak żyć, jak wiązać się z ludźmi i co z tego wyniknie. A jak to będzie być szczęśliwym? Nie wiadomo. Może lepiej nie ryzykować? Niech zostanie tak, jak jest.

Jak to?

W trakcie sesji terapeutycznych słyszę od osoby, która przychodzi, zdanie "dzisiaj nie mam o czym mówić". "Jak to?" - dziwię się. W odpowiedzi słyszę: "Nic się nie dzieje, dobrze mi". I to nie jest warte opowiadania? Tak jakby to nie było prawdziwe życie! Bo prawdziwe życie to przecież kłopoty. Często ludzie są bardziej przyzwyczajeni do tego, że jest im trudno, niż do szczęścia.

Może mamy poczucie winy, że jesteśmy szczęśliwi?

Tak jakbyśmy mieli powinność najpierw zadowolić innych, a na końcu siebie. Jakby życie według swojego szczęścia mogło nas skreślić w ich oczach i było czymś złym. Zdarza się, że chcąc żyć "po swojemu" ludzie przeżywają poczucie winy wobec swoich rodziców. Trudno im dążyć do szczęścia i je przeżywać, jeżeli mogliby tym samym "mieć lepiej" od nich i wyłamać się z rodzinnej historii o tym, jak człowiek ma w życiu. Tak jakby lojalność wobec rodzinnej opowieści o życiu wiązała im ręce, a osobiste wyobrażenie szczęścia mogło pozostać tylko w sferze marzeń.

Niedobrze jest się wybijać. Nawet jak jest mi w życiu dobrze, to zaczynam się wykręcać. Pytają się mnie ludzie, jak tam nowe mieszkanie. Mieszka się super, ale wiesz, te remonty, raty kredytu...

Często ludzie potrzebują podkreślić, żeby dać sobie prawo do przeżywania radości, że im też nie było łatwo, że się "naharowali" na swoje szczęście. Obawiają się mieć lepiej niż inni, by ktoś nie posądził ich o dziecinną beztroskę.

Tak się naharował, że teraz już nie ma siły na bycie szczęśliwym.

Z drugiej strony, jak coś przychodzi zbyt łatwo, bywa przez ludzi oceniane jako mało wartościowe. Jeśli odpowiednio zapracujemy na nasze sukcesy, to wtedy jesteśmy "poważnymi ludźmi". Ludzie wstydzą się też różnych rzeczy, które lubią robić i boją się być źle ocenieni, jako ci "nie na poziomie." Podoba ci się muzyka disco-polo? Albo komedie romantyczne? To może być źle odebrane, jako niepoważne. Często słychać narzekanie, że mężczyźni się bawią "jak mali chłopcy". Dla kogo był ten x-box, dla ojca, czy dla syna? A co w tym złego, że ludzie chcą się rozluźnić, pobawić? Dużo jest pilnowania się i krytyki w sobie, niepozwalania sobie. Wszystko musi być dorosłe, poważne, "na poziomie".

Dla niektórych szczęściem jest osiągnięcie jakiegoś wielkiego celu. Jak będę miał awans, przebiegnę maraton, pojadę na urlop, to będę szczęśliwy.

Tymczasem szczęście odczuwać możemy tylko tu i teraz. Nie da się być szczęśliwym wprzód ani wstecz. Czekamy na urlop z nadzieją na to, że przyniesie nam szczęście. A co człowiek robi na urlopie? Martwi się, że urlop się zaraz skończy.

Ludzie przychodzą do terapeuty po szczęście?

Tak. Ludzie chcą być szczęśliwi.

Opinie (47) 4 zablokowane

  • Rozwodnik, który miał 4 żony stwierdził, że wszystkie były podobne. (5)

    Zmieniając otoczenie nic nie osiągniemy. Należy zmienić siebie.

    • 32 3

    • Wszystkie nasze działąnia w życiu są zaprogramowane na szczęście. (2)

      Co prawda szczęście jest różnie definiowane przez różnych osobników, ale zawsze poszukujemy szczęścia.

      • 10 0

      • często pragniemy czegoś co wg nas jest dla nas szczęściem (1)

        a gdy to mamy, okazuje się, że są to dla nas duże kłopoty

        zaczynam wierzyć, że rozum powinien odgrywać większą rolę w działaniu niż emocje

        • 6 1

        • .

          rozum nie każdemu dany jest niestety, to wyższa półka ewolucji

          • 2 1

    • Czy szczęście jest potrzebne do szczęścia?Czyli masło maslane (1)

      wywód nad tym ile cukru jest w cukrze:)

      • 3 4

      • to zamierzona "gra słów"

        • 2 0

  • "Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli", dlatego ludzie wierzący są szczęśliwsi (26)

    Dla niektórych "wiara to opium dla ludu", ślub "to tylko papierek", dlatego mówiąc, że wiara jest łaską, a małżeństwo sakramentalne jest tajemnicą wielką, jest jednością z Bogiem obecnym w każdym człowieku, trzeba zaznaczyć też, że nie każdy jest w stanie to pojąć.

    "Błogosławieni to znaczy szczęśliwi"
    Między religią i radością istnieje związek, którego poganie nie zdołają nigdy pojąć.
    Przeprowadzone w USA badania potwierdzają to, co obserwując ludzi zwyczajnie widać, że:
    - pomimo wzrastania wraz z wiekiem różnych zdrowotnych dolegliwości stan ducha u wierzących jest coraz lepszy i radośnie pokonują oni coraz to nowe przeszkody piętrzące się na życiowej drodze
    - to wierzący mają największe zadowolenie z seksu
    - także modlitwa, czyli kontakt z Panem Bogiem, ma niebagatelny wpływ na tą wierzących szczęśliwość.

    • 12 21

    • a u nas tak dużo wierzących a ludzie tacy niezadowoleni (7)

      • 18 0

      • Straszną jest rzeczą, kiedy dusza szybciej zmęczy się życiem niż ciało (Marek Aureliusz) (6)

        Polacy są niezadowoleni z wielu powodów i te powody potrafią rzeczowo ukazać, ale przecież fakt, że jesteśmy niezadowoleni nie jest równoznaczne z tym, że my, jako Naród, jesteśmy jakoby nieszczęśliwi, jak to usiłują nam wmówić niektóre niepolskie media.

        • 3 0

        • jak można być niezadowolonym a jednocześnie szczęśliwym? (5)

          w narodzie niestety, nie panuje duch poczucia bycia szczęśliwym,
          bo wtedy ludzie nie byliby tak zgorzkniali, marudni, smutni

          każdy ma problemy, a jednak w wielu innych krajach, gdzie byłam, panuje inny duch- takiej pogody wewnętrznej na co dzień

          • 1 0

          • Ludzie boją się zmian, nawet na lepsze (J. I. Kraszewski) (4)

            Bardzo jestem niezadowolony z efektów prac obecnego rządu. Pisząc w ogromnym skrócie - to już kolejna kadencja nieudolnego rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, który doprowadza Polskę do ruiny gospodarczej. Niszczony jest polski przemysł, począwszy od stoczni, poprzez zakłady chemiczne. Sprzedali za bezcen albo chcą sprzedawać dosłownie wszystko - ostatnio jest mowa o ośrodkach sanatoryjnych, a nawet Polskie Koleje Linowe mają ratować dziurę budrzetową. Trudno zrozumieć także działania rządu w sprawie sprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom, ale jeszcze trudniej zrozumieć fakt poparcia tych ludzi przez tak licznych Polaków.

            A mimo to jestem szczęśliwy - jakże miałoby być inaczej, skoro żyję w rodzinie kochającej i kochanej, skoro żyję w otoczeniu ludzi szlachetnych i życzliwych, chętnie i nam pomagających. Panuje u nas "duch- takiej pogody wewnętrznej na co dzień" pomimo, że zdarza się być tak po ludzku "w złym humorze", że jak np. Polska przegra mecz to wszyscy jesteśmy tacy trochę "zgorzkniali, marudni, smutni" - ale naprawdę gdzieś tak nie jest?

            • 2 0

            • (3)

              W pierwszym poście usiłjesz przekonać, ze podobni Tobie są szczęśliwsi od innych, w drugim o noeposkich mediach, w trzecim o nieudolnych rządach. Wciąż, choćby mimochodem wspominasz o źle tego świata i otoczenia. Twoje "szczęście"podbudowane wartościowaniem i narzekaniem ma w sobie masę złych emocji.

              • 3 0

              • Szczęście to jest nie stacja, do której zmierzasz, lecz sposób podróżowania (Lew Tołstoj) (2)

                Ludzie szczęśliwi są dobrzy, ale szczęśliwi są tylko dobrzy ludzie (Wojciech Malinowski); "Błogosławieni to znaczy szczęśliwi"; "Wierzący są szczęśliwsi"... Przypomnę, jak to o. Pio powiedział kiedyś (nie cytuję, tylko z pamięci sens słów), że szukanie szczęścia tu na ziemi jest utopią. Inny duchowny obrazowo opowiedział różnicę między piekłem (nieszczęście) a niebem (szczęśliwość wieczna). Wyobraźmy sobie, że mamy wspólną michę zupy i wszyscy z osobna łychę długości 2 m. W piekle każdy chce być obsłużony jako pierwszy, żąda od drugiego, by go nakarmił. Karmić nikt nie chce, wszyscy chcą tylko jeść - efektem tego jest, że zaczynają wzajemnie się bić tymi łychami. Są źli, wściekli i głodni, oskarżają się wzajemnie. W niebie tego problemu nie ma, każdy pragnie najpierw drugiego nakarmić, stąd wszyscy wzajemnie się karmią. Są najedzeni, radośni i szczęśliwi, kochają się wzajemnie.
                Podobnie możemy na ziemi mieć przedsmak piekła, albo przedsmak nieba - to już od nas samych zależy.

                Bóg nas kocha. ale i nienawidzący nas szatan działa. Trudno jest w poście ukazać złożoność problemu, pozwolę sobie odpowiedzieć cytatem. "Kościół Chrystusowy ma także pierwiastek ludzki, czyli grzeszny - to cała rzesza chrześcijan świeckich i ogół duchowieństwa. Św. Augustyn pisze o prześladowaniach, których "nie może zabraknąć w żadnym okresie. Gdy bowiem zewnętrzni nieprzyjaciele przestają się srożyć, gdy zdaje się panować i istotnie panuje pokój, przynoszący bardzo wiele pociechy przede wszystkim ludziom słabym, to i wtedy jednak wewnątrz Kościoła znajdzie się nawet znaczna liczba takich, którzy dręczą swymi występnymi obyczajami serca pobożnie żyjących. Oni to przecież bluźnią imieniu chrześcijańskiemu i katolickiemu, a im droższe jest ono tym, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie, tym więcej boleją, że obecność złych we wnętrzu Kościoła przeszkadza umiłowaniu tego imienia w takiej mierze, w jakiej pragną je miłować dusze pobożnych... Te i inne tego rodzaju złe obyczaje i błędy sprawiają, że ludzie, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie, czują się prześladowani nawet wtedy, kiedy nikt ich nie napastuje i nie dręczy ich ciała. Cierpią bowiem to prześladowanie nie w ciele, ale w sercach". Jakże często współczesny człowiek przymusza swojego bliźniego do udziału w złym albo prześladuje go za czynienie dobra. Jest to smutne świadectwo, jak mało otworzyliśmy się na moc Chrystusa, ale taka niestety jest prawda. Takie prześladowania trapiły Kościół nawet w okresach, kiedy wydawało się, że chrześcijaństwo ogarnęło bez reszty całe społeczeństwa. Przypomnę chociażby jeden z problemów Kościoła średniowiecznego: "Gdy zły lekarz przykłada od razu tylko maść do rany, nie wypaliwszy jej przedtem, wtedy całe ciało zakaża się i gnije. To samo dotyczy prałatów i innych dostojników, którzy widzą, że poddany ich zakażony jest zgnilizną grzechu śmiertelnego; jeśli poprzestaną na przyłożeniu maści pochlebstwa, nie uciekając się do nagany, chory człowiek nie ozdrowieje nigdy, lecz zakazi inne członki (...). Gdyby natomiast byli prawdziwymi i dobrymi lekarzami (...), użyliby maści dopiero po wypaleniu rany ogniem nagany. (...) Lecz oni nie postępują tak: udają raczej, że nic nie widzą. Wiesz czemu? Bo korzeń miłości własnej żyje w nich i wydaje złą odrośl służalczej bojaźni. Boją się utracić stanowisko, dobra doczesne i wysokie urzędy, więc milczą."
                Kościół trwa. Głęboko poruszony świadomością rzeczywistości Papież Paweł VI w 1972 r. powiedział nawet: "Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd (dym) szatana. " A mimo to jakże nie kochać tego Kościoła, w którym żyje i działa Chrystus! Tego Kościoła, który umiłował Chrystus i "wydał za niego samego siebie" (Ef 5, 25); Kościoła, który jest Jego Mistycznym Ciałem, który przenika Duch Święty, który jest sakramentem zbawienia wszystkich ludzi."

                • 2 1

              • Czy to nie strach przed brakiem opisywanego w artykule szczęścia jest przyczyną "wiary" wielu?

                Lęk przed nicością? - zawsze masz Niebo
                Lęk przed samotnością? -zawze masz Boga
                Lęk przed bezcelowością? - zawsze masz cel w postaci zbawienia

                Życie bez Boga nie jest puste, choć może Ci się tak wydawać. Religia daje znakomite i proste rozwiązania. Dlatego uważam ją za dobry wytwór społeczny. Niech jest, ale nie musi być dla wszystkich.

                • 0 0

              • Tak swoją drogą naprawdę uważasz, że człowiek czuje sercem?

                W XXI wieku?

                • 0 0

    • Wszystko co opisujesz to zwykła chemia mózgu (6)

      i żadne realne siły nadprzyrodzone nie są potrzebne do jej produkcji. Wystarczy, że mózg sam sobie stworzy boga/Boga. Bo wiemy już, że to człowiek tworzy boga, a nie bóg człowieka i Twój wpis jest dobrą kolekcją dowodów na to.

      • 3 1

      • "I stworzył Bóg człowieka na swój obraz..." (5)

        Pan Bóg JEST. Jest On wszechwiedzący i wszechmocny. Próby zaprzeczania Jego istnieniu, albo próby doradzania Mu w interesach wyglądają na zuchwalstwo, a są zwykłym objawem natury medycznej w postaci postępującej utraty poczucia rzeczywistości. Ten Wszechmocny Bóg ustanowił prawa, które sam przestrzega. Stworzył człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo, ale dał człowiekowi wolność - nie zmusza nas do miłowania Go, tylko prosi o miłość. Dlaczego? Bo zmusić do miłości się nie da. W tym znaczeniu faktycznie nie jest wszechmocny.

        • 4 1

        • Jest bo go sobie stworzyłeś. A właściwie to Twój mózg go sobie wytworzył... (4)

          Przyczyny dlaczego mózg tworzy sobie boga wymieniłeś w swoim pierwszym wpisie.

          Społeczeństwu zależy jednak na dobru jednostki, więc wzmacnia ten dobrostan mózgu tworząc religię. I dlatego nie jestem przeciwnikiem religii. pomaga człowiekowi żyć. Ale w boga (Boga) nie wierzę.

          • 1 0

          • Umiera się nie dlatego by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej (P. Coelho) (3)

            Ja, chrześcijanin, bardzo często dziękuję Stwórcy za ten pokarm, który jest dla mnie Bożym darem. My, chrześcijanie wiemy, że bez Boga nie ma nic. Oczywiście można czynić wszystko "jak wszyscy", można po swojemu, byleby nie zgubić istoty człowieczeństwa - dla nas, chrześcijan jest to świadomość, że Bóg się rodzi po to, by dać nam życie wieczne. Bo celem życia na ziemi jest życie wieczne z Bogiem.

            Ty pewnie uważasz inaczej, ale nie mnie Cię sądzić. Ale wierzę w to, że obaj (po okresie oczyszczenia) będziemy zbawieni - wprawdzie Ty nie należysz do Kościoła (bez którego nie ma zbawienia), ale jesteś dobrym człowiekiem, a przynajmniej nie ma w Tobie nienawiści.

            • 2 0

            • Czy jako Chrześcijanin i osoba wierząca czujesz się lepszy od ateistów? (2)

              Czy masz takie wewnętrzne poczucie, że Ty I Twoje przekonania są bardziej wartościowe od przekonań innych? Czy wydaje Ci się, że Twoja religia jest ważniejsza niż inne religie? A Twoja wiara mocniejsza niż wiara innych?

              Może to już pycha?

              • 0 0

              • My, katolicy wiemy, że "Poza Kościołem nie ma zbawienia" (1)

                W Ewangelii raz mówi się o niemożliwości zbawienia bez realnej łączności z Chrystusem: "Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony; kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16,16). Innym razem powiada Ewangelia, że będziemy sądzeni z naszych czynów i w zależności od tego wejdziemy do chwały wiecznej albo zostaniemy odrzuceni (Mt 25). Nie ma sprzeczności między tymi dwoma spojrzeniami: Ludzka uczciwość nie może sama z siebie przybliżyć nam zbawienia, możemy je otrzymać tylko od Chrystusa. Ale zarazem nie będą zbawieni ludzie czyniący zło. Tylko człowiek uczciwy może osiągnąć zbawienie: jeśli swoją uczciwość i samego siebie otworzy na moc Chrystusa. A dzieła zbawienia i uświęcenia człowieka Chrystus dokonuje w Kościele: tutaj głosi się słowo Boże, w sakramentach otrzymujemy realny przystęp do Chrystusa Zbawcy, w Eucharystii zaś możemy wejść w najściślejszą komunię z Chrystusem. On sam każe nam zapraszać do Kościoła wszystkie narody: jeśli wobec tego poważnie myślę o swoim zbawieniu, nie jest rzeczą obojętną, czy wierzę w Chrystusa czy nie, jestem w Kościele czy poza nim. Tylko tym, którzy wierzą w Chrystusa i starają się pełnić Jego wolę, można głosić radosną pociechę: "Cieszcie się i radujcie, bo imiona wasze zapisane są w niebie" (Łk 10,20).

                • 2 0

              • Jajko czy kura

                Przykład klasycznego sporu o to, co jest przyczyną, a co skutkiem.

                Twój sposób myślenia:
                Bóg -> Normy moralne -> Pismo -> Postępowanie człowieka

                ale ja odnoszę się do tego, że Boga nie ma, tak więc nie możesz mi udowadniac istnienia Boga I pochodzenia norm moralnych od tego, co zostało napisane w Ewangelii.

                Ja uważam, że postępowanie człowieka jest wynikiem przyjęcia norm społecznych tworzonych przez... człowieka. A właściwie grupę społeczną.

                Człowiek -> normy moralne -> postępowanie człowieka

                Można być moralnym człowiekiem i jednocześnie być niewierzącym. Bóg nie jest potrzebny do bycia dobrym człowiekiem. A co do zbawienia - nie muszę (i nie chcę) być zbawionym.

                P.S. "To Ja" teraz to "Panisko"?

                • 0 0

    • (3)

      Podejrzewam że akurat POGANIE potwierdzą co piszesz. Bo choć wierzą w Światowida i inne bóstwa pozachrześcijańskie, to WIERZĄ. A wartościowanie że ten czy inny Bóg jest lepszy czy gorszy - chyba nie o to tu chodzi.

      Chyba że miałeś na myśli ATEISTÓW. :)

      • 0 2

      • Pogaństwo (ateizm, agnostycyzm, feminizm, komunizm, faszyzm) to duchowa pustynia (2)

        1) poganin - wyznawca religii niechrześcijańskiej, także człowiek niewierzący lub nieochrzczony - WIELKI SŁOWNIK wyrazów obcych PWN
        2) poganin - człowiek wyznania niechrześcijańskiego; deprecjonujące określenie politeisty - SŁOWNIK WYRAZÓW OBCYCH PWN

        Stwierdzenia te oddają osobowość tych, którzy jako osoby wierzące w absurdalną tezę o nieistnieniu osobowego Boga wierzą w to, że nie wierzą wierząc jednocześnie wróżkom, niektórym ludziom i zawsze w bożki: mamonę, boskość i samowystarczalność człowieka itd., czczą wolność i swobodę (róbta co chceta), antykoncepcję (w ich kalendarzu jest "Dzień Antykoncepcji"!), aborcję itd.
        Pogaństwo można nazwać ateizmem i dowolnie inaczej, ale nie zmienia to faktu, że jest to beznadzieja. Wszystko zmierza ku śmierci, ale tylko to, co pozbawione wartości - ku nicości.

        • 2 3

        • Błędne założenia (1)

          Wychodzisz z założenia, że bycie ateistą jest oznaką pozbawienia wartości. Że bezcelowość i nicość są zgubne. Nie są.

          Kościół, używając pojęcia Boga, wprowadza wartości do życia człowieka. Ale te wartości istnieją także bez Boga. Naprawdę. I nie tylko droga dyktowana przez Kościół jest jedyną możliwą do bycia wartościowym człowiekiem. Jest jedną z możliwych. I wcale nie musi być lepsza od innych.

          Jednocześnie uznawanie się za wierzącego nie czyni z człowieka jednostki wartościowej. Przykładów takiego skrótu myślowego mamy aż nadto w naszym życiu. Pod szyldem Kościoła, Wiary i Religii kroczą zastępy osób, których czyny są przeciwne "wyznawanym przez nich" wartościom.

          • 1 2

          • Masz mętlik pojęciowy

            Przykładowo Krzyżacy; grabili i mordowali pod pretekstem nawracania tylko ta ich działalność nie miała nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa i z nawracaniem.

            • 3 0

    • nieprawda. Bakterie również się mnożą, gdy się dzielą.

      • 1 0

    • Dobro i zło (5)

      Moja uczciwość i etyka zależą od tego, jaką religię wyznaję? Czy przykazania Boże obowiązują wszystkich? Czy grzech jest tylko tam, gdzie dzieje się cudza krzywda? Dla nas ludzi wierzących to nie człowiek decyduje o tym, co jest dobrem, a co złem, ale i nie nam jest inaczej wierzących (np. w ateizm) osądzać. Patrząc na problemy ludzkie widzimy, że istnieją dwie zupełnie różne perspektywy w ocenie zagadnień moralnych, mianowicie perspektywa obserwatora oraz zaangażowanego. Obie ważne, obie wzajemnie się dopełniają. Perspektywa obserwatora to odczytywanie i ocena prawd moralnych "w ogóle", z czystej potrzeby poznawczej. Tylko z tego punktu widzenia może nas zajmować moralność "tych trzecich", z którymi nie mam możności nawiązać głębszego kontaktu osobowego. Otóż na tej perspektywie nie można poprzestać ani w stosunku do siebie, ani w stosunku do tych, którzy są moimi bliźnimi aktualnie, to znaczy tych, z którymi znalazłem się w relacji "ty - ja". Tutaj obowiązuje postawa zaangażowanego, która polega na tym, że zawsze i we wszystkich okolicznościach powinniśmy starać się czynić dobro raczej niż zło i dotyczy to nas wszystkich - i wierzących w Boga, i wierzących w ateizm, czyli w... cuda, że wszystko to tak samo, przypadkiem.
      PS. To Ja i ja "to jedna rodzina", ale nic więcej nie napiszę choćby dlatego, bo "winny się tłumaczy". To Ja bardzo się ucieszył jak się dowiedział, że ktoś go jeszcze pamięta, ale "sekatora" sobie nie przypomina.

      • 2 1

      • Ćwiczenie intelektualne (4)

        Jesteś w stanie wyobrazić sobie świat bez Boga? Jak by wyglądał?

        • 0 1

        • Świat bez Boga (3)

          Co i jak się dzieje, gdy ludzie nie wierzą w Pana Boga pokazują i biografie dyktatorów, i historia, i teraźniejszość. Stalin, Hitler... komunizm, faszyzm, niemieckie obozy koncentracyjne, sowieckie obozy pracy, Katyń, ludobójstwo na kresach wschodnich, wywózki, wygnania... "Nieludzka Ziemia", III Rzesza... Korea Północna, aborcja... tak wygląda świat bez Boga. Antyludzki i brutalny, pełen krwi i przemocy... szatański. W takim "postępowym" i "nowoczesnym" świecie, w którym zawsze inżynierowie dusz usiłują "stworzyć nowego człowieka", takiego "postępowego" i "nowoczesnego", brak jest miłości, która jest możliwa jedynie z Bogiem.
          "Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami?"
          Pisze św. Jakub: "Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie" (Jk 4, 1-2). Słowa apostoła zasadniczo nie są żadnym odkryciem. Zasada jest uchwytna intuicyjnie - wystarczy tylko wsłuchać się w swoje serce, aby znaleźć tam jej potwierdzenie. Odwrócenie jej zgubnego działania mogłoby uczynić raj na ziemi. Postawa dziecka, którą Chrystus stawia za wzór, jest prostą receptą na lepszy świat. Dlaczego zatem, pomimo tej oczywistości, zachowujemy się jak ślepcy, którzy potykają się co krok? Dlaczego świat co rusz ogarnia nowa pożoga wojny? Skąd tyle ludzkiej nienawiści dookoła?
          Bo za mało kochamy Boga, za mało żyjemy Ewangelią.

          • 1 0

          • Czyli znowu lęk. Lęk przed niespokojem, chaosem, brutalnością w postaci wojny, ... (2)

            To cenna dla mnie rozmowa, bo wyłania się z niej obraz przerażonego człowieka. Człowieka bojącego się świata stworzonego... przez innych ludzi. Ale to przede wszystkim człowiek bojący się samego siebie. Bojący się konsekwencji swoich decyzji. Bojący się podejmować wybory.

            A wiara w Boga, a właściwie religia ma szybkie rozwiązania i przerzuca całą odpowiedzialność na Boga - "Niech się dzieje wola Nieba...". Człowiek nie musi sam wybierać, bo kapłani tłumaczą mu co jest dobre a co złe. Tłumaczą bezpośrednio na cotygodniowych spotkaniach lub w postaci Pisma. Świetnie to widać w liczbie cytatów innych, "mądrzejszych od nas". Dodatkowo zawsze jest Bóg. Zawsze przy nas... Karze, ale też kocha. Cały czas i każdego.

            Ta rozmowa jeszcze silniej potwierdziła jak religia wykorzystuje biologiczne, psychologiczne i społeczne mechanizmy manipulacji.
            np. biologiczne: serce bije szybciej, czujesz to na widok ukochanej osoby - to religia tłumaczy jako siedlisko uczuć ("Najświętsze Serce Jezusa", "A Pana Boga teraz przyjmiesz do swojego serduszka")
            psychologiczne: skutecznym elementem kontroli zachowania się osobników jest starch przed karą - kościół daje znakomitą karę wiszącą nad każdym i wszędzie, czyli piekło.
            społeczne: jeśli miliony ludzitak robi, to musi coś w tym być - dlatego taka walka o każdą "duszyczkę" o każde "życie". Im więcej, tym lepiej dla masy (wiernych).

            A za wszystko odpowiedzialny jest mózg i jego neurotansmitery... Mózg, który stworzył sobie boga/bogów.

            • 0 1

            • Świat bez Boga to codzienny strach. to codzienne lęki przed nieznanym zagrożeniem, chaosem, brutalnością w postaci wojny... (1)

              Dziękując i pozdrawiając, na zakończenie naszej miłej wymiany poglądów jedna z relacji o seksualnym rozpasaniu w sowieckim obozie (fragment):

              W obozie panowało niebywałe rozpasanie seksualne. Więźniarki-kryminalistki oddawały się wszystkim - strażnikom, funkcyjnym, zwykłym więźniom - byle tylko zdobyć dodatkowy kawałek chleba. Wśród Polek nie zdarzały się takie przypadki, choć również dostawały nieprzyzwoite propozycje.

              "Pewnej nocy przyszedł do mnie strażnik i powiedział, że wzywa mnie komendant obozu. Ubrałam się i poszłam. Wprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia z lustrami na wszystkich ścianach. Wydawało mi się to bardzo dziwne. Nie wyglądało to na gabinet naczelnika. Strażnik wycofał się niepostrzeżenie, a człowiek, który nagle wynurzył się z czeluści, zamknął drzwi na haczyk. - Jestem tutejszym fryzjerem - powiedział. - Jesteś bardzo ładna. Powinnaś coś wiedzieć o obozowym życiu. Prędzej czy później wszystkie kobiety muszą znaleźć sobie męża, żeby przeżyć. Jestem dobrze sytuowany, wszyscy się mnie tu słuchają. Proponuję, żebyś została moją obozową żoną. Nie chodziłabyś głodna, miałabyś ładne ubranie. To co, zgadzasz się? Byłam tą propozycją oburzona. - Pan nie zna Polek - odparłam. - My w ten sposób nie zakładamy rodziny. U nas kobiety biorą ślub z miłości, w kościołach. Mężczyzna roześmiał się i powiedział tylko, że nie znam życia. Po czym otworzył drzwi i wypuścił mnie. Przed odejściem dodał, żebym się jeszcze zastanowiła. Do baraku odprowadził mnie ten sam strażnik, który mnie przyprowadził" - mówi Stefania w rozmowie z Anną Herbich.

              • 0 0

              • Dziękuję i pozdrawiam

                Jeśli człowiekowi do osiągnięcia pełni człowieczeństwa potrzebny jest bóg - niech istnieje. Jeśli człowiekowi do radośniejszego życia jest potrzebny bóg - niech istnieje. Jeśli człowiekowi do zrozumienia świat potrzebny jest bóg -niech istnieje. Jeśli społeczeństwu do funkcjonowania potrzebny jest bóg - niech istnieje. W umysłach wierzących.

                Co do przytoczonej historii - kolejna wpisująca się w "Zbawienną i WIelką Historię Narodu Polskiego" prezentująca nas jako nadludzi o stalowych zasadach moralnych i wybitnych właściwościach. To kolejny poziom - kompleksy nie tylko jednostki (o których wspominałem wcześniej), ale I kompleksy grupy społecznej.

                Jak widzę, jako naród boimy się być po prostu ludźmi - ze wszystkimi wadami i przywarami, możliwością popełniania błedów, chwilami słabości. Chcemy być idealni, wielcy, mocarni, bohaterscy, nieskazitelni, moralni...

                A czy bycie człowiekiem, w oczach Boga, jest złe?

                • 0 0

  • Proszę nie mylić zawodów.

    Na stronie głównej wyświetla się tytuł "Psycholog tłumaczy", a w artykule jest mowa o wywiadzie z pedagogiem społecznym, psychoterapeutą uzależnień. Może i to brzmi jako czepialstwo z mojej strony, ale wielu ludzi ma mętlik w głowie i nie rozróżnia psychologa od pedagoga albo psychologa od psychiatry. Podobnie, bycie psychoterapeutą nie oznacza, że ma się wykształcenie psychologiczne. Proszę poprawić ten tytuł na stronie głównej.

    Odpowiedź redakcji:

    Dziękujemy za sugestię. Treść została poprawiona.

    • 16 0

  • Kobieta na pewno nie da Ci szczęścia. (1)

    Naprawdę myślisz że żadna kobieta nie da Ci czułości i spełnienia, tak mocnego jak obecnie szantażująca Cię partnerka? Naiwniaku! To nie kobieta daje Ci zakochanie, szczęście a Twój system hormonalny. Kobieta daje tylko impuls, by Twe własne hormony zalały Cię poczuciem euforii i szczęścia.

    Ludzie nie chcą byś kochał siebie, bo wtedy się dobrze czujesz, i nie zależysz od ludzkich komplementów i krytyki; gdy kochasz siebie, nie da się Tobą manipulować.
    Koniec, kropka!

    • 20 1

    • Współczuję światopoglądu ;)

      • 0 1

  • Moim zdaniem jest jedna rzecz gorsza od wszystkiego. (4)

    Samotność. Nawet jak nie masz pracy, zdrowie podupada, z kasą krucho,a masz przyjaciół i ludzi, którzy cię wspierają to super. Jeśli jest wokół ciebie pusto, to... samotność to taka straszna trwoga jak śpiewał niegdyś zespół Dżem. Ja to niestety przeżywam. Ludzie ode mnie odchodzą. Powodem jest niestety zazdrość. To jest coś ,czego w polskiej mentalności "nie przeskoczę".

    • 16 4

    • A może zastanów się.. (3)

      .. skąd ta zazdrość?
      Nie wszyscy są idealni, ale skoro wszyscy odchodzą z powodu zazdrości to może jednak jest coś takiego w twoim zachowaniu, co ciężko tolerować?
      Miałam dobrą koleżankę, z którą rozstałam się podobno przez moją zazdrość. Ona odniosła sukces zawodowy, ja (wg niej) jej zazdrościłam. Ok, tylko co miałam powiedzieć, skoro nie chciała się już umawiać w domu, tylko w kawiarniach czy restauracjach i to tych z wyższej półki, a dla mnie to był za duży wydatek. Wspólny wypad na plażę czy do rower przestał wchodzić w grę, bo tylko spa albo europejskie stolice. No i ile można słuchać, że "tysiąc złotych to ja w jeden weekend wydaję" podczas, gdy próbowałam wyjaśnić, że dla mnie to sporo pieniędzy..
      Pozdrawiam.

      • 12 0

      • tak, chodzi o spośób bycia bardziej niż o stan posiadania (2)

        mam zamożną przyjaciólkę, która jednocześnie jest skromna, uczynna
        i cały czas taka fajna, jak była, gdy miala mniej

        • 7 0

        • Dokładnie. Taka staram się byc (1)

          Nie epatuję pieniędzmi. Wręcz przeciwnie. Nie stałam się nagle "luksusową damą". Jestem normalna. Ale jak się razem "startowało" z podobnego miejsca, i komuś się wiedzie lepiej,to dawni znajomi nie potrafią tego znieść. To jest przykre i uważam,że w niczym nie zawiniłam. Ludzie naprawdę rzadko potrafią się cieszyć z czyjegoś szczęścia i powodzenia. I dotyczy to nie tylko pieniędzy,a fajnego męża, dzieci,wyjazdów, powodzenia, pasji,umiejętnośći....czegokolwiek.

          • 4 0

          • Właśnie, czasem ludziom łatwiej być przyjaciółmi w biedzie

            gdy trzeba pomóc- wtedy jest taka mobilizacja jak po powodziach w Polsce,

            trudniej być dobrym przyjacielem, gdy drugiemu powodzi się znacznie lepiej

            • 0 0

  • Rzeczywiście... wielka radość. (2)

    W dzisiejszych czasach posiadając pracę na umowę zlecenie, może cudem umowa o pracę i kredyt na mieszkanie faktycznie jest się z czego cieszyć...
    Mając działalność gospodarczą chcąc dorobić wzięłam dodatkowe zlecenie, po odjęciu podatku podliczeniu wszystkich składek itd. wyszło, że czysty zysk to 20 zł. chory kraj!!!!

    • 5 4

    • Mimo wielu długow i problemów staram się być pogodna i mam przyjaciół

      bo dzięki takiemu nastawieniu jest mi łatwiej
      i łatwiej tym , którzy są blisko mnie :-)
      a gdy się zamartwiałam, nic mi to nie pomagał w rozwiązywaniu problemów

      • 1 0

    • Jak pracujesz za takie głodowe stawki, to co się dziwisz.

      • 0 0

  • Ludzie bądźmy dla siebie życzliwi.

    A wszyscy będziemy szczęśliwi :):)

    • 14 2

  • Trzeba żyć.

    Bardzo dobry artykuł, choć wzmianki o wychowaniu dzieci i przestrzeganiu ich przed złem nie odbieram jako coś niewłaściwego, ale nie mam dzieci więc pewnie się nie znam :)
    Moje życie leci na łeb na szyje, straciłam dziecko, zmarła moja mama i partner życiowy daje nogę, w pracy też się sypie, ale codziennie staram się, żeby było lepiej i wierzę, że zasługuję na szczęście i jeszcze mnie spotka... Bo niby dlaczego nie? Tyle tragedii mnie już spotkało to w końcu będzie musiało się ułożyć :)

    • 17 0

  • zmienilam otoczenie zmienilam sie ja ale to wlasnie zmiana otoczenia mi w tym pomogla

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje

Najczęściej czytane