Wiadomości

Trudna codzienność szpitala psychiatrycznego. "15 przyjęć dziennie"

Historia leczenia zaburzeń i chorób psychicznych na Srebrzysku sięga 1977 roku - wtedy to utworzono tam Specjalistyczny Psychiatryczno-Neurologiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Gdańsku, w skład którego włączone zostały Państwowy Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych "Srebrzysko" i Wojewódzka Przychodnia Zdrowia Psychicznego i Chorób Układu Nerwowego w Gdańsku.
Historia leczenia zaburzeń i chorób psychicznych na Srebrzysku sięga 1977 roku - wtedy to utworzono tam Specjalistyczny Psychiatryczno-Neurologiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Gdańsku, w skład którego włączone zostały Państwowy Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych "Srebrzysko" i Wojewódzka Przychodnia Zdrowia Psychicznego i Chorób Układu Nerwowego w Gdańsku. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Psychiatryczna Izba Przyjęć Szpitala Srebrniki pęka w szwach - każdej doby zgłasza się tam po pomoc kilkudziesięciu pacjentów. Zdaniem dyrekcji placówki część z tych osób powinna jednak szukać pomocy gdzie indziej, bo nie znajdują się w sytuacji zagrożenia życia. Na leczenie w poradni szanse są jednak niewielkie, więc przepełnioną Izbę Przyjęć pacjenci traktują jako jedyną deskę ratunku. O tym, jak wygląda codzienność w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku rozmawiamy z Leszkiem Trojanowskim - dyrektorem naczelnym oraz Jolantą Ferszka-Bykowską - zastępcą dyr. ds. medycznych.



Czy korzystałeś kiedykolwiek z pomocy psychiatrycznej?

tak

48%

nie

52%
Ewa Palińska: Czytelnicy regularnie zgłaszają nam, że w Trójmieście trudno uzyskać pomoc psychiatryczną. To prawda?

Jolanta Freszka-Bykowska: Jak najbardziej. Potrzeby są ogromne, a nasze możliwości niewystarczające. W 2018 roku odnotowaliśmy 9 tys. zgłoszeń i dokonaliśmy 5006 przyjęć. Daje nam to 15 przyjęć dziennie! Szpital dysponuje 45 łóżkami na każdym z sześciu oddziałów, więc po trzech takich dniach cały jeden oddział mamy wypełniony. Tymczasem pacjenta, u którego występuje sytuacja zagrożenia życia, po trzech dniach nie możemy wypisać, aby zwolnił miejsce dla kolejnej osoby.

Leszek Trojanowski: Są też pacjenci, którzy grożą, że się zabiją, bo np. pokłócili się ze współmałżonkiem czy rodzicami i nie chcą wracać do domu. Mamy też grupę stałych bywalców, którzy wracają do nas regularnie. Wiadomo, że luksusów u nas nie ma, ale personel jest miły, posiłki regularne.

Jak radzą sobie państwo z tak dużym obłożeniem? Odmawiacie hospitalizacji?

JFB: Wszyscy wychodzą z założenia, że u nas musi się znaleźć miejsce, więc ratujemy się dostawianiem dodatkowych łóżek, za które NFZ nam nie płaci. Szpital nie jest jednak z gumy, a my nie położymy naszych pacjentów na materacach czy karimatach, choć i takie sugestie padają. Nasi pacjenci są specyficzni. W jaki sposób zabezpieczyć pacjenta leżącego na karimacie w chwili pobudzenia? Do czego przywiązać?

Wojewódzki Szpital Psychiatryczny nie jest jedyną placówką świadczącą pomoc psychiatryczną. Nie można pacjentów przekierować w inne miejsce?

JFB: To prawda, nie jesteśmy jedyną stacjonarną placówką psychiatryczną - funkcjonują też oddziały przy Uniwersyteckim Centrum Klinicznym i Szpitalu Marynarki Wojennej. Kiedy chcieliśmy poszerzyć nasz kontrakt, odmówiono nam właśnie dlatego, że możemy liczyć na wsparcie "konkurencji". Tyle, że na żadne wsparcie z ich strony liczyć nie możemy, bo tam dokonuje się niemal wyłącznie przyjęć planowych, a my musimy pełnić ostry dyżur przez całą dobę. Sytuacja jest o tyle trudna, że wbrew zapewnieniom i obietnicom nie uruchomiono dotychczas oddziałów psychiatrycznych w Gdyni i Wejherowie. Jesteśmy więc jedyną placówką, która od Trójmiasta aż po Hel pełni funkcję psychiatrycznego pogotowia ratunkowego.

Pacjenci sami zgłaszają się do szpitala psychiatrycznego na leczenie?

JFB: Bardzo często tak, bo nie mają możliwości uzyskania pomocy nigdzie indziej. Opieka środowiskowa, którą starano się "zrewolucjonizować" przez ostatnie 10 lat, z powodu braku funduszy kuleje. Wejherowo jest totalną psychiatryczną pustynią - nie ma tam stacjonarnych łóżek, a jedynej lekarce, która przyjmowała pacjentów niejednokrotnie do późnej nocy, odrzucono kontrakt. W Gdyni stacjonarnych miejsc też nie ma - są dwa dzienne oddziały, ale raczej dla nerwicowców niż osób chorych psychicznie.

A na wizytę w poradni trzeba czekać...

JFB: Kolejki są bardzo długie, a więc jeśli ktoś znalazł się w trudnej sytuacji życiowej, z którą sobie nie radzi (np. po opuszczeniu przez małżonka, śmierci bliskiej osoby czy utracie pracy) nie ma szansy uzyskać tam natychmiastowej pomocy. Jeśli będzie czekał na wizytę kilka miesięcy, jego stan może się tak nasilić, że jedynym ratunkiem będzie hospitalizacja. System powinien działać w taki sposób, aby konieczności umieszczenia w szpitalu uniknąć.

A czy nie właśnie w szpitalu pacjent zostanie objęty najlepszą opieką?

Leszek Trojanowski: Hospitalizacja to najgorsza rzecz, jaka może się zdarzyć. Nawet jeśli jest niezbędna, to pacjent powinien trafić do szpitala w stanach ostrego zagrożenia życia (kiedy np. zagraża sobie lub komuś innemu) i opuścić go najszybciej, jak to tylko możliwe. Leczenie powinno odbywać się w jego środowisku.

Jolanta Freszka-Bykowska: Jeśli pacjent ma problemy społeczne, np. dziecko deklaruje, że się zabije, bo jest wyśmiewane w szkole, to hospitalizacja niczego nie rozwiąże. Takie dziecko po leczeniu szpitalnym nie dość, że wróci do szkoły, do kolegów, którzy się z niego naśmiewają, to jeszcze dostanie łatkę osoby, która była w psychiatryku. W takich sytuacjach najskuteczniejsze byłoby leczenie środowiskowe, w otoczeniu przyjaznym dziecku, objęcie opieką całej rodziny. Ośrodek prowadzący terapię rodzin działa np. przy ul. Racławickiej w Gdańsku, jednak na bardzo małą skalę. Terapia środowiskowa oraz domowe wizyty psychiatry wskazane są również w leczeniu osób starszych, u których występują zaburzenia funkcji poznawczych. Przeniesienie kogoś takiego do szpitala pełnego pobudzonych, młodych ludzi, może okazać się niesamowicie stresującym przeżyciem.

Dr n. med. Leszek Trojanowski, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza w Gdańsku.
Dr n. med. Leszek Trojanowski, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza w Gdańsku. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Jakie rozwiązania systemowe państwa zdaniem poprawiłyby jakość opieki psychiatrycznej?

JFB: Na pewno poszerzenie kompetencji lekarzy POZ. Dziś system związuje im ręce, ograniczając ich rolę jedynie do wypisywania skierowań i wystawiania zwolnień. A to przecież dobrze wykształceni lekarze, niejednokrotnie posiadający obok specjalizacji z interny specjalizację z medycyny rodzinnej, którzy powinni leczyć, a nie pełnić rolę urzędników. Jeśli ktoś np. ma ukierunkowane leczenie, od lat przyjmuje antydepresanty, to lekarz POZ mógłby nadzorować takie leczenie, wysyłając pacjenta na konsultację psychiatryczną raz do roku.

LT: Podkreślam, że nie jest to wina lekarzy POZ, a systemu, który nie zezwala im na wystawianie recept na niektóre leki czy skierowań na badania specjalistyczne. Pacjent psychiatryczny jest pogubiony i nie wie, gdzie zwrócić się po pomoc, a potrzebuje jej natychmiast. W takie informacje powinny go wyposażyć właśnie placówki POZ.

W chwili obecnej pacjent takiej wiedzy nie posiada. Kiedy ma problem, zgłasza się na Izbę Przyjęć w szpitalu psychiatrycznym.

JFB: Dokładnie tak. Działamy jak pogotowie ratunkowe i całodobowy punkt konsultacyjny, a chcielibyśmy stworzyć profilowane oddziały, jak to ma miejsce chociażby w Starogardzie Gdańskim. Nasza Izba przyjęć obecnie przypomina młyn - pacjent za pacjentem, karetka za karetką. To nie jest odpowiednie i komfortowe miejsce na przeprowadzenie konsultacji psychiatrycznej. Przepisy mówią, że powinny zgłaszać się do nas wyłącznie osoby ze skierowaniem od lekarza, tymczasem przychodzą wszyscy, którzy zmagają się z problemami psychiatrycznymi.

Mają państwo pod swoją opieką również pacjentów, którzy nie wyrażają zgody na leczenie. Jest ich wielu?

JFB: Przeszło 90 proc. przyjęć to pacjenci, których przywiozła do nas karetka bądź policja. Wiele z tych przyjęć to tzw. pacjenci "bezzgodowi" bądź tacy, wobec których stosuje się środki przymusu bezpośredniego. Regularnie przeprowadzane są u nas kontrole, bo pacjenci zarzucają, że kogoś torturujemy, ale prawdziwymi ofiarami jest tutaj personel - podrapany, bity, opluwany.

Jak z takim natłokiem oraz trudnymi warunkami pracy radzi sobie personel Izby Przyjęć?

L.T. Lekarze pracują na najwyższych obrotach - pomagają nie tylko tym, którzy się zgłosili sami, czy tym, których przywożą karetki, ale też dyżurują pod telefonem. A ludzie wydzwaniają z najróżniejszymi problemami.

Długo trzeba czekać na konsultację na Izbie Przyjęć?

JFB: Niestety tak. Zdarzyło się kiedyś, że przywieziono nam pijanego pacjenta, który się odgrażał, że kogoś zabije. Czekał tak długo, aż wytrzeźwiał i zapomniał, że w ogóle chciał kogoś zabić. Ze swojej strony dokładamy oczywiście wszelkich starań, aby ten czas oczekiwania był jak najkrótszy, ale przy takim obłożeniu pozostajemy bezsilni.

Pacjenci wyładowują na was swoją frustrację?

JFB: Regularnie. Tymczasem to nie my ponosimy winę za obecny stan rzeczy, tylko system, który jest wadliwy. My jesteśmy tylko świadczeniodawcą - mamy określoną liczbę zakontraktowanych łóżek, określoną liczbę pracowników. Nie migamy się od pracy. Przeciwnie - chcemy pomagać wszystkim tym, którzy naszej pomocy potrzebują, ale bez wprowadzenia rozsądnych rozwiązań systemowych nie jesteśmy w stanie zrobić nic.

W jaki sposób, mając na uwadze wadliwość systemu zdrowia, powinni zachować się pacjenci, którzy potrzebują pilnej pomocy psychiatrycznej? Gdzie powinni się zgłosić po pomoc?

W pierwszej kolejności należy udać się do Poradni Zdrowia Psychicznego, których w Trójmieście nie brakuje.


Warto również zwrócić się po pomoc do lekarza POZ, który w razie konieczności wystawi skierowanie do naszej Izby Przyjęć. Takie skierowanie jest ważne 14 dni i może je wystawić lekarz każdej specjalności.

Opinie (134) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje