Wiadomości

Szpitale apelują do pacjentów: "Nie rezygnujcie z zabiegów planowych"

Strach przez zachorowaniem na COVID-19 spowodował, że ludzie boją się kontaktu z lekarzami. Odwołują zaplanowane zabiegi i operacje, bo nie wyobrażają sobie wizyty w szpitalu. Lekarze przypominają jednak, że zaniechanie czy odroczenie leczenia w niektórych przypadkach może okazać się dla pacjentów tragiczne w skutkach. Zapewniają też, że w szpitalu możemy czuć się bezpiecznie. Odwiedziliśmy Uniwersyteckie Centrum Kliniczne i Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej aby sprawdzić, jak jest naprawdę.



Jeszcze kilka miesięcy temu skarżyliśmy się na długi czas oczekiwania na wizytę u specjalisty bądź zabieg operacyjny. Epidemia koronawirusa sprawiła, że wiele osób postanowiło odwołać zabiegi, bo paraliżuje je strach przed tym, że w szpitalu mogą zostać zakażone.

Dyrekcja Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni zapewnia, że wdrożono odpowiednie procedury, zaostrzono standardy higieny i dezynfekcji, wpływające na bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak też personelu medycznego.
Dyrekcja Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni zapewnia, że wdrożono odpowiednie procedury, zaostrzono standardy higieny i dezynfekcji, wpływające na bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak też personelu medycznego. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Szpitale z oddziałami zakaźnymi na czarnej liście pacjentów



Czy boisz się wejść do szpitala?

tak, ta myśl mnie przeraża i paraliżuje 18%
tak, ale gdyby było trzeba, jestem na to gotowy(a) 26%
nie, choć mam świadomość tego, że istnieje ryzyko zakażenia koronawirusem 33%
nie, bo nie boję się zakażenia 9%
nie, bo nie ma żadnej epidemii 14%
zakończona Łącznie głosów: 521
Problem odwoływania wizyt, konsultacji i planowych zabiegów dotyczy szczególnie szpitali z oddziałami zakaźnymi, które do niedawna zajmowały się leczeniem niemal wyłącznie chorych na COVID-19. Na Pomorzu jedną z kluczowych jednostek było Uniwersyteckie Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni.

Obecnie szpital wznowił działalność w zakresie większości poradni i pracowni, w tym m.in. Pracowni Tomografii Komputerowej, Poradni: Kardiologicznej, Chorób Zakaźnych w zakresie programów lekowych, Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych, Rehabilitacji Kardiologicznej w Ośrodku Dziennym czy Medycyny Pracy. Wznowiono także planowe przyjęcia na oddziały: Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych oraz Kliniki Chorób Wewnętrznych i Zawodowych.

Koronawirus Gdańsk - Gdynia - Sopot - wszystko o COVID-19 w Trójmieście



Dyrekcja zapewnia, że wdrożono odpowiednie procedury, zaostrzono standardy higieny i dezynfekcji, wpływające na bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak też personelu medycznego. Przy wejściu na izbę przyjęć zamontowano nowoczesne urządzenie do bezdotykowego pomiaru temperatury z nadgarstka lub czoła, zadbano również, by ścieżki przepływu pacjentów wewnątrz szpitala nie krzyżowały się ze ścieżkami personelu.

- Doświadczenie zdobyte przez ostatnie miesiące pozwoliło nam wypracować sprawdzone i skuteczne sposoby kontaktu z pacjentem z COVID-19. Dla nas standardem jest traktowanie każdego pacjenta tak, jakby mógł być zakażony, mimo że najczęściej nie jest - mówi prof. Marcin Renke, dyrektor UCMMiT. - Dzięki zastosowanym rozwiązaniom praktycznie przez cały czas trwania epidemii udało nam się uniknąć zakażeń wśród personelu, nie odnotowaliśmy również żadnych zakażeń wewnątrzszpitalnych pomiędzy pacjentami, co uważamy za duży sukces - przekonuje.
Obecnie pacjenci, którzy zgłaszają się do UCK na zabiegi planowe, trafiają do pokojów pełniących funkcję stref buforowych, gdzie mają wykonywany test na obecność koronawirusa i oczekują na jego wynik. Szpital dąży jednak do tego, aby wykonywać testy ambulatoryjnie i aby na ich wynik pacjenci czekali w domu.
Obecnie pacjenci, którzy zgłaszają się do UCK na zabiegi planowe, trafiają do pokojów pełniących funkcję stref buforowych, gdzie mają wykonywany test na obecność koronawirusa i oczekują na jego wynik. Szpital dąży jednak do tego, aby wykonywać testy ambulatoryjnie i aby na ich wynik pacjenci czekali w domu. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Przed zabiegiem test na obecność COVID-19



Aby zminimalizować to ryzyko placówki medyczne wdrażają szereg procedur, mających na celu maksymalne zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom i personelowi. Jedną z nich jest przeprowadzanie testów na obecność koronawirusa u pacjentów przed wykonaniem zabiegów planowych.

- Jeśli chodzi o prewencyjne testowanie pacjentów przyjmowanych do szpitala, to przeprowadzamy je od chwili, kiedy testy na COVID-19 stały się dostępne - mówi Jakub Kraszewski, dyrektor naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. - Najpierw badaliśmy pacjentów hematologicznych i onkologicznych, bo mogliśmy wykonać wówczas jedynie kilkadziesiąt testów dziennie. Kiedy nasze możliwości się zwiększyły, poszerzyliśmy grupę testowanych osób o wszystkie, które przychodziły do nas na zabiegi planowe, zwłaszcza transplantacyjne. Obecnie jest to ok. 200 osób dziennie - wyjaśnia.

Nie ignorujmy objawów udaru. Liczy się każda minuta



Obecnie procedury w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym wyglądają następująco: pracownicy call center dzwonią do pacjenta umówionego na zabieg, aby potwierdzić, że w wyznaczonym terminie pojawi się w szpitalu (jeśli odmawia, umawiają w jego miejsce inną osobę z listy oczekujących, która zgadza się przyjść na zabieg). Zbierają też szczegółowy wywiad, aby dowiedzieć się, czy miał np. styczność z chorym na COVID-19, osobą, która w ostatnim czasie powróciła z zagranicy i czy nie ma objawów wskazujących na to, że mogło dojść do zakażenia koronawirusem (np. wysokiej temperatury).

Jeśli pacjent przejdzie pozytywnie telefoniczną weryfikację, wyznaczona zostaje konkretna data i godzina stawienia się w szpitalu.

- Pacjent zgłasza się na wskazany oddział i zostaje zaprowadzony do tzw. punktu buforowego. Jest to sala szpitalna, w której pacjent przebywa w izolacji od chwili pobrania wymazu do chwili otrzymania wyniku, z reguły ok. 3 - 4 godzin - tłumaczy dr hab. n. med. Łukasz Kaska, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Transplantacyjnej GUMed. - Jeśli wynik jest negatywny, zostaje przyjęty na oddział i możemy wykonać zabieg. Jeśli nie - przekierowany zostanie do placówki jednoimiennej. Tutaj wyznam, że ani razu nie miałem kontaktu z dodatnim pacjentem - dotychczas wszyscy, którzy do nas trafiali, otrzymali wynik ujemny. Nie znam też prywatnie nikogo, kto byłby zakażony koronawirusem - mówi.
Pacjenci poddani testom do chwili otrzymania wyniku przebywają w izolatoriach bądź strefach buforowych.
Pacjenci poddani testom do chwili otrzymania wyniku przebywają w izolatoriach bądź strefach buforowych. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Pacjenci zakażeni i COVID - niepewni leczeni z zachowaniem specjalnych zasad bezpieczeństwa



W Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej, zgodnie z decyzją wojewody pomorskiego, na opiekę nad pacjentami z COVID-19 przeznaczony jest jeden oddział. Zabezpiecza go Klinika Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych w UCMMIT. Jak podkreśla dyrektor Renke, obecnie nie są tam hospitalizowani pacjenci, gdyż nie ma takiej potrzeby - nowych zakażeń w naszym województwie jest niewiele. Szpital jest jednak przygotowany na to, aby w każdej chwili takich chorych przyjąć.

Mało zachorowań na COVID-19 w Trójmieście. Sytuacja jest stabilna



Uniwersyteckie Centrum Kliniczne jest natomiast placówką wysokospecjalistyczną o wysokim stopniu referencyjności. Oznacza to, że kierowane są tam osoby ze szpitali, w których nie ma możliwości zapewnienia im pomocy jednocześnie lekarzy różnych specjalności. Niejednokrotnie są to osoby w bardzo ciężkim stanie. Szpital jest też przygotowany na leczenie pacjentów COVID-19 dodatnich.

- Mieliśmy u siebie pacjenta zakażonego koronawirusem, który został do nas przekierowany z jednego z pomorskich szpitali jednoimiennych z racji tego, że jego stan był bardzo poważny i wymagał wysokospecjalistycznej pomocy - mówi Jakub Kraszewski, dyrektor naczelny UCK. - Personel pracował z zachowaniem reżimu sanitarnego, stosowaliśmy wymagane zabezpieczenia i zapewniam, że nikt z osób, które miały bezpośredni kontakt z tym pacjentem, nie został zakażony koronawirusem - zapewnia.
Zdarzają się też pacjenci "COVID niepewni". Wobec nich przestrzega się takich procedur bezpieczeństwa, jak w przypadku pacjentów COVID-19 dodatnich.

- Kiedy stan pacjenta jest tak ciężki, że wymaga natychmiastowej pomocy i nie możemy czekać na wynik badań, traktujemy go jak osobę COVID-19 dodatnią i operujemy w pełnym stroju ochronnym - kombinezon, maseczka, google, przyłbica, a nawet buty ochronne - opowiada dr Kaska. - Operowanie w takim stroju jest bardzo niekomfortowe, ale musimy dbać o bezpieczeństwo swoje i pacjentów, więc na żadne odstępstwa nie możemy sobie pozwolić - przekonuje.

Zobacz, jak w Centrum Medycyny Inwazyjnej bada się temperaturę kamerą termograficzną

Zawał sam nie przejdzie, rak nie przystopuje



Kardiolodzy mówią, że czas to mięsień - im dłużej pacjent "zawałowy" czeka na pomoc, tym mniejsze szanse na pełen powrót do zdrowia, a nawet uratowanie życia.

- Z uwagi na epidemię koronawirusa nie zniknęła choroba wieńcowa, w tym niewydolność serca, nic nie wskazuje na to, by zmniejszyła się zachorowalność na nie. Niestety, pacjenci boją się zgłaszać po pomoc, a szczególnie boją się hospitalizacji - tłumaczy prof. Marek Koziński, kierownik Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych GUMed. - Wszystkie ośrodki w Polsce, w Europie czy w Stanach Zjednoczonych raportują, że liczba przyjęć spadła o 40-50 proc. Są to choroby potencjalnie śmiertelne i rezygnacja z zaplanowanego leczenia może mieć poważne konsekwencje. Musimy pamiętać, że im później chorzy trafią do specjalisty, tym gorsze będą rokowania - ostrzega.
Czas nie jest również sprzymierzeńcem osób chorujących na nowotwory - jeśli zbyt długo zwlekają z leczeniem, udzielenie pomocy może okazać się niemożliwe.

- Najbardziej martwi nas to, że chorzy się nas boją i starają się nas unikać. Tymczasem choroba nie wzięła wolnego ze względu na COVID-19 i postępuje - mówi dr hab. Łukasz Kaska. - W przypadku chorych onkologicznie może postępować bardzo szybko i kiedy wreszcie odważą się zwrócić do nas po pomoc może się okazać, że na leczenie jest już za późno. Rak tarczycy, rak jelita grubego, rak trzustki, rak wątroby to są takie jednostki chorobowe, że nie można pozwolić sobie na najmniejszą zwłokę. Robimy co możemy, żeby dodać im otuchy i przekonać, że będą u nas bezpieczni - dzwonimy, kontaktujemy się w formie teleporady, ale czasem ich strach jest tak wielki, że pozostajemy bezsilni. Zdarzały się sytuacje, że pacjenci, którzy mieli mieć operacje trzy miesiące temu, zgłaszają się dopiero teraz. Stan zaawansowania choroby był już niestety tak znaczący, że nowotwory okazały się nieuchwytne chirurgicznie.

Opinie (91) 8 zablokowanych

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje