Wiadomości

stat

Marcin Gruchała: Transplantacja to leczenie ostatniej szansy



W ubiegłym roku w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku wykonano tylko dwie transplantacje serca. Podstawowym problemem jest niedobór narządów, wynikający z braku sprawnego systemu rozpoznania potencjalnych dawców, głównie na oddziałach intensywnej terapii. O tym, z jakimi jeszcze wyzwaniami na co dzień zmagają się kardiolodzy i kardiochirurdzy oraz jak nie dopuścić do sytuacji, w której jedynym ratunkiem będzie przeszczep, rozmawiamy z prof. Marcinem Gruchałą - specjalistą w zakresie chorób wewnętrznych i kardiologii, kierownikiem I Katedry i Kliniki Kardiologii oraz rektorem Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.



Czy uszanował(a)byś decyzję bliskiej osoby w kwestii oddania organów do przeszczepu, jeśli miałaby zdanie odmienne niż twoje?

jak najbardziej - każdy ma prawo decydować o tym, co stanie się z jego narządami po śmierci

78%

tak, ale z pewnością byłoby to dla mnie trudne

15%

nie, ponieważ dla zmarłej osoby nie ma to znaczenia, a trzeba myśleć o komforcie żyjących członków rodziny

7%
Ewa Palińska: Jeszcze dwa lata temu Uniwersyteckie Centrum Kliniczne szczyciło się wzrostem liczby przeszczepów serca. Jak sytuacja wygląda obecnie?

Marcin Gruchała: W naszym ośrodku przeszczepiliśmy dotychczas 50 serc. Niestety, ostatni rok był słabszy i w Klinice Kardiochirurgii i Chirurgii Naczyniowej UCK udało się przeprowadzić jedynie dwie transplantacje. W tym roku mamy już na koncie jeden przeszczep serca i nie tracimy nadziei, że bieżący rok zakończymy ze zdecydowanie lepszym wynikiem. Tym bardziej, że po przeprowadzce do nowego budynku - Centrum Medycyny Nieinwazyjnej GUMed będziemy mieli jeszcze lepsze warunki i możliwości do przeprowadzania takich operacji.

Jaka jest przyczyna tego, że przeszczepów wykonuje się tak mało? Brakuje serc?

Dokładnie tak.

Co możemy zrobić, aby tę sytuację poprawić?

Najlepiej w ogóle nie dopuścić do takiej sytuacji, aby transplantacja serca była konieczna. Naszym zadaniem jest skuteczne diagnozowanie i leczenie niewydolności serca, aby utrzymać je w jak najlepszej kondycji. Transplantacja to leczenie ostatniej szansy. To porażka lekarzy, którzy nie byli w stanie uratować serca, dlatego trzeba je wymienić na inne, sprawne.

Średnia długość życia nam się podniosła. Myśli pan, że ma to związek z liczbą zachorowań na niewydolność serca?

Jak najbardziej. Ludzie żyją dłużej i zapadają na liczne choroby układu sercowo-naczyniowego, które prowadzą do obniżenia wydolności serca. Problemem jest właśnie ta niewydolność, z którą w Polsce nieszczególnie sobie radzimy. Dzięki postępowi, jaki się dokonał w medycynie, dziś bardzo trudno umrzeć na zawał serca, z powodu choroby wieńcowej, kardiomiopatii, wad zastawkowych czy zapalenia mięśnia sercowego. Pacjent z zawałem trafia obecnie do ośrodków kardiologii inwazyjnej, gdzie jest bardzo szybko i skutecznie leczony. Nawet jeśli jego stan będzie krytyczny, mamy dobrze rozwiniętą, nowoczesną intensywną terapię, dzięki której jesteśmy w stanie "wyciągnąć" pacjenta z najcięższych stanów kardiologicznych. Tyle, że po takim zawale pacjent wychodzi najczęściej z bardzo uszkodzonym sercem. Jego problemem nie jest już zawał, tylko niewydolność serca. Niestety, tę niewydolność często wykrywamy zbyt późno, najczęściej kiedy pacjent trafia do szpitala z zaawansowanymi objawami.

Dlaczego tak późno?

Częściowo winę ponoszą sami pacjenci, którzy takimi dolegliwościami, jak duszności, gorsza tolerancja wysiłku czy obrzęki pojawiające się na dolnych częściach nóg, niespecjalnie się przejmują. Część z nich uważa, że to normalne w ich wieku, inni tłumaczą sobie, że to objawy typowe dla choroby wieńcowej czy nadciśnienia, które mają już zdiagnozowane.

Na podstawie materiałów informacyjnych Sekcji Niewydolności Serca PTK
Na podstawie materiałów informacyjnych Sekcji Niewydolności Serca PTK graf. Trojmiasto.pl
Lekarze POZ często w takim myśleniu pacjentów utwierdzają.

Zdarza się i tak. Objawy niewydolności serca mogą przypominać objawy wielu innych schorzeń. Pamiętajmy również, że lekarze rodzinni nie mają dostępu do dobrej diagnostyki niewydolności serca. Żeby potwierdzić, że nasze dolegliwości są wynikiem niewydolności serca, poza wywiadem i badaniem fizykalnym, powinni wykonać również echokardiografię, czyli USG serca, a często nie mają takiej możliwości. Badaniem zalecanym w diagnostyce jest także oznaczenie (z krwi) stężenia BNP czy NT-proBNT, ale w Polsce nie jest ono refundowane, przez co dostęp do badań jest ograniczony. Pacjent musi zatem trafić z zaawansowanymi objawami do szpitala, albo, jeśli ma szczęście, doczekać wizyty u kardiologa.

Jakie są rokowania, jeśli pacjent będzie miał rozpoznaną niewydolność serca odpowiednio wcześnie?

Są całkiem niezłe, choć sama niewydolność serca jest chorobą źle rokującą. Po incydencie nasilenia objawów niewydolności, wymagającym leczenia szpitalnego, śmiertelność roczna jest szacowana na ok. 11 proc. Oznacza to, że 1 na 10 pacjentów umiera w ciągu roku od przyjęcia do szpitala.

Czy niewydolność serca można wyleczyć?

Wyleczyć zwykle nie, aczkolwiek wczesne zdiagnozowanie i wdrożenie specjalistycznego leczenia pomaga zahamować postęp choroby, dzięki czemu pacjent może przeżyć jeszcze wiele lat w dobrej kondycji. Jeśli leczenie zostanie podjęte zbyt późno, a szansa na przeżycie będzie wynosiła nie więcej niż rok, jedynym ratunkiem może okazać się przeszczep.

Przeszczepia się serce i pacjent żyje jak dawniej?

W wielu przypadkach udaje się przywrócić podobny standard życia jak przed chorobą, choć to proces, który wymaga czasu. Przeszczep to ciężki i ryzykowny zabieg kardiochirurgiczny, wykonywany u pacjenta, który często ma za sobą wiele lat ciężkiej niewydolności serca i którego organizm jest wyniszczony tą chorobą. Jego narządy przez wiele miesięcy, a nawet lat były niedokrwione i potrzebują czasu na regenerację. Dlatego pierwszy rok po transplantacji jest decydujący i obarczony największym ryzykiem.

Ile kosztuje transplantacja serca?

To kosztowne procedury. Koszt samej transplantacji to ok. 150 tys. zł i, oprócz samego przeszczepu, obejmuje opiekę w pierwszych 30 dniach po operacji. Kosztowne jest również późniejsze leczenie pacjenta, ponieważ do końca życia będzie musiał przyjmować drogie leki immunosupresyjne, poddawać się regularnej ocenie lekarskiej i kontrolnym hospitalizacjom. Zapewniam jednak, że pacjent z ciężką niewydolnością serca kosztowałby nas znacznie więcej, ponieważ ta choroba, ze względu na długotrwały negatywny wpływ na zdrowie i jakość życia, wiąże się z ogromnymi kosztami społecznymi. Pacjent często nie pracuje, a więc nie odprowadza składek. Zdarza się, że nie pracują też bliscy, zaangażowani w opiekę nad chorym. Do tego należałoby doliczyć niemałe koszty związane z częstymi pobytami w szpitalu.

Powrócę do kwestii, którą poruszyłam na początku naszej rozmowy. Dlaczego przeszczepów serca wykonuje się w Polsce tak mało? Dlaczego u nas brakuje serc do przeszczepu, a w wielu innych miejscach na świecie nie ma tego problemu?

Podstawowym problemem jest niedobór narządów. Bardzo ważne jest posiadanie sprawnego systemu rozpoznania potencjalnych dawców przez pracowników służby zdrowia, głównie na oddziałach intensywnej terapii. Trzeba zwiększyć liczbę szpitali, w których personel będzie umiał zidentyfikować potencjalnych dawców i będzie chciał ich zgłaszać. W Polsce na serce czeka rocznie blisko 400 osób, a dokonuje się niespełna 100 przeszczepów. Są kraje na podobnym poziomie rozwoju społecznego i medycznego, gdzie odsetek pozyskiwanych narządów jest znacznie wyższy. Takim przykładem jest chociażby Hiszpania, gdzie organów do przeszczepu pozyskuje się znacznie więcej.

Polskie prawo nie obliguje lekarzy do pytania rodziny potencjalnego dawcy o zgodę na pobranie narządów do przeszczepu, ale lekarze jednak o tę zgodę zabiegają. Czy ta nadgorliwość nie wpływa na zmniejszenie liczby potencjalnych dawców?

Wiemy, nawet z naszej niedawnej historii, że pojawienie się pewnych wątpliwości czy stawianie transplantologii w złym świetle rzutuje na liczbę pozyskiwanych narządów. Kilka lat temu przechodziliśmy poważny kryzys, dlatego myślę, że kontakt z rodziną potencjalnego dawcy i uzyskanie jej akceptacji dla tego procesu jest istotnym elementem budowania społecznego zrozumienia, przyzwolenia i zbudowania ogólnospołecznej potrzeby rozwijania transplantologii. Te rozmowy odbywają się w bardzo trudnych sytuacjach, gdy ludzie tracą swoich najbliższych. Ogromna większość wykazuje jednak zrozumienie dla potrzeb innych chorych.

W działania popularyzujące transplantologię od lat angażują się pracownicy oraz studenci Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. W ramach akcji Dawca.pl można wypełnić oświadczenie woli, które każdy może nosić przy sobie, np. w portfelu.
W działania popularyzujące transplantologię od lat angażują się pracownicy oraz studenci Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. W ramach akcji Dawca.pl można wypełnić oświadczenie woli, które każdy może nosić przy sobie, np. w portfelu. fot. Joanna Śliwińska/GUMed
Wielu ludzi paraliżuje strach, że zgadzając się na oddanie narządów bliskiej osoby do przeszczepu wydadzą na nią wyrok śmierci. Czy lekarze są w stanie jednoznacznie określić, kto ma szansę na przeżycie, a kto nie?

Tak, i to bez cienia wątpliwości. Są ściśle określone kryteria i opisana procedura diagnozowania śmierci pnia mózgu. Przy ich zachowaniu nie ma mowy o błędzie.

Jak może zabezpieczyć się ktoś, kto organy po śmierci chciałby oddać do przeszczepu, ale obawia się, że wola rodziny będzie inna?

Najważniejsze jest to, abyśmy rozmawiali z bliskimi na takie tematy. Dobrze jest, jeśli rodzina zna nasze zdanie, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to je uszanuje. Sam zetknąłem się z sytuacją, kiedy bliscy młodej dziewczyny na wieść, że nie rokuje przeżycia, sami zaproponowali oddanie narządów do przeszczepu, bo taka była jej wola. Warto również wspomnieć o dużym zaangażowaniu studentów i pracowników Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego w popularyzację transplantologii - od ponad 15 lat prowadzą kampanię Dawca.pl. W ramach akcji można wypełnić oświadczenie woli, które każdy może nosić przy sobie, np. w portfelu. Choć taki dokument nie ma mocy prawnej, w kryzysowych sytuacjach może ułatwić rodzinie podjęcie tej trudnej decyzji.

Czy studenci Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego są uczeni tego, w jaki sposób prowadzić rozmowy z rodzinami potencjalnych dawców?

Jak najbardziej i mam nadzieję, że robimy to w sposób prawidłowy i wystarczający. W trakcie szkolenia przeddyplomowego odbywają się zajęcia z psychologami, którzy uczą studentów, jak rozmawiać z pacjentami na trudne tematy, a także jak przekazywać skomplikowane informacje medyczne. Takie umiejętności są niezwykle ważne zarówno dla przyszłego lekarza czy pielęgniarki, jak i dla osób kształcących się w innych zawodach medycznych. Wyposażamy naszych studentów również w wiedzę z zakresu etyki czy deontologii. Ponadto obowiązuje nas Kodeks Etyki Lekarskiej, o którego przestrzeganie dba samorząd lekarski.

Przeszczep serca jest leczeniem ostatniej szansy, dlatego lekarze robią co w ich mocy, aby pacjenta przed takim przeszczepem uchronić. W ubiegłym roku, dla przykładu, zespół kardiochirurgów z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego przeprowadził pierwsze w Polsce operacje serca polegające na pozostawieniu i rekonstrukcji własnej zastawki pacjenta.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (14)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje