Lekarz też człowiek i... pije jak każdy inny? "Alkoholizm to choroba demokratyczna"

Dr Katarzyna Wiśniewska, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów od 10 lat pomaga tej grupie zawodowej uporać się z uzależnieniem od alkoholu.
Dr Katarzyna Wiśniewska, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów od 10 lat pomaga tej grupie zawodowej uporać się z uzależnieniem od alkoholu. Fot. Łukasz Unterschuetz / Trojmiasto.pl

Czy lekarze piją więcej i częściej niż przedstawiciele innych zawodów? Czy prawdą jest, że po kieliszek najczęściej sięgają chirurdzy i anestezjolodzy? Jak na co dzień ukrywają swoje uzależnienie i dlaczego tak wiele kobiet lekarzy przejawia skłonność do spożywania alkoholu? O problemie choroby alkoholowej w środowisku lekarskim rozmawiamy z dr Katarzyną Wiśniewską, pełnomocniczką ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów przy Okręgowej Radzie Lekarskiej w Gdańsku i dyrektorką Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień w Gdyni.



Jakbyś zareagował(a), gdybyś podejrzewał(a), że lekarz jest pod wpływem alkoholu?

natychmiast powiadomił(a)bym przełożonych lekarza 38%
nie wiem, pewnie miał(a)bym wątpliwości, czy nie rzucam fałszych oskarżeń 36%
nic bym nie zrobił(a) jeśli lekarz mimo moich podejrzeń zachowywałby się profesjonalnie 26%
zakończona Łącznie głosów: 352
Od 2007 roku na mocy uchwały Naczelnej Rady Lekarskiej okręgowe izby lekarskie w całej Polsce wyznaczają pełnomocnika ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów. Do głównych zadań pełnomocnika należy pomaganie lekarzom w trudnych sytuacjach, najczęściej kiedy zdrowie staje się przeszkodą w wykonywaniu zawodu. Dotyczy to przede wszystkim osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych.

Jak przyznają specjaliści, problem uzależnień wśród lekarzy nie został dotąd zbadany - brakuje krajowych danych na ten temat, a większość ekspertów musi posiłkować się zagranicznymi doniesieniami. Wiadomo natomiast, że rocznie w okręgowych izbach lekarskich rozpatruje się około 100 przypadków lekarzy uzależnionych. W większości chodzi o nadużywanie alkoholu, ale w grę wchodzi też spożywanie narkotyków, w tym nowych substancji psychoaktywnych (tzw. dopalaczy) oraz leków.

Od jak dawna pełni pani funkcję pełnomocnika ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów?

Piastuję to stanowisko od samego początku, czyli od 2007 roku. W samym lecznictwie uzależnień pracuję natomiast znacznie dłużej, bo ponad osiemnaście lat. W pewnym momencie zauważyłam, że pomoc dla lekarzy z uzależnieniem nie jest właściwie dostatecznie zorganizowana - m.in. dlatego postanowiłam się tym zająć. Wyjaśnijmy sobie - pełnomocnik nie tropi pijanych lekarzy, nie stygmatyzuje ich. Moim zadaniem jest wspieranie i motywowanie do podjęcia przez nich terapii.

Wyjaśnijmy sobie - pełnomocnik nie tropi pijanych lekarzy, nie stygmatyzuje ich. Moim zadaniem jest wspieranie i motywowanie do podjęcia przez nich terapii.
Przez te blisko 10 lat musieliśmy stworzyć podwaliny całego systemu pomocowego dla lekarzy z uzależnieniami. Wcześniej nie było programów wspierających lekarzy w walce z tą chorobą. Trzeba było zacząć od zera. W tej chwili mamy już wypracowanych wiele mechanizmów i wiemy, jak postępować. Nie oznacza to, że nie ma już nic do zrobienia, przed nami ciągle sporo pracy, nie tylko na poziomie rozwiązań prawno-formalnych, ale i w sferze uświadamiania środowiska lekarskiego o istnieniu problemu. Do tej pory wdrożyliśmy m.in. Program Zdrowotny Dla Lekarzy na wzór amerykańskich rozwiązań, które przynoszą znakomite efekty. Szacuje się, że są skuteczne w przypadku ok. 95 proc. pacjentów.

W skali ogólnopolskiej myślimy również o tym, by zorganizować praktyczną pomoc dla lekarzy, zapobiegającą wypaleniu zawodowemu, bo to coraz poważniejszy problem, który może wiązać się również z uzależnieniami. Wynika to z m.in. z tego, że lekarze to grupa zawodowa pracująca w warunkach szczególnego narażenia na stres.

Ilu lekarzy na przestrzeni tych lat trafiło pod pani opiekę?

To było kilkadziesiąt przypadków, choć nie wszystkie znalazły się pod długoterminowym monitoringiem. Dotychczas monitorowałam 28 lekarzy uzależnionych od alkoholu czy innych substancji psychoaktywnych oraz leków (50 proc. mężczyzn, 50 proc. kobiet). Obecnie monitoruję ośmiu lekarzy, z czego dwie osoby mają zawieszone prawo wykonywania zawodu. Wśród nich pięć osób to kobiety.

50 proc. uzależnionych lekarzy, którzy się do pani zgłaszają to kobiety? Nie wpisuje się to w wyobrażenie o stereotypowym "alkoholiku"...

Tak wynika z mojego doświadczenia, ale nie tylko. Dla przykładu, przeprowadzone jakiś czas temu badania amerykańskie dowiodły, że wśród przebadanych chirurgów 15 proc. mężczyzn ma problem z nadużywaniem alkoholu. To samo badanie wykazało, że kobiet-chirurgów zmagających się z tym samym problemem było o 10 proc. więcej. Okazało się, że stres związany z godzeniem obowiązków wynikających z życia zawodowego i osobistego dużo silniej odbijał się na psychice kobiet.

Jakiś czas temu natrafiłam też na inne badanie, z którego wynikało z kolei, że polskie lekarki żyją ok. 10 lat krócej niż statystyczne Polki wykonujące inne zawody.

Gdańska Okręgowa Izba Lekarska leczyła do tej pory 30 lekarzy uzależnionych od alkoholu.
Gdańska Okręgowa Izba Lekarska leczyła do tej pory 30 lekarzy uzależnionych od alkoholu. fot. Fotolia
28 lekarzy przez niemal 10 lat funkcjonowania pełnomocnika ds. zdrowia lekarzy i dentystów. To dużo?

I tak, i nie. To z pewnością czubek góry lodowej i niewielka część lekarzy, którzy powinni skorzystać z pomocy. Część z nich zgłasza się na leczenie dobrowolnie, ale takich przypadków jest ciągle najmniej i to jest akurat dla nas wyzwanie. To dotyczy zresztą wszystkich uzależnionych, bez względu na wykonywany zawód. Tylko niewielki odsetek pacjentów chce podjąć leczenie z własnej, nieprzymuszonej woli. Wracając do lekarzy, większość z nich pojawia się u nas, ponieważ grozi im zawieszenie w prawie do wykonywania zawodu.

Kolejnym problemem jest też stosunkowo późne wykrywanie uzależnienia wśród lekarzy. Na leczenie zgłaszają się zazwyczaj bardzo późno. Zwykle średnio 10 lat później niż w przypadku innych uzależnionych.

Z czego to wynika? Czy lekarze potrafią np. lepiej maskować swoje uzależnienie?

Chodzą do pracy, płacą rachunki na czas, mają rodziny. Taka osoba nie wpisuje się w stereotyp osoby uzależnionej od alkoholu. I tu pojawia się problem, bo środowisko, mimo pewnych symptomów, również często nie uważa takiego człowieka za alkoholika, czyli osobę chorą, która potrzebuje pomocy.
Bardzo wielu lekarzy to tzw. wysokofunkcjonujące osoby uzależnione, które potrafią swój problem ukrywać bardzo długo. Chodzą do pracy, płacą rachunki na czas, mają rodziny. Taka osoba nie wpisuje się w stereotyp osoby uzależnionej od alkoholu. I tu pojawia się problem, bo środowisko, mimo pewnych symptomów, również często nie uważa takiego człowieka za alkoholika, czyli osobę chorą, która potrzebuje pomocy. Otoczenie nie widzi problemu lub udaje, że go nie widzi. I to jest, moim zdaniem, różnicujący i bardzo istotny problem, opóźniający rozpoznanie i leczenie uzależnienia.

Poza tym wśród lekarzy można zaobserwować takie same mechanizmy zbywania problemu, jak u innych uzależnionych. Mamy tu więc do czynienia z próbą racjonalizowania, minimalizowania czy intelektualizowania zjawiska. U lekarzy te próby mogą być bardziej wyrafinowane, ale mechanizm wypierania uzależnienia pozostaje niezmienny.

Ciągle pokutuje takie przekonanie, że w środowisku lekarzy panuje solidarność, często źle pojmowana, np. jako krycie kolegi po fachu, który postąpił niewłaściwie. Czy w przypadku lekarzy alkoholików działa podobny mechanizm? Czy środowisko przymyka na takie przypadki oko?

Dawniej rzeczywiście problem uzależnionych lekarzy próbowano ukrywać. Dzisiaj nie ma na to przyzwolenia i coraz więcej przełożonych: dyrektorów, ordynatorów, dzwoni do nas i kieruje tu swoich pracowników, u których zaszła obawa, że postąpili niezgodnie z zasadami etyki zawodowej, a takim przypadkiem jest sięganie po alkohol np. w trakcie dyżuru. To dowód na to, że wzrasta świadomość problemu uzależnienia wśród lekarzy, a samo środowisko wykazuje zainteresowanie tym, żeby z nim walczyć.

Lekarze zdają sobie coraz częściej sprawę, że kryjąc kolegę, wyświadczają mu niedźwiedzią przysługę. W efekcie przynoszą szkodę nie tylko temu konkretnemu lekarzowi z uzależnieniem, ale całemu środowisku i pacjentom. Nie chodzi tu o donosicielstwo, ale o niezgodę na nieetyczne lub zagrażające życiu i zdrowiu pacjentów zachowania oraz zapobieganie im. Dostajemy też coraz więcej anonimowych telefonów z prośbą o interwencję. Lekarze przestają to rozpatrywać w kategoriach donosicielstwa i to jest właściwy kierunek. W końcu nie chodzi o zwolnienie lekarza z uzależnieniem z pracy, tylko o udzielenie mu pomocy. Przykład?

Picie alkoholu przynosi doraźną ulgę. Przez chwilę czujemy się mniej zestresowani, a nasz mózg zapamiętuje, że posiłkowanie się substancjami psychoaktywnymi to dobra metoda załagodzenia sytuacji i że warto tę czynność powtarzać.
Kiedyś trafił do nas pewien chirurg, który był święcie przekonany, że wszyscy jego koledzy po fachu piją na dyżurach, a on został niesłusznie pociągnięty do odpowiedzialności przez złośliwego pacjenta, który na niego doniósł. Dwa lata później, po zakończonym leczeniu podziękował temu samemu pacjentowi, który się na niego poskarżył.

Czy zawód lekarza to zawód tzw. podwyższonego ryzyka? Czy tutaj łatwiej o uzależnienie?

Dostępne badania są niejednoznaczne. Rzeczywiście pewna zależność jest tutaj widoczna i uważa się, że jest to zawód o podwyższonym ryzyku występowania chorób związanych ze stresem, w tym uzależnień. Nikogo nie trzeba przekonywać, że lekarze tego stresu w pracy mają pod dostatkiem. Do tego często lekarz nie ma kiedy odpocząć i zregenerować się, bo nie starcza mu na to sił ani czasu. Szczególnie dotyczy to kobiet lekarek. W 2008 roku przeprowadzono w Polsce badanie na grupie 80 lekarzy. Wynikało z niego, że ponad 50 proc. przedstawicieli zawodów medycznych w sytuacjach stresowych sięgało po środki psychoaktywne. W konsekwencji może to prowadzić do uzależnienia.

Picie alkoholu przynosi doraźną ulgę. Przez chwilę czujemy się mniej zestresowani, a nasz mózg zapamiętuje, że posiłkowanie się substancjami psychoaktywnymi to dobra metoda załagodzenia sytuacji i że warto tę czynność powtarzać. Na dłuższą metę to oczywiście nie działa i może prowadzić do uzależnienia.

Czy są specjalizacje szczególnie narażone na uzależnienie od alkoholu?

Niektóre specjalizacje, szczególnie w zagranicznych badaniach, w kontekście nadużywania alkoholu rzeczywiście pojawiają się częściej. Jest to np. anestezjologia, psychiatria czy medycyna ratunkowa. Jednak z moich obserwacji nie wynika, żeby jakaś specjalizacja była tutaj nadreprezentowana. Zgłosiło się do mnie np. kilku pediatrów ( w tym jeden mężczyzna), a przecież niewiele osób podejrzewałoby lekarza takiej specjalizacji o nadużywanie alkoholu.

Uzależnienie od alkoholu to choroba demokratyczna, która może dotyczyć każdego. Tu w grę wchodzi nie tylko poziom stresu, z którym mamy do czynienia w pracy, ale i indywidualne skłonności czy predyspozycje genetyczne. Do tego kulturowe uwarunkowania i oczekiwania związane z dobroczynnym działaniem etanolu. W Polsce kultura picia etanolu jest przecież silnie zakorzeniona.

Czy lekarze często wychodzą z nałogu?

Z moich szacunków wynika, że poziom skuteczności leczenia i zdrowienia u monitorowanych przeze mnie lekarzy to ok. 60-80 proc. To bardzo dobry wynik. Wielu lekarzy zdrowieje z uzależnienia i wraca do normalnego życia. Odzyskują utracone prawo jazdy, rozwijają swoje kariery, robią nowe specjalizacje. Część z nich zmienia pracę na mniej stresującą, bierze mniej dyżurów. Uzależnienie nie musi niczego przekreślać. Musimy choremu dać tylko szansę na wyzdrowienie (co często wiąże się z odwagą otoczenia do przełamania muru zaprzeczeń osoby chorej), a on sam musi zechcieć z niej skorzystać. I sam pełnomocnik tu nie rozwiąże problemu.

Opinie (56) 1 zablokowana

  • Alkohol jak alkohol ale też jakaś trawka , jak mi lekarz zaczął opowiadać o japońskim podejściu do tematu i nie traktowaniu wyników badań na poważnie bo oni tam bzdury wypisują , każdemu to samo ... wiedz że coś jest nie tak :)

    • 22 1

  • (2)

    Hmm. Alkoholizm wśród lekarzy jest pośrednio skutkiem naszych "podziękowań". Często też pewnie u wielu z nich siada psychika z powodów zawodowych. Oczywistym jest,że lekarz to człowiek i może mieć złamane serce już od lat młodości czy np. nie może się uporać z czymś innym sprzed lat. Wtedy właśnie ukradkiem dziabnie sobie i tak co dzień przez cały dzień,dzień za dniem... Tak wogóle to znajomy ma sklep spoż-alkoholowy i mówi jak ogromne ilości alkoholu są przez nas spożywane. Pije prawie każdy. Jeden mniej,drugi..

    • 25 6

    • każde tłumaczenie jest dobre. Alkoholik jest alkoholikiem. Znam lekarza , który dobre wino pije szklankami. Ale już upadł mit jego dobrego leczenia, robi tylko chałturę domową od czasu do czasu jakiś drobny zabieg. I tak kończy się epoka tego człowieka. Rozpad małżeństwa, egoizm i alkohol zabiło resztę.

      • 6 1

    • te flaszki i czekoladki to najgorsza rzecz w tym zawodzie. :P

      • 1 1

  • Nie dziwie się lekarzom że sobie chlapną..

    Co drugi pacjent się wszędzie upatruje molestowania;)

    Najgorzej to chyba mają na dyżurach w przychodniach typu całodobowego. Nie dosć że się naużerają z pacjentami, to jeszcze muszą przeganiać bezdomnych co chcą tam zrobić sobie sypialnię;)

    • 29 16

  • alkoholizm tej grupy zawodowej (1)

    rozwija się bo oni fałszywie rozumieją solidarność zawodową, kryją się wzajemnie wszyscy widzą kto na promilowym kacu, kto łyka po zabiegu.
    To samo dotyczy błędów lekarskich. Lekarz zawsze udaje że nie widzi.

    Spróbujcie tak u siebie w pracy

    • 33 13

    • nihil novi

      Wszystkie grupy zawodowe mniej lub więcej skoszarowane mają tendencje do alkoholu i narkotyków. Wojsko, policja, lekarze, duchowni itd. Odsyłam do badań w USA.

      • 1 0

  • Kiedyś narobiłem rabanu, że lekarz jest po spożyciu, okazało się, że on tak po prostu wygląda.

    • 39 2

  • Wszystko kwestia ilości.

    Lampka wina nikomu nie zaszkodziła , a nawet jest przez niektórych zalecana.
    W wielu cywilizowanych krajach jazda za kierownicą przy małej zawartości we krwi nie jest przestępstwem tak jak w Polsce i nie wpływa na bezpieczeństwo ruchu . Oczywiście wolałbym aby przyjmujący mnie lekarz nie zionął gorzałą i nie bredził od rzeczy. Jednakowoż wielu jest takich którzy i na trzeżwo nie powinni wykonywać tego zawodu bo się pomylili z powołaniem i bliższe im jest pasanie baranów niż leczenie.

    • 16 17

  • (2)

    Lekarz też człowiek. Nie macie pojęcia ilu jest uzależnionych od opioidów, np. morfina, fentanyl i td..

    • 20 8

    • (1)

      Jest coś jeszcze gorszego od wizyty, kiedy lekarz jest lekko pod wpływem...
      tą gorszą opcją jest trzeźwy lekarz uzależniony od alkoholu i na głodzie alkoholowym. To są dopiero wrażenia!

      • 8 0

      • jest taki ginekolog w invikcie - aż widać kiedy go telepie wówczas bez kija nie podchodź a najlepiej się nie odzywać wogóle

        • 3 0

  • jak wypije to nie czuję zapachu zapoconych pacjentów! (6)

    Myjcie się przed wizytą!!!

    • 64 6

    • (3)

      Lekarze też mogliby chociaż ręce myć po wizycie pacjentów.

      • 14 3

      • Wcześniej dotykał palcami jakiejś bułki z keczupem i majonezem, a potem grzebie pacjentowi w tyłku czy buzi. (2)

        • 5 1

        • (1)

          dobrze, że nie odwrotnie ;-)

          • 10 0

          • Zależy dla kogo :P
            Lekarz pewnie woli najpierw bułki dotknąć.

            • 2 0

    • nie znam nikogo kto tego nie robi, za to odradzam perfumowanie sie bo to moze przeszkadzac

      • 5 1

    • Przychodzi baba do lekarza i mówi:
      - Panie doktorze, mam taki mały problem: często puszczam bąki, są one wprawdzie całkowicie bezwonne i niesłyszalne, ale mimo wszystko bym chciała coś z tym zrobić. O widzi pan, nawet teraz puściłam i nic: ani zapachu ani dźwięku nie było.

      Lekarz pokręcił głową, wypisał receptę i zaprosił na kontrolę za tydzień. Po tygodni baba przychodzi z rabanem.

      - Panie doktorze, co pan najlepszego narobił! Moje bąki wprawdzie są dalej bezgłośne, ale strasznie śmierdzą!!

      - Okej, znaczy węch już przywróciliśmy, teraz zajmiemy się słuchem!

      • 29 1

  • Jak walczyć?

    Trzeba iść do lekarza...

    • 15 0

  • Wywalic na zbity pysk bo ryzykuja zyciem pacjetów!! (3)

    • 10 25

    • a kto cię wtedy będzie leczył?

      • 7 2

    • ojtam

      ojtam

      • 0 1

    • Kto bedzie leczył ?Czy ty jestes az tak głupi czy tylko udajesz?

      Kierowca za kierownica po pijaku to morderca za kierownica!
      Lekarz pijak to morderca w szpitalu ,kierowcy odbiera sie prawo jazdy, lekarzowi powinno odbierać czasowo możliwość wykonywania zawodu!
      Głąbie nie wszyscy sa pijakami w przeciwieństwie do ciebie maja własny rozum a nie sieczke jak ty

      • 2 5

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Bezpłatne badania w kierunku wad postawy u dzieci w wieku 6-18 lat w Gdańsku
Bezpłatne badania w kierunku wad...
badania
paź 2
sobota, g. 9:00 - 15:00
Gdańsk, Clinica Vitae
Zbuduj odporność
Zbuduj odporność
warsztaty
paź 9-10
sobota - niedziela, g. 12:00
Gdańsk, Ziemiosfera
Oswoić lęk przed porodem
Oswoić lęk przed porodem
warsztaty
wrz 22-24.11
g. 11:00 - 14:00
Gdańsk, Oliwski Ratusz Kultury

Najczęściej czytane