• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Historia niezwykłego przeszczepu. "To było nawet trochę romantyczne"

Piotr Kallalas
31 marca 2024, godz. 09:00 
Opinie (34)
Pierwszy na operację stawił się pan Wacław, następnie nerkę przeszczepiono pani Ewie. Pierwszy na operację stawił się pan Wacław, następnie nerkę przeszczepiono pani Ewie.

Lekarze mówili, że pani Ewa ma jedną szansę na milion, aby znaleźć pasującą nerkę do przeszczepu i tym samym wygrać życie. Okazało się, że pacjentkę może uratować mąż, co jest rzadką sytuacją ze względu na brak pokrewieństwa genetycznego. Z niezwykłym małżeństwem spotkaliśmy się w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, gdzie odbyła się operacja transplantacji nerki.



Czy oddał(a)byś nerkę do przeszczepu dla kogoś z twojej rodziny?

Pani Ewa od dziecka choruje na nerki. W wieku 15 lat zdiagnozowano u niej nadczynność pęcherza - za duże ciśnienie sprawia, że mocz cofa się do nerek, co jest między innymi powodem groźnych infekcji.

- Lekarz powiedział mi wtedy, że to choroba na całe życie, że ona będzie rządzić tym życiem. Później rzeczywiście to zrozumiałam - można mieć swoje plany, a i tak choroba będzie miała swoje. Tak będzie do końca - przyznaje pani Ewa.
Pacjentki po resekcji żołądka wygrały z otyłością. Pacjentki po resekcji żołądka wygrały z otyłością. "Dostałam nowe życie"

"Czułam się coraz gorzej"



To był rok 1989 r. Wtedy też przeprowadzono operację usunięcia pierwszej nerki.

- Druga nerka pracowała słabo, wytrzymała mi jeszcze przez kolejnych 15 lat. W wieku 30 lat przeszłam pierwszą transplantację od dawcy zmarłego - wspomina pacjentka i dodaje: - Nowa nerka wytrwała przez 13 lat, potem zaczęły się problemy. 
Pani Ewa musiała rozpocząć dializy. Trzy razy w tygodniu po cztery godziny była podpinana w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym pod aparaturę oczyszczającą krew. Czy dzień powszedni, czy święto, czy była zdrowa czy z gorączką.

- Czułam się coraz gorzej - omdlewałam na dializach. Pić mogłam pół litra dziennie, więc latem było mi ciężko - cały czas mnie suszyło, piłam łyczkami, ssałam lód. Maszyny dializacyjne nie wydalają fosforu, więc nie mogłam jeść warzyw, owoców, serów, wszystko mnie swędziało. Do tego dochodziły kołatania serca, osłabienie - wspomina pani Ewa.
- Bywało różnie. Czasami po dializie było w porządku, mogliśmy pójść na spacer. Innym razem musiały minąć dwa dni, żeby w ogóle żona mogła wyjść z łóżka - wtrąca pan Wacław.

Znajdź sprawdzonego specjalistę


  • Małżeństwo może cieszyć się obecnie aktywnym życiem.

Szanse były niewielkie



W szpitalu pani Ewa usłyszała, że z racji wytwarzania przez jej organizm przeciwciał, szansa na kolejny przeszczep wynosi 1 na milion. Mąż wyszedł jednak z inicjatywą - chciał przejść badania pod kątem dawstwa żywego.

- Widziałem, że z każdym miesiącem jest coraz gorzej. Momentami była tak słaba, że musiałem ją wręcz wnosić na dializy, bo była tak wycieńczona. Czułem, że przed nami jest taki moment, że coraz gorsze wyniki badań nie będą już kwalifikowały, aby żona mogła znaleźć się na liście oczekujących na przeszczep. Przyszła myśl, że trzeba spróbować z moją nerką. Wiedziałem, że szanse są niewielkie, bo jesteśmy niespokrewnieni. Pomimo tego, że jest to moja żona, to genetycznie jestem dla niej obcym człowiekiem. Żona nie chciała, mówiła, że szans, abym został dawcą nie ma praktycznie żadnych - wspomina pan Wacław.
- Byłam temu przeciwna. Miałam ogromne obawy. Tyle w życiu przeszłam, o siebie już się nie bałam. Bałam się o męża - dodaje pani Ewa.
Otwarto nowy Oddział Chirurgii Kręgosłupa. Skrócą się kolejki? Otwarto nowy Oddział Chirurgii Kręgosłupa. Skrócą się kolejki?

"Myślałam, że to jakiś żart"



W październiku 2020 r. pan Wacław przekonał swoją chorą żonę, by spróbować. W takich sytuacjach na początku wykonuje się tzw. próbę krzyżową. Jeśli wyjdzie pozytywnie, to początek do szeregu dalszych etapów badań - na każdym z nich projekt "przeszczep" może zostać anulowany. Po dwóch tygodniach od próby krzyżowej zadzwonił telefon.

- Stałem na ulicy, a osoba, z którą rozmawiałem byłą wręcz zdziwiona, że obie próby były dodatnie, że mogę być dawcą. To był szok. Nie pamiętam tych kilku pierwszych minut, po chwili zorientowałem się, że idę w zupełnie innym kierunku, a nie tam, gdzie chciałem. Zadzwoniłem do żony - opowiada pan Wacław.
- Myślałam, że to jakiś żart - pointuje pani Ewa.
- Dla mnie to też było emocjonalne, ale była to myśl radosna, dająca nadzieję - zaznacza mąż pacjentki.

"Moje przeciwciała zaczęły broić"



Następnie przyszedł czas dalszych badań, bardziej wnikliwych. Pan Wacław przez dziewięć dni leżał na oddziale transplantologii. Sprawdzano, czy nerka nadaje się do przeszczepu.

- Każdy piasek czy kamień mógł mnie zdyskwalifikować. Sprawdzono również, czy nie zaszkodzi mi utrata nerki. Jako dawca, byłem w tym momencie dla lekarzy najważniejszy, wcale nie biorca. Ostatecznie pani chirurg przyszła i powiedziała, że wyraża zgodę. Pierwsze podejście do przeszczepu okazało się niepomyślne.
Powtórzona próba krzyżowa przed zabiegiem dała niejednoznaczny wynik.

- Moje przeciwciała zaczęły broić. Tak jakbym uczuliła się na męża, który wrócił ostatecznie do domu. Ja zostałam i miałam oczyszczoną dodatkowo krew. Po dwóch tygodniach wyznaczono kolejny termin.

"Nerka pompuje jak szalona"



Ten miał okazać się ostateczny - 19 maja 2021 r. Na salę operacyjną o godz. 8 rano najpierw pojechał pan Wacław, panią Ewę zabrano o godz. 12. 

- Wcześniej byliśmy na jednej sali, leżeliśmy razem. To było nawet trochę romantyczne - przyznaje mąż pacjentki - dawca nerki.
Nerka została pobrana i następnie przeszczepiona pani Ewie.

- Lekarze powiedzieli, że to był najlepszy przeszczep, bo nerka tylko chwilę była poza organizmem. W innym wypadku, dużo czasu upływa zanim ściągną biorcę, przetransportują organ. Powiedzieli mi także, że nerka jest primo. Fajnie to usłyszeć, kiedy jest się po pięćdziesiątce - wspomina mężczyzna. - Żona jak odzyskała przytomność to do mnie od razu zadzwoniła. Oczywiście już tego nie pamięta, ale powiedziała "Nerka pompuje jak szalona, pracowała już na stole operacyjnym".
- Dziś mam lepsze wyniki od mojego męża. Widzimy, że im jest dobrze, że nadal są blisko siebie - wtrąca pani Ewa.

Nowe życie



Pacjentka praktycznie od razu odczuła zmianę. Wcześniej wręcz nie wydalała płynów. Wszystko co piła zostawało w organizmie, który był oczyszczany dopiero przez dializy.

- Jest teraz pewne poczucie wolności. Po trzech latach moje życie wróciło do normy, mogę normalnie pić, jeść, wyjeżdżać. Udzielamy się towarzysko - opowiada.
Mąż Pani Ewy po 30 latach rzucił palenie. Nie ma też większych ograniczeń jeśli chodzi o życie bez jednej nerki.

- Po operacji usunięcia nerki pracuję normalnie. Nie postawiono mi jakichś barier. Nigdy nie będę sportowcem zawodowym, ale też nigdy nie miałem takich planów. Wysiłek fizyczny z rozsądkiem jest zalecany. Praktycznie nie odczuwam braku nerki.
- Mój mąż nie tylko rzucił palenie. Dba o życie, zaczął lepiej się odżywiać, jeść więcej warzyw i owoców - dodaje pani Ewa.
- Na każdym etapie mieliśmy ogromne wsparcie. Chciałbym jeszcze coś dodać, powiedzieć coś do ludzi, którzy chcieliby oddać organ, ale się obawiają. Po pierwsze nie bać się przebadać. To jeszcze nie przesądza o tym, że zostaniemy dawcą. Z drugiej strony jeśli będziemy już mogli zostać, to mamy szansę żyć normalnie, ale ze świadomością, że mogliśmy komuś pomóc. Mówi się, że dawcy żyją wręcz dłużej, bo przynajmniej dwa razy do roku są kompleksowo badani - przekonuje pan Wacław.

Chcesz zmienić lekarza rodzinnego?

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (34)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Targi kosmetyczne i fryzjerskie - Uroda

targi

Z psychodietetyczką przy herbacie: Q&A z Aleksandrą Spychalską

spotkanie, spotkanie

Rola osoby towarzyszącej w porodzie warsztaty dla mamy i taty

warsztaty, konsultacje

Najczęściej czytane