Wiadomości

stat

Glonojady, implanty pośladków - chirurg plastyk odpowiada na kontrowersje w upiększaniu

Dr hab. n. med. Jerzy Jankau, kierownik Kliniki Chirurgii Plastycznej GUMed/UCK zmierzył się z komentarzami czytelników Trojmiasto.pl.
Dr hab. n. med. Jerzy Jankau, kierownik Kliniki Chirurgii Plastycznej GUMed/UCK zmierzył się z komentarzami czytelników Trojmiasto.pl. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Czy każdy naprawdę musi czuć się piękny? Czy NFZ powinien finansować każdego rodzaju operację plastyczną? Czy z powiększeniem ust kwasem hialuronowym należy zwrócić się wyłącznie do lekarza, czy może to zrobić np. kosmetolog? Na te i wiele innych pytań, które czytelnicy zamieścili pod wywiadem dotyczącym m.in. plastyki skóry po operacjach bariatrycznych, odpowiada dr hab. Jerzy Jankau - kierownik Kliniki Chirurgii Plastycznej GUMed/UCK.



Czy wdajesz się w dyskusję pod artykułami na Trojmiasto.pl?

tak, robię to regularnie

8%

tylko wtedy, jeśli mam coś istotnego do powiedzenia

41%

nie, ale nie wykluczam takiej możliwości

17%

nie i nie zamierzam

34%
Jerzy Jankau: Ten medal ma dwie strony. Jeśli ktoś jest chory, a otyłość jest chorobą, to ten komentarz nie ma racji bytu. Jeśli natomiast otyłość jest konsekwencją - jak to mówi wiara katolicka - nieopanowania w jedzeniu i piciu, to oczywiście autorowi tej wypowiedzi należy przyznać rację. NFZ powinien precyzyjnie określić, jakie są warunki do tego, że ktoś ma refundowaną operację, a ktoś inny nie.

Ewa Palińska: Mamy wprowadzić segregację osób z dużą nadwagą na te, których otyłość jest konsekwencją choroby oraz na te, które same są sobie winne? Czemu ma służyć takie napiętnowanie? Przecież pomocy potrzebują jedni i drudzy.

J.J: I właśnie dlatego powinno zostać jasno określone, komu taka refundacja przysługuje. Wraca tutaj teraz temat ubezpieczeń prywatnych, który poruszaliśmy podczas naszej ostatniej rozmowy. Jeśli kogoś stać, to przegląda oferty komercyjne i sprawdza, czy takie ubezpieczenie gwarantuje refundację interesujących go zabiegów plastycznych, estetycznych, rekonstrukcyjnych czy postbariatrycznych. W większości zachodnioeuropejskich krajów leczenie deformacji powłok ciała nie jest finansowane ze środków publicznych, tylko właśnie z ubezpieczeń prywatnych.

J.J.: No oczywiście że tak! To sama prawda. Tutaj się sprawdza stare, brzydkie, mizoginiczne powiedzenie, że nie ma brzydkich kobiet, tylko wina brak. Każdy dla każdego jest piękny.

Z drugiej strony, gdybyśmy wszyscy byli piękni, bylibyśmy tak naprawdę nijacy.

J.J. Nie mielibyśmy punktu odniesienia, bo skoro każdy jest piękny, to i każdy jest tak samo brzydki.

J.J. Jeżeli kobiety poddają się zabiegom powiększania ust, to komuś się to musi podobać. Im samym również. No chyba że jakieś celebrytki robią to sobie tylko po to, żeby zaistnieć. W cenie są też zdjęcia na stadionie z monstrualnie powiększonymi piersiami, które nie pasują do niczego. Ale skoro pani czy pan chcą w ten sposób zwrócić na siebie uwagę mediów, to ich sprawa.

Ten komentarz może być też przyczynkiem do rozmowy o większym problemie - w którym miejscu kończy się etyka a zaczyna pragmatyzm. Każdy z nas, lekarzy, musi zapłacić rachunek za prąd, jedzenie, szkołę (choć mówi się, że niby jest darmowa) oraz za całą masę innych rzeczy. Jeśli zatem ktoś przychodzi i chce zapłacić pieniądze, żeby się oszpecić, no to zawsze znajdzie się ktoś, kto za odpowiednie pieniądze to zrobi.

Niekoniecznie lekarz.

J.J. I niekoniecznie specjalista. Proszę pamiętać, że tak zwana medycyna estetyczna to nie jest specjalizacja. To jest coś na poziomie licencjatu - kończymy dwuletni kurs i nabywamy niczym nieuzasadnione uprawnienia do wciskania wszystkiego pod skórę. Jeśli ktoś, dla porównania, ukończy kurs na obsługę dźwigu, to jeździć nim potrafi. Nie czyni go to jednak inżynierem czy mechanikiem od dźwigów. Dlatego nie mylmy chirurgii plastycznej z medycyną estetyczną, bo to zupełnie różne kwestie.

Zdarzało się panu naprawiać błędy po nieudanych zabiegach medycyny estetycznej?

J.J. Naprawiać nie, bo się tym nie zajmuję - z wykształcenia jestem chirurgiem. Zdarzało się jednak, że pacjentki po nieudanych zabiegach zgłaszały się do mnie po poradę. Jeżeli ten środek, który został wstrzyknięty, jest wiadomego pochodzenia a nie kupiony w promocji na Aliexpress, to w krótszym bądź dłuższym czasie on się sam wchłonie. To jest właśnie jego zaleta, na której bazuje wielu lekarzy medycyny estetycznej, tłumacząc sobie "co z tego, że to spartaczyłem, skoro niedługo nie będzie śladu". Gorzej, jeśli dojdzie do infekcji bądź powikłań - wtedy ślady zostaną i będzie kłopot z ich usunięciem.

Wiele młodych dziewczyn marzy o karierze celebrytki. Aby osiągnąć swój cel i wybić się z tłumu, poddają się zabiegom medycyny estetycznej i operacjom plastycznym.
Wiele młodych dziewczyn marzy o karierze celebrytki. Aby osiągnąć swój cel i wybić się z tłumu, poddają się zabiegom medycyny estetycznej i operacjom plastycznym. fot. 123rf.com
J.J. To jest fakt. Specjalista chirurgii plastycznej musi być dobrym psychologiem, bo wiele problemów, z jakimi zgłaszają się do nas pacjenci, rodzi się w ich głowach - osoby z najbliższego otoczenia mogą nawet nie zauważyć żadnych deformacji. Stworzono nawet jednostkę chorobową Body Dysmorphic Disorder [dysmorfofobia - red.], odnoszącą się do zaburzenia widzenia własnego ciała. Takie zaburzenia leczy się psychiatrycznie.

Skąd wiadomo, że coś jest realnym problemem, a nie fanaberią i należy to zoperować na NFZ?

J.J. Powtórzę to, co powiedziałem chwilę wcześniej - brakuje jasnych kryteriów, według których obiektywnie moglibyśmy dokonywać oceny tego, co należy finansować ze środków publicznych, a czego nie. Każdy z nas - lekarzy, inaczej widzi pewne rzeczy. Ja mogę uznać, że coś należy leczyć, a inny stwierdzi, że nie ma takiej potrzeby, bo leczenie chirurgiczne tak banalnej zmiany nie ma sensu.

Konsultujecie się z psychiatrami?

J.J. Coraz częściej, ale tu znów powraca kwestia finansowania. Taki psychiatra ma do zapłacenia swoje rachunki, a system nie przewiduje dodatkowej opłaty za konsultowanie naszych pacjentów. Warto sobie uzmysłowić, że nie wystarczy, że psychiatra przyjdzie na 5 minut, po których stwierdzi, że pacjent jest stabilny emocjonalnie bądź nie. Potrzeba poświęcić co najmniej godzinę na rozmowę, później pozyskane informacje przeanalizować i włączyć odpowiednie leczenie - kolejne spotkanie i kolejna rozmowa. Mamy zaprzyjaźnionych psychologów, którzy kierując się dobrem pacjentów przychodzą do nas w ramach mikroetatu bądź prowadzonych w GUMed prac badawczych, ale nie wyczerpuje to naszych potrzeb.

Zdarza się, że pacjenta, który zgłasza się ze swoim problemem do chirurga plastyka przekierowuje się na leczenie psychiatryczne?

J.J.: Jak najbardziej. Rozmowa z pacjentem jest z reguły bardzo ciężka, bo kiedy ktoś słyszy, że potrzebuje psychiatry, to się buntuje - nikt nie chce być uważany za wariata. Wielu pacjentów się na nas obraża, bo sugerujemy im, że mają problemy z psychiką. Ich zdaniem problem jest realny, a my nie chcemy go rozwiązać.

Czy może pan podać przykład, kogo by pan zoperował, a komu zalecił konsultację psychologiczną bądź psychiatryczną?

J.J.: Jeśli przychodzi do mnie młoda, 19-letnia dziewczyna, której jedna pierś jest mała i niedorozwinięta, a druga duża i przerośnięta, to jest ewidentny problem. Kiedy jednak przychodzi czterdziestoparoletnia kobieta, która z racji wieku, fizjonomii i budowy, bo nasze ciało nie jest symetryczne, ma jedną brodawkę sutkową ciut niżej od drugiej i jeśli kupi biustonosz ulubionej firmy (niekoniecznie dobrze dobrany, za to piękny i modny) to pierś nie układa się dobrze, to nie jest to problem, który powinno się rozwiązywać na fundusz. My w takiej sytuacji odmawiamy i sugerujemy wizytę u psychologa bądź u dobrej gorseciarki.

J.J. Ależ one są piękne. Dla kogoś są piękne na pewno, dla siebie przede wszystkim.

No a skoro za realizację swoich marzeń są gotowe słono zapłacić, to dlaczego lekarze nie mieliby pomóc im w osiągnięciu celu.

J.J. Ważne jest jednak to, o czym mówiłem wcześniej - żeby pragmatyzm nie kłócił się z etyką. Trzeba wiedzieć, w którym momencie powiedzieć "nie".

Wy składaliście przysięgę Hipokratesa. Kosmetolodzy nie.

Niestety, jest wielu lekarzy, którzy składali przysięgę Hipokratesa, a robią rzeczy, których robić się nie powinno. Później rozkładają ręce i mówią pacjentce "podpisała pani świadomą zgodę, więc do widzenia".

Zabiegi odmładzające czy cofające efekty starzenia cieszą się dziś ogromną popularnością nie tylko wśród pań, ale i wśród panów. Szczególnie tych, których praca wiąże się z wystąpieniami publicznymi.
Zabiegi odmładzające czy cofające efekty starzenia cieszą się dziś ogromną popularnością nie tylko wśród pań, ale i wśród panów. Szczególnie tych, których praca wiąże się z wystąpieniami publicznymi. fot. 123rf.com
J.J. Ten komentarz jest totalnie pozbawiony sensu, a osoba, która go napisała, nie ma zielonego pojęcia o rzeczywistości świata. Bardzo często podnoszenie powiek ma również aspekty medyczne, a to, że kogoś stać, bo NFZ nie zawsze refunduje tego typu zabiegi, to przecież nic złego. Dla polityków czy aktorów, którzy występują publicznie, wygląd to narzędzie pracy. Można wspomagać się stosowaniem zabiegów zachowawczych, nieinwazyjnych, ale w pewnym momencie to już nie wystarcza. W wykonywaniu zabiegów upiększających czy odmładzających nie ma nic złego, póki zachowujemy umiar. Jeśli przekroczymy tę umowną granicę, efekt może być opłakany - takich przykładów zaobserwujemy mnóstwo nie tylko w Hollywood, ale i na naszym polskim podwórku. I nie mam wyłącznie na myśli tych celebrytów, którzy żyją z tego, że żyją.

J.J. Zgoda, ale NFZ najpierw musi poszerzyć zakres finansowania, bo w chwili obecnej stoi w miejscu, a świat i technika idą do przodu. Wiele rzeczy z tych, które NFZ ustalił w 1989 roku, kiedy wprowadzano Kasy Chorych, pozostaje niezmienionych, a wymagania i możliwości rosną. Takim przykładem jest leczenie terapią podciśnieniową - jeszcze kilkanaście lat temu nie śniło nam się, że będziemy mogli to stosować u siebie, a dziś pacjent może być tak leczony nawet w domu, bez konieczności długiej hospitalizacji. Fundusz jednak, póki co, nie widzi takiej potrzeby, żeby refundować tego typu przypadki. Wyjaśnię, że tego typu leczenie stosuje się w przypadku wszelkiego rodzaju ran otwartych, niegojących się, brudnych, żeby je oczyścić i przygotować do leczenia chirurgicznego.

J.J. Podobno są takie prace naukowe z zakresu socjologii mówiące, że do wspomnianej części ciała podobne są nasze piersi, a nie twarz. I ja jestem tu w stanie przyznać socjologom rację. Jeśli zaś chodzi o matrycę, to jest to wynikiem tego, że zabiegi czy operacje wykonują ludzie do tego nieprzygotowani.

I dlatego "upiększają" kobiety według jednego szablonu?

J.J. Dokładnie. Bo naoglądali się na portalach społecznościowych i w kolorowych gazetach zdjęć, na których są klony.

No ale przecież jeszcze kilkanaście lat temu, aby zaistnieć w świadomości ludzi, trzeba było się czymś wyróżnić. Weźmy za przykład ikony modelingu - Cindy Crawford, Naomi Campbell, Kate Moss czy Lindę Evangelistę. Ich wyjątkowość polegała na oryginalności, a dziś wszystko zmierza ku wizerunkowej unifikacji.

J.J. Nie liczy się indywidualność. Liczy się liczba "lajków" na różnych portalach.

Zabłysnąć byciem takim samym jak reszta?

J.J. Nie. Trzeba być jeszcze bardziej "przegiętym" - mieć jeszcze większe piersi i jeszcze większe usta.

Leczenie rozszczepów wargi i podniebienia to istotny element działalności Kliniki Chirurgii Plastycznej UCK/GUMed, ściśle związany z jej genezą.
Leczenie rozszczepów wargi i podniebienia to istotny element działalności Kliniki Chirurgii Plastycznej UCK/GUMed, ściśle związany z jej genezą. fot. 123rf.com
J.J. To jest ten kwiatuszek do ogródka. Potwierdzenie, że my nie produkujemy "glonojadów", a pomagamy chorym ludziom. Zresztą leczenie rozszczepów podniebienia to istotny element działalności naszej kliniki, ściśle związany z jej genezą.

To wyjaśnijmy przy okazji, że takie operacje przeprowadza się nie tylko po to, aby dzieci miały ładne buzie.

J.J. To bezwzględnie jest spowodowane estetyką! Potrzeba jest też funkcjonalna i psychiczna, bo pomijając, że dziecko wygląda źle, to do tego ulewa mu się z nosa, źle mówi i jest wykluczone ze społeczeństwa.

J.J. 25 lat temu nie było zbyt wielu chirurgów posiadających dostateczną wiedzę i doświadczenie w tym względzie, żeby leczenie było skuteczne. Pan zapłacił cenę za brak dzisiejszej wiedzy. Za bycie jednym z pierwszych, na których tę metodę testowano. To jest doskonały przykład tego, jak działa szum medialny. Pewnie te ćwierć wieku temu ktoś ogłosił, że potrafi takie cuda robić, a znając życie przeczytał tylko jakiś artykuł bądź zaliczył jedną wizytę za granicą, gdzie przyglądał się, jak robią to inni. A takie szkolenie musi trwać - nie zdobędziemy wiedzy podczas weekendowego kursu. Sześcioletni tryb specjalizacji to minimum. Nasze rezydentki naprawdę nie mają lekko - muszą ciągle się uczyć, śledzić branżową literaturę, "dorwać się" do któregoś ze starszych kolegów, żeby pokazał bądź pozwolił spróbować coś zrobić.

J.J. Myślę, że gdyby osoba, która napisała ten komentarz, przeczytała książkę Jurgena Thorwalda "Stulecie chirurgów" albo książkę opisującą scenariusz "Doktora House'a" to zrozumiałaby, że 95 proc. osób decydujących się na wykonywanie tego zawodu ma powołanie.

J.J. Chirurgia jest rzemiosłem. Tego się trzeba nauczyć. Artyzmu nabiera się z czasem.

...w gabinecie prywatnym...

J.J. Wcale nie. W Klinice Chirurgii Plastycznej UCK/GUMed też trzeba być artystą. To nie jest tak, że jestem artystą tylko za 10 tys. zł w gabinecie prywatnym, bo efekty mojej pracy na bloku operacyjnym też są widoczne za zewnątrz i dlatego musi być w mojej pracy zdecydowanie więcej artyzmu, niż np. w pracy torakochirurga.

J.J. Kto to jest Harry z Tybetu? Chętnie poznam! Słyszałem natomiast, że w Indiach wyrywają na ulicy zęby i je tam leczą. I podobno nawet nieźle im to wychodzi.

J.J. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego, jak poparzenia - są oparzenia. No chyba, że mamy na myśli żonę popa - do niej określenie "popa żona" pasuje jak ulał. Co do reszty to w ogóle się z tym nie zgadzam. Każdy ma prawo czuć się piękny, bo każdy się czuje piękny na swój sposób. Każdy chce ładnie wyglądać. Jeśli go na to stać, to sobie pomoże, korzystając z oferty jednej czy drugiej sieciówki, kupi lepszy krem czy dezodorant. Jeśli go na to nie stać, to znajdzie inny sposób, ale nie odbierajmy nikomu prawa do czucia się pięknym.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (79)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje