Ratownicy medyczni zapowiadają strajk. "Karetka bez ratowników to tylko samochód"

- Większość osób pracuje na umowy cywilno-prawne. Nie przysługują im urlopy, nie korzystają ze zwolnień lekarskich i nie przysługuje im opieka nad dziećmi. Atmosfera jest bardzo trudna, a czas covidowy pokazał, że państwo stać na podwyżki - mówią ratownicy.
- Większość osób pracuje na umowy cywilno-prawne. Nie przysługują im urlopy, nie korzystają ze zwolnień lekarskich i nie przysługuje im opieka nad dziećmi. Atmosfera jest bardzo trudna, a czas covidowy pokazał, że państwo stać na podwyżki - mówią ratownicy. fot. Mateusz Słodkowski/Trojmiasto.pl

Połowa września zapowiada się pod znakiem protestów pracowników medycznych. Do grona strajkujących zamierzają dołączyć trójmiejscy ratownicy medyczni, którzy zapowiadają, że bez podniesienia stawek nie podpiszą umów kończących się już za cztery miesiące. - Coraz częściej zespoły składają się wyłącznie z samych ratowników, ponieważ nie ma lekarzy do pracy. Wykonujemy te same czynności co lekarze za o wiele niższe stawki. To niesprawiedliwość - mówią ratownicy.



Czy popierasz strajk medyków?

Zobacz wyniki (651)
Na 11 września pracownicy zawodów medycznych zapowiadają demonstracje, które mają być formą protestu przeciw obecnym warunkom pracy w sektorze opieki medycznej. Działania mają charakter ogólnopolski i prawdopodobnie większość wydarzeń zostanie zorganizowana w Warszawie. Nie zmienia to faktu, że gotowość do działań ogłaszają również pracownicy trójmiejskich szpitali i podmiotów medycznych.

Mowa między innymi o ratownikach medycznych. Obecnie minimalne wynagrodzenie ratowników medycznych z wykształceniem średnim wynosi 3772 zł brutto.

- W naszych działaniach solidaryzujemy się z całą grupą zawodową, tym bardziej że nie jest to protest lokalny, a ogólnopolski. Chcemy jednak zwrócić uwagę na sytuację w ratownictwie medycznym. Obecnie coraz częściej zespoły składają się wyłącznie z samych ratowników, ponieważ nie ma lekarzy do pracy. Wykonujemy te same czynności co lekarze za o wiele niższe stawki. Jest to niesprawiedliwość. Bardzo istotne jest również, że wycena tzw. dobokaretek jest niższa niż w roku ubiegłym. Należy podkreślić wyraźnie, że bez zmian będzie coraz gorzej, a niestety karetka bez pracowników to tylko samochód - zaznacza Łukasz Wrycz-Rekowski, ratownik medyczny z Gdyni.
Czytaj też: Rośnie zainteresowanie studiami medycznymi

"Bez porozumienia nie będziemy podpisywać nowych umów"



Do protestu przyłączyli się między innymi ratownicy z Wejherowa, Gdyni, a w ostatnim czasie deklarację w tej sprawie złożyli pracownicy Szpitala im. M. KopernikaSzpitala św. Wojciecha w Gdańsku. Obecnie są rozpatrywane różne formy strajku, a ratownicy podkreślają, że liczą na rozmowy i konstruktywne rozwiązania.

- Jeśli chodzi o protest medyków, to jest za wcześnie, aby mówić o konkretnej formie, jaka zostanie obrana, bowiem sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie i wiele opcji jest rozważanych. Co istotne, po raz pierwszy dwa odrębne SOR-y zjednoczyły się i udało się dojść do porozumienia, aby wspólnie walczyć o poprawę warunków pracy. Jest to pierwszy krok i mamy nadzieję, że nasze działania doprowadzą do istotnych zmian. Chodzi nam o wiele aspektów - zwiększanie zakresu obowiązków, problem braku ludzi do pracy, warunków i poziomu płac. Z końcem roku kończą się nam umowy i jeśli nie dojdzie do zmian i porozumienia, to nie będziemy podpisywać nowych dokumentów - mówi jeden z ratowników SOR Szpitala św. Wojciecha.
Copernicus potwierdza, że w ostatnim czasie wpłynęło pismo od ratowników medycznych. Przedstawiciele szpitali podkreślają jednocześnie, że kontrakty kończą się za cztery miesiące i nie są wykluczone negocjacje. Natomiast podmioty medyczne są w dużej mierze związane z centralnym finansowaniem świadczeń medycznych.

- Spółka otrzymała pismo z informacjami o roli tego zawodu w systemie PRM i niezadowoleniu grupy ratowników medycznych wykonujących świadczenia medyczne w Spółce z poziomu wynagrodzeń. Ratownicy medyczni w strukturach Copernicus pracują głównie na oddziałach ratunkowych i związani są umowami o charakterze kontraktu z indywidualnymi działalnościami gospodarczymi ratowników medycznych - mówi Katarzyna Brożek, rzecznik Copernicus. - Nawiązywanie współpracy i kształtowanie wynagrodzeń w tym typie związania ze Spółką odbywa się na drodze konkursów w oparciu o odpowiednie przepisy prawa. Najbliższe kontraktowanie przewidziane jest pod koniec bieżącego roku. Wówczas będzie czas negocjacji m.in. warunków finansowych. Przypomnieć trzeba, że finansowanie świadczeń medycznych na oddziałach ratunkowych Spółki jest niskie i powoduje stratę finansową. Spółka nie ma wiedzy, jakie będzie finansowanie oddziałów ratunkowym w przyszłym roku.
Podobną diagnozę mają przedstawiciele pomorskiego samorządu. Pole do manewru w kwestii podniesienia płac jest znikome w zderzeniu z polityką wycen i nakładami na opiekę medyczną w Polsce. To rodzi poważne zagrożenia zwłaszcza w kontekście kolejnych fal epidemii.

- Środki zabezpieczone przez budżet państwa na samo ratownictwo medyczne nie tylko nie wyrównują poziomu inflacji (dla przypomnienia - 5,4 proc. w sierpniu), ale są wręcz nominalnie nieco niższe. Dyrektorzy podmiotów nie dysponują zatem żadnymi środkami, żeby spełnić oczekiwania płacowe. Problemy z nieadekwatną wyceną dotyczą także innych obszarów, gdzie ratownicy są zatrudniani - przede wszystkim w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Sytuacja jest zatem, już na początku obserwowanego wzrostu zakażeń i hospitalizacji kolejnej fali epidemii, niezwykle trudna - wskazuje Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku.
Czytaj też: Gdyński SOR musiał ograniczyć przyjęcia. Powodem brak personelu

Sytuacja jest napięta praktycznie we wszystkich placówkach



Problemy na oddziałach ratunkowych i pogotowiu narastają od wielu lat. Wszystko jednak wskazuje, że zbliżamy się do czerwonej linii funkcjonalności szpitali. Przypomnijmy, że zaledwie kilka tygodni temu gdyński Szpital św. Wincentego a Paulo był zmuszony z powodu braków kadrowych przyjmować jedynie najpilniejsze przypadki.

Aspekt finansowy jest jednym z elementów sporu, jednak można powiedzieć, że łączy również pozostałe czynniki. Niska płaca deprymuje jeszcze bardziej przy stale zwiększających się obowiązkach i formie umowy.

- W tej chwili nasza praca została zreorganizowana - z powodu pandemii pojawiły się strefy buforowe dla pacjentów z koronawirusem, a to oznacza, że kolejna część SOR-u musi być obstawiona lekarzami i pielęgniarkami. Tymczasem samo etatowanie oddziałów nie zwiększyło się. Przybyło obowiązków i odpowiedzialności, a skład pracuje ten sam - odchodzą zresztą kolejne osoby. Zabrano też "dodatek covidowy". Co jest dla nas istotne, również nasi przełożeni zgadzają się z nami i trzymają kciuki w naszej sprawie - mówi ratownik SOR Szpitala św. Wojciecha.
- Stawka jest tylko jednym z aspektów, o który walczymy. Ratownicy medyczni bardzo często pracują bowiem na 2-3 etatach, a należy jeszcze podkreślić, że nie obowiązuje nas wcześniejsza emerytura - działamy do 66. roku życia. Mało kto jest sobie w stanie wyobrazić dźwiganie w takim wieku chorego na noszach i to po piętrach. To wszystko skutkuje faktem, że coraz mniej osób pracuje w zawodzie czy w ogóle decyduje się na studia. Dodam również, że ratownik musi także na własną rękę się ubezpieczyć - rat. kontraktowy ponosi odpowiedzialność za sprzęt czy pojazd - a także pokryć realizację obowiązkowych szkoleń. Chcemy się edukować i kształcić, ale to system sam stawia przeszkody - mówi z kolei Krzysztof Flis, ratownik z Gdańska.
Ratownicy podkreślają, że nie chodzi też o kolejne dodatki covidowe, chodzi o całościowe unormowanie sytuacji i wywalczenie godnych warunków pracy.

- Większość osób pracuje na umowy cywilno-prawne. Nie przysługują im urlopy, nie korzystają ze zwolnień lekarskich i nie przysługuje im opieka nad dziećmi. Atmosfera jest bardzo trudna, a czas covidowy pokazał, że państwo stać na podwyżki. Nie upieramy się przy dodatkach covidowych, bo rozumiemy, że był to element dopłaty za trud przy walce z epidemią, ale należy też powiedzieć - system stać na to, abyśmy zarabiali godnie - dodaje Łukasz Wrycz-Rekowski.

Pilna potrzeba systemowych rozwiązań



Podobne sygnały są odbierane praktycznie z większości placówek medycznych w regionie. W ostatnim czasie głos zabrali ratownicy, ale co ważne - sprawa dotyczy personelu z różnych sektorów.

- W szeregu podmiotów leczniczych Samorządu Województwa Pomorskiego napływają informacje o postulatach płacowych ze środowiska ratowników. To przede wszystkim rezultat scentralizowania polityki w zakresie wynagrodzeń ochrony zdrowia, zarówno na poziomie regulacji, jak i wprost "znakowanych" środków na płace w kontraktach z NFZ. Obserwowaliśmy to na przykład przy okazji "dodatków covidowych". Niezadowolenie z obecnego poziomu wynagrodzeń nie dotyczy tylko tego jednego z ponad 30 zawodów medycznych. Podobne sygnały napływają choćby ze strony techników, diagnostów laboratoryjnych czy pracowników szeroko rozumianej obsługi i administracji - mówi Tadeusz Jędrzejczyk.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (259)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Masz trądzik? Pozbądź się problemu
Masz trądzik? Pozbądź się problemu
badania, konsultacje
gru 11
sobota, g. 10:00
Gdynia, Medyczna Gdynia Sp. z o.o.
Dobry poród i połóg
Dobry poród i połóg
warsztaty
paź 27-29.12
g. 17:00
Gdańsk, POZMEDIK Szkoła Rodzenia
Warsztaty choreoterapii i psychoedukacji
Warsztaty choreoterapii i psychoedukacji
warsztaty, spotkanie
g. 16:00
Gdańsk, Przyjazna dłoń

Ogłoszenia polecane

Najczęściej czytane