Wiadomości

stat

Jest pielęgniarką na neonatologii, ale pozuje dla włoskiego Vogue'a - rozmawiamy z Agatą Joutsen

Agata Joutsen jednego dnia jest modelką, drugiego pielęgniarką i tak w kółko.
Agata Joutsen jednego dnia jest modelką, drugiego pielęgniarką i tak w kółko. fot. archiwum prywatne / Agata Joutsen

Na co dzień pracuje na oddziale neonatologii w Szpitalu Dziecięcym Polanki - jest pielęgniarką, jednocześnie robi karierę modelki - miała swój epizod w internetowej edycji włoskiego Vogue'a. Brzmi jak historia wyrwana z kina? A jednak to codzienność młodej dziewczyny z Gdańska. Rozmawiamy z Agatą Joutsen, 29-latką, która przełamuje wiele stereotypów.



Arnold Szymczewski: Kiedy w twoim życiu pojawił się pomysł, by iść na medycynę, to powołanie?

Agata Joutsen: Chyba zawsze ciągnęło mnie do medycyny. Mając 13 lat, bardzo mocno chorowałam i dużo czasu spędzałam w szpitalu. Wtedy uświadomiłam sobie, jak ważna jest praca personelu w takim miejscu. Większość pracowników służby zdrowia ma bardzo duże poczucie empatii, a ja zawsze chciałam pomagać ludziom i uważam, że jest to takie moje powołanie. Z pomocy innym czerpie ogromną radość i o to chyba chodzi.

To bardzo trudne studia, ty miałaś pod opieką jeszcze małego synka, a jednak się udało.

Myślałam, że pielęgniarstwo wymaga o wiele mniej nauki, jednak studia szybko pokazały mi, że się myliłam, ale... udało się.

- Mój synek ma dzisiaj ma 11 lat. Kiedy zaczynałam studia był jeszcze mały, ale i tak zaczekałam, aż osiągnie wiek, w którym będzie mógł iść do przedszkola. Inaczej mogłoby być bardzo ciężko. To była dobra decyzja, bo pierwsze trzy lata spędziliśmy bardzo blisko razem, potem mogłam sobie pozwolić na studia. Myślałam, że pielęgniarstwo wymaga o wiele mniej nauki, jednak studia szybko pokazały mi, że się myliłam, ale... udało się. Oczywiście nie dałabym rady, gdyby nie ogromna pomoc moich rodziców, którzy na każdym kroku mnie wspierali i pomagali. Nadal to robią, za co jestem im bardzo wdzięczna.

Pracujesz jako pielęgniarka na oddziale neonatologii, to nie jest łatwa praca, prawda?

- Pracuję z noworodkami i wcześniakami, które mają najróżniejsze schorzenia. Jest to bardzo ciężka praca, ale taka, w której się odnajduję. Trafiają do nas dzieci, często przywiezione z OIOM-u, wcześniaki, które uczą się u nas dojrzeć, uczymy je m.in. jeść. Ich rodzice często są w ciężkim stanie psychicznym, bo jak choruje noworodek, każdy jest przerażony. Jednak oprócz opieki nad maluszkiem, staramy się też wspierać rodziców - na naszym oddziale zdaje to egzamin, bo cały personel jest bardzo empatyczny, z czego bardzo się cieszę.

Agata Joutsen jest pielęgniarką na oddziale neonatologii w Szpitalu Dziecięcym na Polankach.
Agata Joutsen jest pielęgniarką na oddziale neonatologii w Szpitalu Dziecięcym na Polankach. fot. archiwum prywatne / Agata Joutsen
Kiedy w twoim życiu nastąpił przełom, mam na myśli modeling? Jak to wszystko się zaczęło?

- Pracę z modelingiem zaczęłam dość późno, bo nigdy mnie to jakoś nie kręciło. Zawsze byłam i jestem skupiona na pielęgniarstwie i na mojej rodzinie. Nigdy nawet nie lubiłam zdjęć, zresztą nadal nie lubię, to stresujące [śmiech]. Jakieś sześć lat temu zaczepił mnie na ulicy agent, który zaproponował mi współpracę. Miałam obawy, ale na pierwszą sesję przyszłam z przyjaciółką, więc czułam się nieco bezpieczniej. Żeby było śmieszniej, z nimi nie nawiązałam jakiejś większej współpracy, ale dało mi to do myślenia. Zaprzyjaźniłam się za to z fotografem z Finlandii, z którym wcześniej współpracowałam przy produkcji biżuterii. Mogę powiedzieć, że tak naprawdę prawdziwa kariera - jeśli tak to mogę nazwać - zaczęła się od Finlandii.

W mediach pojawiasz się jako Agata Joutsen, ale to nie jest twoje prawdziwe nazwisko, prawda?

- Tak jak wspomniałam, na początku mojej drogi modelingowej pracowałam w Finlandii i nie każdy tam potrafił wymówić moje nazwisko. Wtedy to mój kolega przekształcił je, szukając genezy w języku niemieckim - ze skojarzenia wyszedł łabędź, czyli po fińsku Joutsen i tak zostało. Nie ukrywam - bardzo podoba mi się nazwisko Joutsen, wszędzie pasuje i jest ciekawe.

Był polski agent, potem fiński fotograf, ale teraz większość sesji realizujesz u naszych zachodnich sąsiadów - w Niemczech?

- Finlandia to kraj, w którym żyje zaledwie pięć milionów ludzi, tam się bardzo mało dzieje, dlatego postanowiłam współpracować z naszymi zachodnimi sąsiadami. Najwięcej sesji zdjęciowych mam w Berlinie, bo współpracuję z tamtejszą agencją. Mam 29 lat, nie jestem już młodziutką osobą. Jednak mam już dość spore doświadczenie, co Niemcom się bardzo podoba. Trendy cały czas się zmieniają, ja nie jestem wychudzoną modelką z wybiegu, ale mam podobno ciekawe rysy twarzy i to się dobrze sprzedaje, dlatego mam dużo zleceń.

Agata Joutsen współpracuje z wieloma markami, reklamuje m.in. bieliznę gdańskiej firmy.
Agata Joutsen współpracuje z wieloma markami, reklamuje m.in. bieliznę gdańskiej firmy. fot. archiwum prywatne / Agata Joutsen
Przełamujesz pewne stereotypy, bo zaczęłaś pracę jako modelka dość późno. Inne dziewczyny zaczynają w wieku 15 lat, co niekoniecznie wychodzi im potem na dobre.

- To nigdy nie wychodzi na dobre, kiedy zaczynasz w tak młodym wieku. Są mocne wymagania rynku, ale to się powoli zmienia - projektanci i domy mody stawiają na różnorodność. Wielu producentów też niekoniecznie chce mieć tak wychudzone modelki. Młode dziewczyny ze względu na wiek mają wąską talię, biodra i mniejszy biust. Potem te dziewczyny chcą to utrzymać za wszelką cenę, stosując złe diety. Tutaj pojawia się kwestia rodziców, którzy powinni pilnować swoich córek.

Miałaś już okazję pojawić się w magazynie Vogue, prawda? Opowiedz o tym, jakie to uczucie i gdzie można cię jeszcze zobaczyć?

Dla fotografa, jak i modelki jest to ogromne wyróżnienie i duma, w końcu nie codziennie mamy okazję widzieć siebie na fotografii ze znakiem wodnym magazynu Vogue.

- Pojawiłam się w internetowej edycji włoskiego Vogue'a, gdzie jest dużo wyróżnionych zdjęć. Zarówno dla fotografa, jak i modelki jest to ogromne wyróżnienie i duma, w końcu nie codziennie mamy okazję widzieć siebie na fotografii ze znakiem wodnym magazynu Vogue. Teraz pracuję z gdańską firmą produkującą bieliznę oraz z innymi firmami odzieżowymi, niekoniecznie z Polski. Miałam swój udział w kampanii L`Oreal, także nie mogę narzekać.

Modelka 3-4 razy w miesiącu wyjeżdża na sesje zdjęciową.
Modelka 3-4 razy w miesiącu wyjeżdża na sesje zdjęciową. fot. archiwum prywatne / Agata Joutsen
Jak to robisz, że łączysz pracę pielęgniarki z modelingiem i wychowywaniem synka?

- Bez mojej rodziny nie dałabym rady. Staram się brać mniej zleceń modelingowych teraz, bo nie mam zbyt wiele czasu dla siebie, nawet nie pamiętam, kiedy miałam cały dzień dla siebie. Dzisiaj odwiozłam synka do szkoły, przyjechałam na wywiad, na noc idę do pracy na dyżur, jutro wizyta u kosmetyczki, drzemka u mamy i odebranie syna, pojutrze jadę do Berlina na sesję zdjęciową, ale to nie koniec... wracam po dwóch dniach i znów idę na dyżur do pracy. Nie jest łatwo, ale tak wygląda mój tydzień.

Jak utrzymujesz formę i zdrowie tak ciężko pracując?

Praca pielęgniarki to nie jest siedzenie z kawą w pokoju socjalnym. Na dyżurze spala się masę kalorii.

- Mam dość ciężką fizyczną pracę. Praca pielęgniarki to nie jest siedzenie z kawą w pokoju socjalnym. Na dyżurze spala się masę kalorii, poza tym nie mam jakiegoś nadmiernego apetytu. Na moich studiach dowiedziałam się wiele o jedzeniu, dzięki czemu jestem w stanie tak dostosować swoją dietę, żebym nie przytyła i nie chodziła głodna.

Częściej pracujesz jako pielęgniarka czy jako modelka?

- Pracuję w szpitalu na cały etat, ale udaje nam się dostosowywać grafik do moich sesji lub na odwrót. Staram się, żeby wyjazdów nie było więcej niż trzy-cztery w miesiącu. Nie zawsze wyjeżdżam za granicę, często pracuje w Gdańsku.

Opowiedz, jak reagują pracownicy szpitala na twój drugi zawód?

- Na początku, jak przyszłam do pracy, raczej patrzono na mnie z dystansem, bo do modelki jest przyklejona łatka raczej niezbyt mądrej dziewczyny. Cały czas z tym walczę. Chociaż teraz już jest o wiele lepiej, mogę mówić tutaj o swoim małym sukcesie, bo przełamuję ten stereotyp.

Zdarzyło się, żeby ktoś rozpoznał cię na zdjęciach? Jaka była reakcja?

- Tak, to się zdarza dość często. Ostatnio byłam na konferencji neonatologicznej, a to jest małe środowisko. Podeszły do mnie pielęgniarki z innych miast i powiedziały, że mnie kojarzą z mediów. Nie było w tym żadnej zawiści czy zazdrości, porozmawiałyśmy i to było bardzo miłe.

Jak długo planujesz łączyć dwa zawody i jakie masz plany na przyszłość?

- Nie stawiam sobie granic - tak długo, jak będą ciekawe zlecenia, tak długo będę brała w tym udział. Czerpię z tego przyjemność, to fajna pamiątka, coś, co można wspominać i być z tego dumnym - po prostu super.

Opinie (130) ponad 50 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje