Wiadomości

Sklepiki szkolne próbują przetrwać. Czarny rynek batoników

Najnowszy artukuł na ten temat

Co jedzą nasze dzieci w szkołach i przedszkolach?

Tylko kilka dni właściciele szkolnych sklepików mieli na dostosowanie się do nowych przepisów. Wielu z nich pozamykało je. Niektórzy postanowili wciąż walczyć. Nie wiedzą jednak czy przetrwają.


O tym, że ze szkół znikną niezdrowe przekąski, mówiło się już od dawna. Jednak tuż przed końcem wakacji minister zdrowia podpisał rozporządzenie w tej sprawie. Na skutki długo nie trzeba było czekać - ajenci szkolnych sklepików, ale też firmy cateringowe obsługujące szkoły i osoby prowadzące w szkołach kuchnie wpadli w panikę, bo nikt do końca nie wie, jak interpretować nowe przepisy. Wiele sklepików szkolnych zamknięto w obawie, że ze zdrowej żywności nie uda się ich utrzymać.



Czy nowe przepisy nauczą dzieci zdrowo się odżywiać?

tak, dzieci kupują to co jest - to dobry sposób, by przyzwyczaić je do innego jedzenia 11%
tak, nawet jeśli w domu jedzą niezdrowo, chociaż w szkole będą miały dostęp do wartościowego jedzenia 8%
nie, ta zmiana nie ma sensu - dzieci i tak będą przynosić słodycze do szkoły z domu czy kupować je w po drodze 51%
nie, zmiany zostały za póżno wprowadzone i nie było okresu przejściowego, dzieci nie miały czasu się do nich przyzwyczaić 7%
nie, tylko edukacja mogłaby nauczyć dzieci mądrze wybierać przekąski 23%
zakończona Łącznie głosów: 965
Zainteresowani, a więc ajenci szkolnych sklepików, firmy cateringowe dostarczające szkołom i przedszkolom obiady czy osoby prowadzące szkolne stołówki, poznali treść nowych regulacji tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. 26 sierpnia minister zdrowia podpisał "rozporządzenie w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełnić środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach".

Przeczytaj też: Rząd walczy ze śmieciowym jedzeniem. Czy przedsiębiorcy przetrwają?

Od początku września, a więc zaledwie kilka dni po wprowadzeniu nowych przepisów, Sanepid rozpoczął intensywne kontrole w szkołach, sprawdzające w jakim stopniu zastosowały się one do nowych regulacji.

Zdrowo w szkołach i przedszkolach

Nowe przepisy dotyczą wszystkich placówek oświatowych: szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich, przedszkoli i żłobków; nie tylko ajentów szkolnych sklepików (co komentuje się najgłośniej), ale stołówek, barów i kuchni na terenie placówek.

- Moja intendentka łapie się za głowę, bo jak nakarmić dzieci treściwie, zdrowo i smacznie praktycznie nie używając np. cukru - mówi dyrektorka jednej z trójmiejskich szkół. - Surówki bez odrobiny soli czy cukru, jałowe potrawy, niedosolone ziemniaki: dzieci tego nie zjedzą. Zawsze gotowaliśmy im zdrowe domowe jedzenie, a teraz okazuje się, że to zdrowie jedzenie jest w świetle przepisów niezdrowe.
Pozamykane sklepiki

Smaczne, ale niezdrowe, czy mniej smaczne, ale zdrowe? Część dzieci nie chce zrezygnować z ulubionego jedzenia, dlatego zakupy, zamiast w szkolnym sklepiku, robi w drodze do szkoły.
Smaczne, ale niezdrowe, czy mniej smaczne, ale zdrowe? Część dzieci nie chce zrezygnować z ulubionego jedzenia, dlatego zakupy, zamiast w szkolnym sklepiku, robi w drodze do szkoły. fot. Photographee.eu/fotolia.com
Rzeczywiście, przepisy bardzo restrykcyjnie określają, co wolno podawać dzieciom i młodzieży do jedzenia i picia. Tak restrykcyjnie, że wielu ajentów szkolnych sklepików nie podjęło wyzwania.

- Na rynku niewiele jest produktów spełniających wyśrubowane normy - mówi ajent jednego z działających jeszcze szkolnych sklepów. - Wnikliwie studiujemy przepisy wiedząc, że w razie kontroli wszelkie wątpliwości zostaną rozstrzygnięte na naszą niekorzyść. Byłem w Sanepidzie z prośbą o pomoc w interpretacji przepisów, ale usłyszałem, że Sanepid nie jest od pomagania tylko od nadzorowania.
Szukając szkół, w których ajenci otworzyli dla uczniów podwoje, przekonałam się, że zostało ich naprawdę niewiele. Przepis ustanowiony w ostatnich dniach sierpnia od razu zaczął obowiązywać, nie zostawiając zbyt dużo czasu na przygotowania.

W związku z tym większość szkolnych sklepów nie podjęła w tym roku szkolnym działalności. Na trudną sytuację zareagował między innymi ajent sklepiku w Szkole Podstawowej nr 46 w Gdyni, który, choć otworzył sklep we wrześniu, złożył wypowiedzenie od 1 października. W Gdyni ajenta szkolnego sklepiku szuka m.in. SP 26, sklepiki zniknęły też z SP nr 35, nr 21, nr 23. W Szkole Podstawowej nr 86 i nr 35 w Gdańsku sklepiki teoretycznie są, a w praktyce ajenci nie podpisali jeszcze umów na ten rok szkolny. W Sopocie sytuacja wygląda podobnie: Szkoła Podstawowa nr 9 szuka ajenta, w Szkole Podstawowej nr 8 ajent zrezygnował.

Dlaczego rezygnują?

- Nawet w sklepach i hurtowniach trudno znaleźć produkty spełniające normy - mówi ajentka jednego z działających szkolnych sklepików. - Kiedy już udało się nam ustalić, co w świetle przepisów moglibyśmy sprzedawać dzieciom, okazało się, że hurtownie są z tych produktów dosłownie "wyczyszczone". Wśród polskich jogurtów owocowych znaleźliśmy jeden spełniający normy. Śliwkowy z błonnikiem. Za to odpowiadającego wymogom jogurtu litewskiej firmy, która nie ma w Polsce przedstawiciela, nie można kupić w hurtowniach. W sklepach jedno jego opakowanie kosztuje 4 zł. Jeśli wystawię to w sklepiku za więcej, nikt tego nie kupi. Ratujemy się serwując jogurt naturalny z dodatkami: świeżymi owocami czy orzechami.
Na półkach rzeczywiście wybór dość monotonny: flipsy, podpłomyki bez cukru, chrupki kukurydziane, wafle gryczane lub orkiszowe bez cukru i z niską zawartością soli, wafle pszenno-ryżowe. Ze "słodyczy" - mus owocowy Kubuś w saszetkach, do picia woda i parę niesłodzonych soków.

Jak zmiany mają się do rzeczywistości?

Intencje są dobre, przynajmniej w założeniu. Wykonanie jednak pozostawia wiele do życzenia.

- W Anglii też wprowadzono takie zmiany, ale okres przejściowy trwał trzy lata, a nie trzy dni - komentuje Barbara z Gdańska, mama czwartoklasistki Kasi. - Przez te trzy lata można było pracować nad zmianą podejścia do jedzenia i wypracować nowe nawyki żywieniowe. To śmieszne, żeby taką zmianę wprowadzać z dnia na dzień.
- Zawsze pilnowaliśmy, by jedzenie w naszym szkolnym sklepiku było zdrowe - mówi Barbara Sławińska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 17 w Gdańsku, jednej z niewielu, w których ajent podjął wyzwanie. - Jednak, choć te zmiany dla nas nie oznaczają rewolucji, bo wprowadziliśmy je już wcześniej, obawiam się, że przesada nie spowoduje, że dzieci przestaną jeść niezdrowe rzeczy, tylko że przestaną jeść w szkole.
Dzieci sobie radzą

- Przed ósmą rano widzę, jak do szkoły wędrują maluchy z siatkami chipsów w rękach. Koleżanka z klasy mojej córki codziennie na drugie śniadanie przynosi rogalika 7 days. Zmiana przepisów nie nauczy rodziców, jak zdrowo odżywiać dzieci - mówi Iwona z Gdańska, mama Mai.
Ograniczenia dla jednych oznaczają problemy, dla drugich korzyści. Na zmianie przepisów korzystają sklepy w okolicy szkół, ale też co bardziej przedsiębiorczy uczniowie.

- Przed szkołą mojej córki kwitnie handel batonikami. Trzecia klasa gimnazjum robi interesy z maluchami sprzedając im batoniki i inne słodkości o kilkadziesiąt groszy drożej, niż zapłacili za nie w sklepie - opowiada Anna z Sopotu.
Czy faktycznie rozporządzenie pomoże "kształtować właściwe nawyki żywieniowe u dzieci i młodzieży"?

- Gdyby chodziło o zdrowie dzieci, przepisy dotknęłyby producentów żywności, a nie handlowców - zauważa Marcin z Gdyni, tata 12-letniego Bartka. - Tymczasem mój syn nie tylko może kupić wszystko w każdym sklepie poza szkołą, ale jest jeszcze bombardowany reklamami, które utwierdzają go w przekonaniu, że dokonuje świetnego wyboru kupując ten sok, tamten serek czy batona musli.
Na efekty zmian musimy jeszcze poczekać. Czy jednym ze skutków będzie pokolenie zdrowych ludzi, czy tylko masowe przebranżowienie dotychczasowych ajentów szkolnych sklepów, czas pokaże.

Opinie (230) 1 zablokowana

  • Pomysł dobry ale ... (10)

    wprowadzony za szybko, nierozsądnie, "jednym cięciem", rewolucyjnie. Już słychać głosy niezadowolenia starszej młodzieży (w tym 18+), której też narzucono co mogą w sklepiku licealnym kupić. Dziwne, że posłowie nie wprowadzili takiej rewolucji w poselskiej stołówce na Wiejskiej. A swoją drogą przypomina mi to sposób wprowadzenia rewolucyjnych zmian w gdańskiej komunikacji: nowa linia tramwajowa na Piecki-Migowo a totalnie zdewastowana komunikacja autobusowa dla innych części miasta, ścisk, przesiadki i wąskie perony. I w jednym i w drugim przypadku cel pewnie słuszny ale wykonanie, bardzo delikatnie ujmując, dalekie od ideału.

    • 173 17

    • Bardzo dobry porzepis bo dzieci jedzą niezdrowe rzeczy (1)

      tylko dlatego że są smaczne. Tu chodzi o zdrowie naszych dzieci a nie o to czy jakiś sklepikarz będzie miał zysk czy nie. Sam jadłem dużo tego syfu i w wieku 25 lat mam problemy z układem trawiennym i zgagą. Lekarz mi powiedział że mój układ trawienny wygląda jak u 50 latka. Dzieci jednak nie myślą o zdrowiu tylko kupują to co smaczne i sam przez wiele lat taki byłem. Moim zdaniem ustawa powinna zabraniać zupełnie sprzedaży całego śmieciowego jedzenia.

      • 22 32

      • zezwolono np.na sok tego samego rodzaju ( ten sam) w malym opakowaniu

        w dużym zakazano- że niby niezdrowy---absurd

        • 16 1

    • (1)

      "za szybko'? "rewolucyjnie"? chyba sobie raczysz żartować.O ustawie mówiło się od dobrego roku więc nie wiem gdzieście się chowali że nikt nic nie wiedział i biedactwa nie wiedzą co tu teraz jeść zamiast batonów. Temat zdrowego zywienia jest juz wałkowany od rana do nocy na każdym kanale tv, w każdej gazecie i na każdym portalu internetowym więc o jakim zaskoczeniu i o jakiej rewolucji mówicie?

      • 9 30

      • Mówić ze coś będzie, a podać przepisy kilka dni przed i czas na wprowadzenie rownież kilka dni to róznica. Co z tego że sklepikarz bedzie wiedział z grubsza wczesniej o zmianach, jesli hurtownia ma to gdzieś. Powinien być dłuższy okres przejsciowy - co najmiej rok, tak żeby ajenci mogli stopniowo zmieniać asortyment, a dzieciaki i hurtownie zareagować na zmiany. A tak zamiast zmian sa zamknięte sklepiki, a dzieciaki kupują poza szkołą i nic się nie zmienia.

        • 23 4

    • (2)

      Pomysł dobry ale...
      - już od podstawówki uczy dzieci że można omijać prawo kupując to co zakazane gdzie indziej
      - uczy dzieci zasad czarnego rynku poprzez sprzedaż batoników przez kolegów (początki mafii) - najpierw handel batonami, a potem?
      - a poza tym to co zakazane ma zawsze większy popyt

      • 43 7

      • (1)

        CZARNY RYNEK to handel ZAKAZANYMI towarami (np. narkotykami). Nielegalny handel legalnymi towarami to SZARA STREFA.

        • 18 3

        • W tym rozumieniu na obszarze szkoly wprowadzajacej zakaz, jest to czarny rynek.

          Szkola to instytucja totalna.

          • 14 2

    • A co młodzież 18+ robi w liceum?

      Czyżby dopalacze i wódeczka szkodziły w nauce?
      Skoro tak, to rzeczywiście drożdżówka zaszkodzić im już nie może.

      To, że ktoś skończył 18 lat nie oznacza, że ma prawo domagać się sprzedaży w SZKOLNYM sklepiku co mu się żywnie podoba. Może jeszcze wódkę i papierosy mają tam im sprzedawać, skoro są pełnoletni?

      • 4 15

    • syrop glukozowo-fruktozowy jest dodawany do wszystkiego , niestety

      • 12 0

    • a politycy to sami brzuchaci, a twarz pani pre... nalana jakaś sę stała jak została prem...

      • 10 2

  • co za geniusz dodaje cukier do surówki (20)

    ?

    • 36 188

    • (3)

      Do surówki z kiszonej kapusty dodaje się trochę cukru i nie ma w tym nic dziwnego.

      • 99 7

      • I do niej jeszcze trochę oleju i pieprzu. To lubię.

        • 67 1

      • Ale jak nie dodasz cukru, to smakuje tak samo ;) (1)

        Też nie wiem po co ten cukier, bo sam olej i pieprz wystarczą (+ cebulka). A jak za mało słodyczy, to kawałek jabłka i tyle. Cukier jest zbędny.

        • 28 44

        • Jakby smakowało tak samo to dodawanie cukru było by bez sensu.

          Nie zawsze są dostępne słodkie jabłka.

          • 11 1

    • nie wiesz że cukier + tłuszcz to najlepsze połączenie w sprzedaży (10)

      np. ciastka, lody itd... Co ciekawe takie połączenie nie występuje nigdzie w naturze i to człowiek je wymyślił i od tego się właśnie tyje.

      • 17 26

      • w avocado wystepują i węglowodany i tłuszcze (3)

        • 22 1

        • anie widzisz różnicy pomiędzy węglowodanami a curkami ? (2)

          • 2 9

          • hehe dobre. (1)

            cukier to węglowodany, doucz się zanim zaczniesz pouczać innych.

            • 13 1

            • omg

              nie wszystkie weglowodany to cukry. Cukry to złe węglowodany, jeśli nie trenujesz to je omijasz mądralo

              • 2 8

      • (3)

        W bananach, kokosach, awokado i mnóstwie innych roślin są i cukry proste i tłuszcze. Pan to chyba zatracił umiejętność samodzielnego myślenia na rzecz powtarzania bzdurnych frazesów.

        • 24 2

        • nie opowiadaj bajek i sprawdź najpierw skład (2)

          • 0 9

          • Jak? (1)

            Jak sprawdzic sklad banana? To rosnie ja drzewie a niw fabryce, idac do sklepu sprawdzasz w internecie ktore owoce ile weglowodanow maja?

            • 10 0

            • Banan rośnie w fabryce, która wygląda jak drzewo.

              • 5 2

      • Orzechy zawierają tłuszcz i cukier.

        • 13 2

      • Dzieci tyja od tego ze siedza w domach a nienbiegaja po podworkach jak kiedys.

        • 2 0

    • wszędzie- w kazdej restauracji, barze, w produkcji

      a ja w domu- do marchewki odrobinę także

      • 13 2

    • Kucharz się odezwał.

      • 7 4

    • każdy, który zna się na smaku i gotowaniu

      :)

      • 15 1

    • Bo cała idea "nowoczesnego zdrowego żywienia" oparta jest na tym aby odsatwić tłuszcze (1)

      co powoduje brak możliwości przyswajania witamin. Futrowanie ogromnymi ilościami cukru co ma doprowadzić do przewlekłych chorób. Do wszystkiego dodawany jest cukier właśnie po to. Jak ktoś lubi surówkę z cukrem to zawsze może dostać saszetkę cukru . Kumaci wiedza o co chodzi a przygłupy zawsze będą mieli problem z przyswojeniem faktów.

      • 4 4

      • Załóż czapkę z folii aluminiowej bo rząd światowy wysłał drony do skanowania mysli!!!!11

        • 4 3

  • (7)

    Metoda tak samo skuteczna, jak walka z alkoholizmem metodą prohibicji. Tyle lat po rozbiorach, a my ciągle mamy urzędników o pruskiej/carskiej mentalności, wychodzących z założenia, że każdy problem można rozwiązać poprzez "zabrania się". No i totalnie oderwanych od rzeczywistości - niech popatrzą na zawartość wózków klientów w dyskontach, tam jest źródło problemu.

    • 182 8

    • akurat popieram ten przepis (1)

      bo dzieci łatwo ulegają niezdrowemu jedzeniu a potem będzie trzeba je leczyć. Ja bym w ogóle zlikwidował handel ze szkoły i powinny być tylko stołówki i każde dziecko które jest głodne powinno mieć możliwość wykupienia sobie obiadu ale o czym my tu mówimy w kraju gdzie rodzice muszą stać w kolejce po zapisy na stołówce od 5 rano bo liczba miejsc ograniczona.

      • 19 9

      • wina rodziców, dzieciak jeszcze zębów nie ma a podtyka się mu czipsy i colę

        • 9 1

    • To akurat złe porównanie (4)

      Oczywiście, jak dzieci chcą, to sobie śmieciowe żarcie z domu przyniosą, ale akurat w szkole nie powinno być możliwości jego kupna. W końcu szkoła ma uczyć, w tym również zasad zdrowego odżywiania, więc jak najbardziej jestem za brakiem "śmieci" w szkolnych sklepikach. Poza tym, kiedyś sklepików w szkołach nie było i nie było problemu, a potem ktoś wpadł na pomysł zarabiania na dzieciach kosztem ich zdrowia...

      • 19 6

      • Mamy system niewolniczy (3)

        To , co jedzą i kupują dzieci , także w szkole, powinno zależeć od rodzica, a nie od państwa, ministra, czy premiera. ale mamy system niewolniczy, dziecko jest właśnoscią państwową, więc najwięcej do powiedzenia o tym co powinno jeść moje dziecko ma "społeczeństwo", minister albo premier. Ja nie mam nic do gadania, moje dziecko także. Tak jak w III Rzeszy.

        • 11 17

        • Taki Fritzl też dobrze wiedział, co jest dobre dla jego dzieci, po cholere się państwo wcinało? ;)

          • 15 3

        • Ale w czym problem?

          Chcesz, to karm swoje dzieci czym dusza zapragnie, ale w domu/knajpie/itp. W szkole niech jedzą to, co szkoła im zaproponuje. A że to będzie zdrowe jedzenie, to tylko powinnaś/eś się cieszyć.
          No i zawsze możesz im kupić prowiant i dać przed wyjściem. W końcu sklepy są także poza szkołami.

          • 11 4

        • Dziecko nie jest niczyją własością, jest niezależnym bytem nad którym ty masz obowiązek sprawować opieke do 18 roku życia. Niektórzy ten obowiązek mylą z układem niewolniczym, stąd wciąż sie krzewi tak wiele patologii w naszym kochanym kraju

          • 0 0

  • szkoda że nie można rozporządzeniem uzdrowić psychiki rządzących (6)

    ta banda potulnych cymbałów nawet nie wie jakie prawo ustanawia (np. sok 330ml jest ok ale ten sam sok w kartonie 1L jest zakazany a dorosłym ludziom w szkołach średnich tworzy się listę dozwolonych zakupów w sklepiku szkolnym).

    • 125 4

    • A co ma doroslosc tych ludzi do tego? (5)

      Szkola to szkola. Do momentu jej ukonczenia podlegasz pod jej przepisy.

      Wydaje ci sie , ze masz wszystkie prawa jako osiemnastolatek w szkole? Masz, jak opuscisz szkole. Na terenie szkoly to dyrekcja ustala zasady, nie ty.

      • 12 11

      • Przerażające (3)

        To jest mentalność Stalina albo Hitlera. W normalnym kraju, o tym co się dzieje w szkole, a nawet o tym jaki plan nauczania jets realizowany, wspóldecydują rodzice, a nie państwo, albo społeczeństwo. Komunizm , przy tym co dzieje się teraz, to był mały pikuś.

        • 9 6

        • (2)

          Jacy rodzice? co ty gadasz w ogóle.Większość szkól to placówki publiczne ze swoim regulaminem który trzeba przestrzegać.Nie tworzyl tego zaden Hitler ani Stalin:)

          • 5 1

          • publiczne nie znaczy "niczyje" tylko m.in też tych rodziców

            • 0 2

          • Ciekawe co rodzice sądzą o tym, że z kanonu lektur wyłączono Pana Tadeusza i inne książki stanowiące o naszej tożsamości narodowej. W to miejsce wprowadzono jakieś lewackie dyrdymały. Czy tego naprawdę chce społeczeństwo? Szkoła to obecnie lewacki system totalitarny skutecznie niszczący zdolność samodzielnego myślenia oraz tożsamość narodową jako Polaka (gender, wszechobecna propaganda Unii Europejskiej, testy końcowe uczące myślenia pod klucz a nie kreatywnego, konstruktywnego, coraz bardziej okrojony program nauczania, rozdmuchana administracja i biurokracja dla nauczycieli marginalizująca istotę nauczania, zanik autorytetu nauczyciela na skutek coraz większych praw przyznawanych dzieciom).

            • 1 1

      • sęk w tym, że tu nawet dyrekcja nie ustala regulaminu tylko na szczeblu centralnym jakaś durna baba z psiapsiółkami.

        Poza tym chyba masz zniewolony umysł skoro nic nie rozumiesz.
        Zabranianie sprzedaży keczupu tylko dlatego że jego 100g zostało zrobione ze 110g pomidorów a nie ze 120g jak mówią przepisy, urąga rozumowi tych młodych ale pełnoletnich już ludzi. Za chwilę pójdą w świat a nawet o rodzaju spożywanego keczupu decydować ma za nich minister?

        • 4 4

  • moje dziecko chodzi głodne (24)

    sklepik w lo8 niestety się zamknął,
    a można było tam oprócz niezdrowych słodyczy
    kupić obiadek... a teraz obiadku nie ma bo w okolicy brak stołówki

    • 81 39

    • lo to skrót od liceum ogólnokształcącego? (7)

      dziecko chodzące do liceum chyba może już sobie odgrzać zdrowy obiadek w domu? pod warunkiem, że rodzice mu ten obiadek zrobią i w lodówce zostawią.
      a do szkoły to można wziąć 2 albo 3 zdrowe kanapki, jeśli nie ma stołówki. Przynajmniej wiesz na pewno co dziecko ma do jedzenia. W czym problem? Cieżko wstac wczesniej i przygotować w domu śniadanie i drugie śniadanie? a co drugi dzień, po powrocie z pracy zrobienie obiadu na dwa dni?

      • 77 20

      • (1)

        nic dodac nic ujac. Chodzi glodne, bo nie umie sobie zrobic normalnej kanapki?

        • 75 11

        • Bo to pierdoła co mu mamusia sznurowadła zawiązuje.

          • 69 12

      • (3)

        dziecko chodzące do liceum nie ma 5-6 lekcji jak dziecko w podstawówce, tylko dojeżdża do szkoły w której spędza wiele godzin a potem ma jeszcze kółka i zajęcia dodatkowe więc nie wraca do domu podgrzać sobie ten obiadek. Winszuje dobrego samopoczucia jeśli uważasz że osobie w tym wieku wystarczy drugie śniadanie z kanapek przyniesionych z domu na cały dzień. Tak to przynajmniej miał szanse kupić sobie do zjedzenia cos ciepłego w porze obiadowej w sklepiku.

        • 30 16

        • No to niech idzie do biedry i kupi sobie coś do jedzenia

          Jezu,co za łamagi życiowe.

          • 31 9

        • Siedze i sie smieje, gowniarz z liceum nie potrafi zrobic sobie kanapki

          • 22 4

        • Sztandarowym produktem sklepiku VII LO były buły z keczupem z mikrofali. Kochałam je :)

          • 4 1

      • licealista to chyba już powinien sobie te kanapeczki sam przygotować, lub sałatkę. W tym wieku raczki już bolą?

        • 1 0

    • a ty wierzysz że twoje dziecko kupowało zdrowe rzeczy? nie łaska zrobić kanapek dziecku? (6)

      Problemem jest to że nie ma stołówki w szkole a nie że sklepik zamknięto. Użyj głowy i pomyśl trochę.

      • 18 11

      • (5)

        Dlaczego się czepiasz? Była możliwość kupienia obiadu, teraz nie ma, więc zmiana jest na gorsze. Przeżyj 10 godzin (czasami tyle dziecko jest poza domem) na samych kanapkach przez 5 dni w tygodniu, a myślę, że jednak stwierdzisz, że nie masz racji.

        • 15 6

        • (2)

          a ten "obiadek" w sklepiku, to super mrożona zapiekanka, super tłusty hamburger z toną sosu czy zupka w proszku?

          • 17 10

          • (1)

            Nawet jeśli, to co Ci do tego co, kto jada?

            • 8 5

            • Szkoła ma za zadanie edukować, i dbać o ogólny rozwój młodego człowieka, równiez jesli chodzi o odżywianie. Jedzenie z mikrofali przyczynia się jedynie do rozwoju chorób, nie odżywiania tak jakbyś sobie tego życzył/a. Śmieciowe żarcie można w ostateczności kupić poza szkołą.

              • 0 2

        • Ja tak żyłam na studiach i teraz w pracy

          Więc nie mów, że się nie da. No i poza kanapkami są tez inne rodzaje jedzenia "na wynos".

          • 9 4

        • dziecko nie jest w szkole 10h 5 dni w tygodniu

          a poza kanapkami można "na wynos" zapakować dużo różnych rzeczy, np tortille, omlety, sałatki

          • 0 0

    • Boszeee... licealiści to sobie sami mogą już jedzenie odgrzewać, ba! nawet ROBIĆ (2)

      to nie 10-letnie dzieciaczki.

      • 23 8

      • O boże.... (1)

        • 1 2

        • Niech zgadnę: masz ponad 20 lat, mieszkasz wciąż w rodzinnym domu,

          nie zarabiasz, a gotuje i śmieci wynosi mama. Gdy akurat nie może ugotować, to jesz chipsy.

          • 7 2

    • Nieodżałowanej pamięci Pani Mirka prowadziła ten sklepik wiele lat...

      Zawsze uśmiechnięta, zadowolona, na krechę można było brać, nikogo nie ganiałą, każdy uczciwie oddawał to co był winny. Pyszne hamburgery i kanapki. To już 10 lat jak chodziłem do tego LO ale zawsze miło wspominam Panią Mirkę i Jej rady życiowe.

      • 9 2

    • Tak tak, wierz sobie, że TWOJE dzieciątko kupowało tam same obiadki, a TYLKO INNE dzieci kupowały tam batoniki.

      Jeśli jakiś dealer batoników zamyka interes, bo przestało mu się opłacać, to znaczy tylko tyle, że co innego nigdy mu z półek nie schodziło.
      Teraz niech się rodzic "namęczy nieludzko" i zrobi własnemu dziecku kanapkę na drugie śniadanie, zamiast dawać mu kasę na śmieci posolone lub posłodzone "do smaku".

      • 4 0

    • to zacznij mu gotowac

      • 1 1

    • Chodziłem o tego LO

      i nie pamiętam abym coś tam często kupował. Zwykły fast food, a nie obiadki. Kanapki robiłem sobie sam w domu, miałem w końcu kilkanaście lat i nie byłem łamagą jak dzisiejsza młodzież.

      To było jednak naście lat temu. pa

      • 5 0

    • VIII LO

      30 lat temu była w "8" niezastapiona Pani Trudzia, która nawet ciepłe mleko serwowała w swojej kanciapce pod schodami. Wspaniałe czasy i wspanial;a osoba.

      • 2 0

    • kanapki

      Tak pchają nas do europy a matkom w garach każą siedzieć i kanapeczki w domu robić .Ja idę do kina.

      • 1 0

  • (14)

    ważne że kopara polansowała się w mediach i rzekła coś o "grubaskach" i od razu miało być piękniej
    ale to że 10 m od szkoły jest zwykły spożywczak gdzie dziecko kupi co zechce to już władzuchnie powców nie przyszło do głowy
    idźmy dalej
    zamknijmy spożywczaki w odległości do 500 m (no chyba że jest to biedra tak reklamowana przez władzuchnę)
    zabrońmy dzieciom wychodzić ze szkół i otoczmy je concertiną to krok następny
    co dalej?
    zakaz sprzedaży czipsów i napoi gazowanych?

    • 91 28

    • w większości szkół dzieci nie mają możliwości wyjśc na zewnątrz

      to nie te czasy co kiedyś

      • 10 3

    • (1)

      proponuje na złość władzy żywić się wyłącznie batonami, chipsami i colą. To da im nauczkę!

      • 13 3

      • żeby na złość komuś zrobić, dzieci byś truł?

        Och, Ty bezwzględny trolu

        • 4 3

    • Tu nie chodzi o zakaz sprzedaży śmieciowego jedzenia w ogóle (7)

      tylko o zakaz w SZKOLE! Szkoła to miejsce do nauki, a nie sklep. Szkoła ma promować zdrowe nawyki, a że dzieciarnia nie może kupić w szkoli batona i coli, to trudno. A jak już faktycznie umierają bez tego, to zawsze mogą sobie przynieść z domu.

      • 14 4

      • ok,tylko niech rządzący może by pomyśleli o gabinecie stomatologicznym (1)

        w każdej szkole zamiast wydawać w błoto miliony na religię ?

        • 10 2

        • To już inna sprawa.

          Ale może to będzie kolejny krok w dobrą stronę.

          • 4 0

      • ta z wf na korytarzach odbębnianymi przez instruktorów, hehe zdrowe nawyki :)

        • 5 0

      • (3)

        Akurat ja wybierałem dla córki jogurty, które zawierały cukier. Wolę cukier niż syrop glukozowo-fruktozowy czy jakieś aspartamy czy cukrozastępcze wynalazki, które oskarża się o działanie kancerogenne czy neurotoksyczne. To samo z solą. Specjalnie solę jej pomidory, bo w upalny dzień, czy po dużym wysiłku, gdy wypije dużą ilość wody, to może wypłukać się z podstawowych minerałów. Można zakazać sprzedaży czipsów, ale dodawania soli do posiłków??? Typowe działania ala PO i Kopacz, czyli wylewanie dziecka z kąpielą Niech ta ekipa już się wydali w nieznane!

        • 14 1

        • aspartam to też zwykły cukier, tylko ni

          • 1 6

        • (1)

          uznaje ta wypowiedz jako zart. Komorki rakowe karmia sie cukrem. Cukier hamuje uklad odpornosciowy czlowieka. Cukier i sol uzaleznia jak przy narkotyku. Tak naprawde to tak jakbys zamienial papierosy na papierosy light. Sol zatrzymuje wode w organizmie co jest fatalne dla nerek. Gratuluje "pomyslow"

          • 2 4

          • Minusujecie prawde? Moze zamiast czytac plotek.pl czasem poczytajcie cos na temat zywienia.

            • 0 0

    • skrzyżowanie Legionów i Kopernika w Gdyni (1)

      tuż przy szkole ALKOHOLOWY full wypas na okrągło

      • 5 0

      • to akurat dzieło samorządniaków

        • 1 0

    • Kilkadziesiąt m dalej jest też monopolowy, a pewnie niedaleko można też kupić dopalacze.

      Czy w związku z tym, aby dzieci niepotrzebnie nie biegały przez ulicę, nie należy sprzedawać wódy i dopalaczy w szkolnym sklepiku?

      Dla wyjaśnienia: za moich szkolnych lat codziennie kupowałem sobie w drodze do szkoły drożdżówkę (gdy byłem zupełnie mały, robiła to mama), tylko że wtedy były zupełnie inne czasy, bo dzieci i młodzież się... RUSZALI! (oczywiście czekoladowych batoników się nie kupowało, bo czekolada była deficytowa; był najwyżej dmuchany ryż w polewie czekoladopodobnej)
      Nie ważne ile kalorii połkniesz, ważny jest bilans. Gdy siedzi się w ławce, nie biega na przerwach i załatwia lewe zwolnienia od WF-u, a po powrocie do domu siedzi przez TV i kompem, to nawet bułka żytnia, marchewka i jabłko mogą w ciągu paru miesięcy utuczyć.

      • 3 2

  • jak to wygląda w rzeczywistości (10)

    Dzieci przynoszą sól i cukier z domu. Jakby na przekór sypią duże ilości i w efekcie spożywają więcej soli i cukru, niż wówczas gdy kucharka mogła normalnie gotować. Ziemniaki czy zupa bez soli są dla dzieciaków niejadalne.

    • 108 20

    • Nie tylko dla dzieciaków.

      • 30 6

    • Potrzebne nam są normalne stołówki gdzie każde dziecko mogłoby zjeść obiad

      a mamy jakieś sklepiki z syfem który rozwala naszym dzieciom układ trawienny. W niemczech w niektórych landach nie ma w ogóle sklepików szkolnych ani automatów a za to w każdej szkole jest obowiązkowo stołówka.

      • 20 3

    • w czym problem?? (7)

      Ja od urodzenia dziecku bardzo mało solę, zwyczajnie nie jest przyzwyczajone do słonych potraw wiec nie czuje potrzeby ich dosalania.
      Wystarczy zmienić nawyki żywieniowe, a nie twierdzic ze do wszystkiego sól czy cukier sa potrzebne!

      • 15 7

      • a po co w ogóle solisz? (1)

        ja nie soliłam, nie słodziłam- dziecko ma dobry apetyt bez użycia soli i cukru

        • 4 1

        • Ja będąc w wieku szkolnym musiałam solić dużo bo miałam bardzo niskie ciśnienie i skłonności do omdleń. Lekarz kazał moim rodzicom dosalać potrawy. Nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka.

          • 7 3

      • (2)

        No dokladnie, wystarczy nie dawac soli i cukru i czlowiek nie uzaleznia sie od tego smaku. Wrecz przeciwnie - zwykle jablko zaczyna wydawac sie slodkie.

        • 4 0

        • (1)

          no bo jabłka są słodkie.... :D czy dla solących nie są? :D

          • 6 0

          • nie wszystkie jablka sa slodkie. Jesli jesz cukier i sol w nadmiarze, a taki jest wlasnie w batonach i fast foodach, ma sie wrazenie, ze wszystko jest jakby bez smaku. Do fast foodow i slodyczy producenci celowo dodaja ogromne ilosci cukru i soli, bo wiedza, ze to uzaleznia i oglupia. Im zjesz wiecej swinstw napakowanych sola i cukrem tym szybciej sie uzaleznisz i bedziesz wiecej kupowac. Napoje slodzone i gazowane maja duzo ilosci soli i cukru. Sol powoduje, ze chce ci sie pic, wiec kupisz kolejny sok. Cukier uzaleznia. Bledne kolo. Zeby nie bylo czuc soli dodaja duze ilosci cukru.

            • 2 1

      • ziemniaczki (1)

        gotowane też jadasz jałowe i nie solone?

        • 0 0

        • Ugotuj na parze, poznasz zupelnie inny smak ziemniakow. Jak chcesz posól troche po wierzchu.

          • 0 0

  • No i zaczęło się dilowanie batonikami pod szkołami. Jak to dziwnie brzmi ;) (9)

    Ktoś tu mądrze napisał - zmiany powinno się zacząć od producentów niezdrowej żywności, a nie od sklepików szkolnych, bo dzieci i tak się zaopatrzą w chipsy, batoniki i colę w okolicznych sklepach, które tylko skorzystają na takich zmianach.
    Zdrowe nawyki żywieniowe trzeba wprowadzać od małego i jest to w gestii rodziców, a tak dzieci i młodzież teraz nie rozumieją w jakim celu zabrało im się ze sklepików ulubione przekąski i dlaczego obiady w szkołach zrobiły się bez smaku (przyzwyczajenie do soli i cukru).
    Zresztą rodzice sami w większości nie mają pojęcia o zdrowym żywieniu, wystarczy spojrzeć na to co pakują do koszyków w supermarketach.
    Poza tym kiedyś jeszcze była jakaś kontrola nad jakością produktów trafiających do sklepów, teraz ludzie kupują syf i się nawet nad tym nie zastanawiają.
    Reasumując: reforma źle pomyślana, źle wyprowadzona i nie skłaniająca do zmiany nawyków żywieniowych. Dokładając do tego niechęć do ćwiczeń na WFie akceptowana przez większość rodziców, hodujemy pokolenie grubych schorowanych ludzi, dla których najprostsze czynności staną się niedługo wyzwaniem.

    • 89 7

    • od małego to rodzice prowadzą dzieci do macdonaldów (1)

      na szczęście robi się to coraz mniej popularne i już macdonaldy zaczynają upadać.

      • 12 1

      • No bo to atrakcja, bo zabawki w zestawach itp., nieważne, że jedzenie tak syfiaste, że aż dziw, że można to jeszcze sprzedawać.
        Za dzieciaka tata zabraniał mi chodzić do MacDonalda, mama czasami naginała zasady i mnie tam zabierała, ale teraz, wiedząc o tym, co w tym jedzeniu jest nigdy w życiu już tam nic nie zjem i już się tacie nie dziwię.

        • 9 1

    • o tym mozesz zapomniec (4)

      Prawda jest taka, ze nigdy nie podejma stosownych krokow aby ograniczyc sprzedaz takich smieci. Te smieci napedzaja popyt i powoduja ze spolecznosc wydaje wiecej pieniedzy, a co za tym idzie placi wiecej podatkow. Polaczenie duzych ilosci cukrow prostych, tluszczy rafinowanych i soli (typowy sklad wszystkich junk foodow) dziala uzalezniajaco i "syci" tylko na chwile. Takie dzialania rzadu jak to ktore mamy obecnie to jest tylko dla przykrywki. To jest wszystko jedna wielka mafia, ktora w zyciu sobie nie pozwoli na kroki, ktore by faktycznie zadzialaly. Dobrze to widac rowniez po rozmieszczeniu produktow we wszystkich sklepach i dyskontach. Wartosciowe produkty na samym koncu, a w drodze do nich pelno smieci na przecenach. To samo przy kasie w kolejce

      • 6 0

      • (3)

        Dlatego jest napisane "powinno się", a jak to wygląda w praktyce wszyscy wiemy. Rządowi nie zależy na tym, żeby społeczeństwo było zdrowe, a na kasie i to widać z każdej strony. Zakazanie śmieciowego jedzenia wiązałoby się z utratą znacznych wpływów do budżetu, a tak ludzie łykają reklamy, w których wszyscy są szczupli i szczęśliwi jedząc to wszystko i mając to odpowiednio poukładane w sklepach, kupują syf na potęgę i się nie zastanawiają, że to manipulacja. Rynek suplementów też by padł i kolejna kasa by się skończyła.
        Mając na uwadze to wszystko należałoby po prostu bardziej się postarać w układaniu menu.

        • 3 0

        • (2)

          no dokladnie, do tego sportowcy reklamujacy czipsy czy cole. W tej kwestii nalezy nie zawierzac rzadzacym, a kierowac sie wlasnym zdrowym rozsadkiem, czytaj wlaczyc myslenie, wylaczyc tv

          • 5 0

          • (1)

            Albo sportowcy reklamujący piwo i energetyki - jak to się ma do zdrowego stylu życia, który sportowcy niby prowadzą i powinni propagować? Kasa kasa kasa.
            Rozsądek, trochę wiedzy i chęci i można się stać konsumentem odpowiedzialnym, który przestanie robić krzywdę i sobie i dzieciom.

            • 8 0

            • akurat piwo jest zdrowe

              ale nie te korporacyjne tylko prawdziwe piwo. Posiada olbrzymie ilości witaminy C i składników odżywczych. Oczywiście w niewielkich ilościach. Oczywiście nijak to się ma do tych piw produkowanych z koncentratów już nie w browarach ale rozlewniach. Z kupnych polecam piwa z kormorana bo byłem u nich na dniach otwartych i robią dobre piwo.

              • 4 0

    • Czyli chcesz iść dalej niż rząd USA za czasów Alfonsa Capone? (1)

      Dlaczego dorosła osoba miałaby zakaz kupowania batoników?
      Wystarczy, że powszechne ubezpieczenie zdrowotne nie będzie pokrywać kosztu leczenia chorób mających związek z nadwagą i połowa osób nie spojrzy na batoniki już następnego dnia i przy okazji odpowiednio zmotywuje swoje dziecko. Tak to się załatwia.

      • 1 0

      • Gdyby nie było prywatnej służby zdrowia to miało by większy sens to co piszesz. Przy obecnym stanie polskiej służby zdrowia mamy duży odpływ pacjentów do sektora prywatnego, gdzie do specjalistów nie czeka się miesiącami. Owszem, nie każdego na to stać i takie osoby pewnie by się zastanowiły zanim pochłonęłyby kolejnego batonika, ale też pewnie nie wszystkie, bo uzależnienie od słodyczy potrafi być silniejsze niż zdrowy rozsądek. Jeszcze jedna kwestia: batoniki wcale nie muszą być niezdrowe. czekolada z 90% kakao plus jakies owocowe nadzienie i mamy zdrowy zamiennik który wcale nie musi mieć długiego okresu przydatności do spożycia.

        • 0 1

  • Własciciele szkolnych sklepików na bruk. (1)

    a my możemy zanucic na melodie elektrycznych gitar:
    "dzieci wesoło wybiegły ze szkoły, pobiegły do biedronki po chipsy i tigera"
    to ze w szkole nie kupia batona nie znaczy ze w domu nie zezra ich osmiu.
    Wychowanie to przede wszystkim sprawa rodziny.
    Jeśli rodzice są zywieniowymi analfabetami, jedza batony bułki, pseudo jedzenie typu kebab etc otyli to ich dzieci tez tak skończą.
    Zbankrutuje tylko X mikroprzedsiebiorców w skali kraju.

    • 76 7

    • chyba nigdy nie miałes dzieci, na nic twoje wychowanie po jednym dniu w szkole

      za wychowanie odpowiada rodzina ale tez i szkoła w której dziecko spedza pół dnia, szkoła to nie supermarket,

      • 3 8

  • POpaprańcy dążą chyba do zamknięcia nie tylko sklepików (5)

    ale przy okazji także stołówek szkolnych. W szkole mojej córki dzieci już zwracają porcje bo są niesmaczne i bez przypraw. Nie będzie chętnych na takie obiady to będzie można zamknąć stołóweczkę i przy okazji zaoszczędzi się trochę kasy.

    • 81 14

    • u nas zabierają ze sobą przyprawy

      chore to jest że nie można użyć soli. Przecież sól w małych ilościach jest zdrowa i nawet potrzebna dla organizmu.
      Problemem jest jednak mentalność rodziców a tej się nie da niestety zmienić i rodzice często sami dają swoim dzieciom niezdrowe rzeczy.

      • 16 0

    • Napisz jeszcze o ośmiorniczkach, bo Pranie i Skarpety zawsze dodają taki wPiS. (3)

      Co za psychoza z tym wypisywaniem "PO", jakieś natręctwo.

      • 3 13

      • osiem lat (2)

        osiem lat
        osiem lat
        osiem lat
        osiem lat
        osiem lat

        już starczy nieudaczników

        • 12 5

        • Poprzedni nieudacznicy sami się poddali po roku z okładem, więc hmmm... (1)

          • 5 7

          • Efektem dwóch pisowców na progu pudła hahah

            • 1 5

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje

Najczęściej czytane