Wiadomości

Oprawa lepsza niż gra

Arka Rugby

Gdynia i RC Arka po raz kolejny celująco zdali egzamin przy organizacji meczu eliminacyjnego reprezentacji Polski w rugby. Na trybunach zasiadło około czterech tysięcy kibiców. Był doping, race, program artystyczny w przerwie, upominki dla publiczności... Zabrakło tylko dobrej gry i zwycięstwa biało-czerwonych. Gospodarze doznali pierwszej porażki w dywizji 2B, przegrywając z Chorwacją 14:15 (9:12).

Punkty: Buchało 9 (3xkarne), Michalak 5 (przyłożenie) - Ursic 15 (5xkarne).

POLSKA: Bartoszewicz (32 Królikowski), Wojaczek (54 Bobryk), Wilczuk - Falk, Ławski - Mirosz, Sajur (53 Raszpunda), Brażuk (32 Dąbrowski, 75 Więciorek) - Szostek - Buhało, Miśkiewicz (47 Malochwy), Łukasiewicz, Hotowski, Pisarek (75 Michalak) - Banaszek.

Chorwaci obawiali się siły fizycznej Polaków. - Z tego powodu przegraliśmy pierwszy mecz - przypominał Dalibor Starcevic, menedżer gości. U siebie poprzestali na 11 punktach i przegrali 11:12. Tym razem więcej mieli punktów już do przerwy. A wszystko za sprawą Vlado Ursica. "10" przyjezdnych z pięciu karnych wykorzystała aż pięć. Już po ośmiu minutach Chorwacja prowadziła 6:0. Gdy łacznik ataku kopał, to Drago Lulic, debiutujący w roli selekcjonera Chorwacji odwracał się plecami do egzekutora. Potem odwracał się i unosił ręce w geście triumfu.

- Zwłaszcza w przed przerwą daliśmy się zdominować w młynie. Może nie w całej formacji, ale brakowało siły przebicia w pierwszej linii. Nie szkolimy zawodników do tej linii, a naturalnej, wielkiej siły żaden z nich też nie ma - ocenił Tomasz Putra, polski szkoleniowiec.

Mimo nie najlepszej gry pierwszą połowę Polacy mogli zremisować. Wystarczyło tylko kopnąć z karnego na słupy w dogodnej sytuacji w 35. minucie. Nasi reprezentanci wybrali jednak wybicie piłki do boku, bo liczyli, że po wygranym aucie uda im się zdobyć przyłożenie. Przeliczyli się. Później tej "trójki" bardzo brakowało.

- Zawsze w takich sytuacjach zostawiał decyzję w rękach zawodników. jeśli czuli się mocni, to nie neguję tego wyboru. Generalnie nikogo po meczu nie zganiłem. Zespół bowiem starał się grać tak jak chciałem. Były nawet szybkie akcje, ale okazało się, że wyszkolenie techniczne naszych zawodników nie pozwala aż na tak szybkie rugby. Stąd brała się duża liczba błędów - dodał Putra. - Brakowało nam nie tyle ostatniego podania, co ostatniego chwytu, bo dobre sytuacje potrafiliśmy sobie wypracować - dodał Łukasz Szostek, łącznik polskiego młyna.

Chorwaci nie silili się na nowoczesność. Twardo stawali w obronie, gdy trzeba było przetrwać kryzys potrafili kopnąć piłkę za plecy naszych zawodników lub położyć się na murawie i prosić o pomoc... fizjoterapeutki. - Alica robi swoją robotę najlepiej na świecie - zachwalał Starcevic, a my dyskretnie nie wnikaliśmy, co to oznacza...

Od 47. minuty goście prowadzili 15:9. "Od zwycięstwa dzieli nas tylko przyłożenie i podwyższenie" - umiejętnie podgrzewał do dopingu publiczność spiker. Ale wsparcie trybun, czy bateria rac nie uskrzydliła biało-czerwonych do tego stopnia, aby wygrali. Jedyna "piątka" miała miejsce już w doliczonym czasie gry. Wreszcie gospodarzy zagrali składną akcję wszerz boiska, którą rajdem prawym skrzydłem wykończył Mariusz Michalak. Sędzia poczekał jeszcze na wykonanie próby podwyższenia i zakończył grę.

- Może to i była trudna pozycja, ale z mojej strony i powinienem to kopnąć - mówił niepocieszony po zakończeniu gry Jurij Buchało, który kopał podwyższenie niemal z linii bocznej boiska. - To nie był najwyraźniej mój dzień - dodał naturalizowany w Polsce Ukrainiec. "10" Posnanii nie tylko nie zdobył tyle punktów z karnych, ile można była zakładać, ale także niezbyt dobrze wykopywał piłkę w aut. Na pewno po tego typu zagraniach było można zyskać więcej terenu.

Nie tak pożegnanie z reprezentacją wyobrażał też sobie Stanisław Więciorek. - W rugby gram już ćwierć wieku. Kiedyś trzeba skończyć. W lidze występować będę do czerwca. Z kadrą żegnam się dziś. Jednak reprezentacji się nie odmawia. Jeśli trener w jakiejś ekstremalnej sytuacji uzna, że jestem jeszcze potrzebny, to zapewne się stawię - mówił popularny "Więcior", który na boisko wszedł w samej końcówce.

Opinie (71)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje