Wiadomości

stat

Koronawirus napędzany strachem. Jak rozmawiać o chorobie?

"Życie w czasach zarazy" może nasilać lęk przed obcymi.
"Życie w czasach zarazy" może nasilać lęk przed obcymi. fot. Mateusz Słodkowski / Trojmiasto.pl

Epidemia koronawirusa wpływa na wszystkie sfery naszego życia. Jak rozmawiać o wirusie, by uniknąć dezinformacji i dyskryminacji osób dotkniętych epidemią? Co mówić i jak mówić? - Słowa mają znaczenie - przekonują specjaliści.



Czy obawiasz się koronawirusa?

nie, to niepotrzebna panika 10%
nie boję się wirusa, ale jego skutków ekonomicznych 30%
boję się o siebie i zdrowie bliskich 60%
zakończona Łącznie głosów: 295
Życie w czasach pandemii jest bardzo wymagające dla wszystkich. Strach przed rozprzestrzeniającą się chorobą może prowadzić do etykietowania czy wytykania innych palcami. Przyczynia się również do wzrostu nieufności wobec obcych i zatajania ważnych informacji zdrowotnych, by uniknąć naznaczenia.

- Dlaczego COVID-19 powoduje stygmatyzację? Wynika to głównie z trzech czynników: choroba jest nowa i w związku z tym istnieje wiele niewiadomych, często boimy się nieznanego i bardzo łatwo wiążemy ten lęk z osobami spoza naszej społeczności, tzw. "innymi". Zrozumiałe jest poczucie zagubienia, zagrożenia i strachu w społeczeństwie. Niestety te czynniki podsycają szkodliwe stereotypy - informuje Światowa Organizacja Zdrowia.

Wszystkie informacje o koronawirusie w Trójmieście


Kluczowa komunikacja



Według WHO sposób, w jaki komunikujemy się, mówiąc o COVID-19, ma kluczowe znaczenie w podejmowaniu skutecznych działań w celu zwalczania choroby i unikania podsycania strachu i stygmatyzacji.

- Dowody jednoznacznie wskazują, że stygmatyzacja i strach związane z chorobami zakaźnymi utrudniają podjęcie odpowiednich kroków zaradczych. Tymczasem koniecznym działaniem jest budowanie zaufania do ochrony zdrowia, przekazywanie właściwych i sprawdzonych informacji, okazywanie empatii osobom dotkniętym chorobą, promowanie zrozumienia samej choroby i stosowania skutecznych, praktycznych środków prewencyjnych, w celu zapewnienia bezpieczeństwa sobie i bliskim - przekonują.
Czytaj też: "Więcej osób musi trafić do kwarantanny"

Jak wyjaśniają, słowa i określenia używane w odniesieniu do epidemii koronawirusa mają ogromne znaczenie.

- Cały język używany w odniesieniu do epidemii koronawirusa np. podejrzany przypadek, izolacja, mogą mieć negatywny wydźwięk. Używany język może utrwalać obecne w dyskursie publicznym negatywne stereotypy lub błędne założenia, wzmacniać fałszywe powiązania między chorobą a innymi czynnikami, wywołać powszechny strach lub odczłowieczyć tych, którzy chorują. Jednoczenie może to również zniechęcać ludzi do poddania się badaniom kontrolnym, proponowanej terapii czy wymaganej kwarantannie. Komunikaty o negatywnym wydźwięku mogą mieć ogromny wpływ na to, jak ludzie podejrzewani o zainfekowanie nowym koronawirusem, pacjenci, ich rodziny, a także dotknięte społeczności są postrzegane i leczone - oceniają.
Czytaj też: Koronawirus. Apel ratownika: zostańcie w domach i mówcie nam prawdę

Kwarantanna - dwutygodniowa lub dłuższa - może nasilać w ludziach poczucie zagrożenia, lęk i niepewność. Osoby, które mają poczucie utraty kontroli i niewiedzę, czują się zdezorientowane, a przez to chętniej zaczynają wierzyć w teorie, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.

- "Infodemia" dezinformacji i plotek rozprzestrzenia się szybciej niż nowy koronawirus. Przyczynia się to do negatywnych skutków, w tym stygmatyzacji i dyskryminacji osób z obszarów dotkniętych epidemią. Potrzebujemy zbiorowej solidarności i jasnych, rzetelnych, praktycznych informacji, aby wspierać społeczności i osoby dotknięte nowym wirusem. Fakty, a nie strach, powstrzymają rozprzestrzenianie się nowego koronawirusa - przekonuje WHO.

Opinie (32)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje