Wiadomości

stat

Jakub Kraszewski: Chcemy być numerem jeden w Polsce i Europie. Nowy dyrektor UCK o wyzwaniach

Jakub Kraszewski od listopada 2016 r. pełnił obowiązki dyrektora naczelnego UCK. 23 czerwca, po wygranej w konkursie na to stanowisko i akceptacji jego kandydatury przez rektora GUMedu, prof. Marcina Gruchałę, podpisał umowę zostając dyrektorem naczelnym placówki.
Jakub Kraszewski od listopada 2016 r. pełnił obowiązki dyrektora naczelnego UCK. 23 czerwca, po wygranej w konkursie na to stanowisko i akceptacji jego kandydatury przez rektora GUMedu, prof. Marcina Gruchałę, podpisał umowę zostając dyrektorem naczelnym placówki. fot. Edyta Steć/Trójmiasto.pl

- Naszym największym marzeniem jest to, aby być ośrodkiem numer jeden, nie tylko w regionie czy w skali kraju. Chcemy być wiodącym ośrodkiem także w Europie - mówi Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Z szefem największej placówki medycznej na Pomorzu rozmawiamy m.in. o rozbudowie szpitala, zmianach związanych z wdrożeniem ustawy o sieci szpitali oraz planach dotyczących poprawy jakości obsługi pacjenta.



Ewa Palińska: Niedawno otrzymał pan nominację na stanowisko dyrektora Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, ale funkcję p. o. dyrektora sprawował pan od listopada ubiegłego roku. Co, poza zmianami systemowymi, okazało się dla pana największym wyzwaniem?

Jakub Kraszewski: Z pewnością największym wyzwaniem jest budowa i przeprowadzka jednostek do Centrum Medycyny Nieinwazyjnej. Siedziba Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego nie znajduje się w centrum Gdańska, ale w dolinie otoczonej parkami i terenami zielonymi. Dlatego mieszkańcy Trójmiasta nie widzą na co dzień, jak ogromna jest to inwestycja i jak rośnie każdego dnia. Chciałbym jednak podkreślić, że budowa obu szpitali, czyli Centrum Medycyny Nieinwazyjnej i Centrum Medycyny Inwazyjnej, kosztowała prawie miliard złotych, a więc więcej niż budowa Stadionu Energa w Gdańsku.

Czy wszystkie kliniki zostaną przeniesione do CMN?

Nie wszystkie. W przypadku klinik dziecięcych nie ma takiej potrzeby. Budynki przeszły właśnie kompleksową modernizację, oddziały spełniają wszystkie standardy i są nowocześnie wyposażone. Wymagają jedynie liftingu zewnętrznego i termomodernizacji. Zmodernizowaliśmy budynek 2, częściowo również budynek nr 3. W najgorszym stanie jest obecnie budynek 4, który docelowo również znajdzie się w kompleksie pediatrycznym. Wymaga on generalnego remontu wewnątrz i z zewnątrz. Jeśli uda nam się zebrać środki i wykonać wszystkie niezbędne remonty, będziemy mieli dwa połączone centra - inwazyjne i nieinwazyjne dla pacjentów dorosłych oraz połączone z nimi najnowocześniejsze, wysokospecjalistyczne Centrum Medycyny Pediatrycznej.

Zobacz też: Diagnozują i uczą, jak żyć z chorobą. Odwiedziliśmy Ośrodek Chorób Rzadkich

Władzom Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego marzy się najnowocześniejsze, wysokospecjalistyczne Centrum Medycyny Pediatrycznej. Jeśli uda się pozyskać środki, przystąpią do realizacji tego marzenia.
Władzom Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego marzy się najnowocześniejsze, wysokospecjalistyczne Centrum Medycyny Pediatrycznej. Jeśli uda się pozyskać środki, przystąpią do realizacji tego marzenia. fot. Łukasz Unterschetz/Trojmiasto.pl
Zebranie wszystkich klinik w jednym miejscu jest korzystniejszym rozwiązaniem, niż utrzymywane placówek rozrzuconych po okolicy?

Rozproszone kliniki generują koszty i stwarzają problemy logistyczne. Obiekt zupełnie inaczej funkcjonuje, kiedy wszystko pochodzi z tego samego czasu i wykorzystuje podobną technologię. Poza tym utrzymanie takiej placówki, scentralizowanej i nowej, jest tańsze. Być może okaże się to dla kogoś zaskoczeniem, ale budowa nowego obiektu często generuje mniejsze koszty niż remont starego. Ta fizyczna bliskość ułatwia również budowanie relacji między zespołami. Dzięki temu, że pracują obok siebie, mają ułatwioną wymianę informacji, przeprowadzanie konsultacji czy migrację pacjentów. Obecnie mamy struktury pawilonowe i czasem, aby wykonać badanie czy konsultację, należy pacjenta przetransportować karetką. To nie powinno mieć miejsca.

Są takie dziedziny, na które płatnik publiczny może przeznaczyć niewielkie środki, przez co mamy związane ręce. Klasycznym przykładem jest chirurgia plastyczna, na którą zapotrzebowanie jest ogromne. Nie mam na myśli medycyny estetycznej, ale zabiegi rekonstrukcyjne po wypadkach czy leczenie wad wrodzonych, których finansowanie przez płatnika jest niewystarczające.
Jakie jest pana zdanie na temat ustawy dotyczącej tzw. sieci szpitali? Sytuacja pacjentów poprawi się, czy pogorszy?

System, jak każda zmiana, ma dobre i złe strony. Na pewno zaletą jest stabilizacja finansowania, a więc ryczałt. Będziemy wiedzieli ile pieniędzy mamy do rozdysponowania i na tej podstawie będziemy mogli racjonalnie gospodarować środkami.

Takie rozwiązanie będzie wygodniejsze dla szpitala?

Tak, pod warunkiem, że nie okaże się, że tych środków jest za mało w stosunku do zadań, które zostaną powierzone szpitalowi na najwyższym, ogólnopolskim poziomie. Nowe rozwiązanie daje nam możliwość racjonalnego gospodarowania określoną pulą pieniędzy, ale systemowo przenosi problem na nas. To my musimy decydować, na którą dziedzinę przeznaczyć ile środków. Komu zabrać, żeby komuś innemu móc dać.

Komu zatem dacie więcej, a komu zabierzecie?

Tu pojawia się problem, ponieważ nie mamy dziedzin, którym moglibyśmy cokolwiek zabrać. Przeciwnie, do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego trafia coraz więcej pacjentów. Innowacyjność oraz najwyższa jakość świadczonych usług powoduje, że stajemy się zakładnikami swojej wysokiej marki. W ubiegłym roku przyjęliśmy na oddziały ok. 105 tysięcy pacjentów, a przez poradnie specjalistyczne przewinęło się ich aż 250 tysięcy. Stosowane przez nas rozwiązania są nowatorskie, a postęp niestety kosztuje. Do tej pory system traktował nas jak każdy inny szpital, co było skrajnie niesprawiedliwe. Inne podmioty mogły realizować również usługi komercyjne, a my nie. Szpitale, które są spółkami, muszą jak każdy inny przedsiębiorca skupiać się na generowaniu zysku i unikać procedur z niską marżą lub nieopłacalnych. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne nie może sobie na to pozwolić, bo nie jest przedsiębiorcą. To Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej, wpisany do rejestru sądowego w tym samym miejscu, co inne organizacje skupiające swój wysiłek ekonomiczny na realizacji statutowego celu (fundacje, stowarzyszenia). Naszą misją jest efektywnie leczyć, dobrze uczyć i służyć nauce. Na przykład neurolodzy i radiolodzy z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego wykonują trombektomię mechaniczną - obecnie najnowocześniejszą i najskuteczniejszą metodę leczenia udarów, niestety nierentowną z powodu braku mechanizmów finansowania.

Zobacz budowę Centrum Medycyny Nieinwazyjnej z lotu ptaka

Umożliwienie szpitalowi świadczenia usług komercyjnych byłoby dobrym rozwiązaniem?

Z pewnością wyrównałoby szanse. Są takie dziedziny, na które płatnik publiczny może przeznaczyć niewielkie środki, przez co mamy związane ręce. Klasycznym przykładem jest chirurgia plastyczna, na którą zapotrzebowanie jest ogromne. Nie mam na myśli medycyny estetycznej, ale zabiegi rekonstrukcyjne po wypadkach czy leczenie wad wrodzonych, których finansowanie przez płatnika jest niewystarczające. Warto wspomnieć również o kardiologii i kardiochirurgii. Dziś wiele zabiegów zastawkowych wykonuje się metodami małoinwazyjnymi. Nie potrzeba zatem długiej hospitalizacji czy rehabilitacji, bo po kilku dniach pacjent może zostać wypisany do domu. Dla systemu tego typu zabiegi są z pozoru droższe. W rzeczywistości pacjent, który przez wiele tygodni leży w szpitalu, a później wymaga długiej rehabilitacji, generuje znacznie większe koszty w systemie ochrony zdrowia. Warto też podkreślić, że w trakcie długotrwałego leczenia pacjent nie pracuje, a więc nie odprowadza składki zdrowotnej.

Zobacz też: Nowatorskie operacje zastawki serca w Gdańsku ratują pacjentów

Wysoki poziom leczenia i innowacyjność to znaki rozpoznawcze UCK. Zespół kardiochirurgów, dla przykładu, przeprowadził niedawno pierwsze w Polsce operacje serca polegające na pozostawieniu i rekonstrukcji własnej zastawki pacjenta. Obecnie powszechnie stosowaną metodą jest wymiana wadliwej zastawki i zastąpienie jej sztucznym odpowiednikiem.

Skoro już jesteśmy przy kardiochirurgii...Pod znakiem zapytania stoi dalsza działalność Gdańskiego Centrum Sercowo Naczyniowego, dla którego zabrakło miejsca w sieci szpitali. UCK jest w stanie obsłużyć wszystkich pacjentów kardiochirurgicznych w regionie?

Przez wiele lat kardiochirurgia na Pomorzu była jedna i przy większej populacji niż obecnie nie stanowiło to żadnego problemu. Rzecz nie w tym, czy jesteśmy w stanie pomóc wszystkim pacjentom, czy nie, ale czy my chcemy być jedyną kliniką kardiochirurgiczną w regionie.

Stworzenie kardiochirurgii w Wejherowie, bo takie są plany, uważa pan za dobre rozwiązanie?

Naszym największym marzeniem jest to, aby być ośrodkiem numerem jeden, nie tylko w regionie czy w skali kraju. Chcemy być wiodącym ośrodkiem także w Europie. Najlepszym zarówno pod względem efektywności leczenia, jak również stosowanych innowacji i rozwoju.
Takie rozwiązanie z pewnością nie byłoby złe dla pacjentów. Dziś obie kliniki kardiochirurgiczne znajdują się w bliskim sąsiedztwie, a w tej dziedzinie zdarzają się przypadki nagłe, wymagające natychmiastowej interwencji. Liczy się każda minuta, dlatego dla pacjentów ze Słupska czy z Lęborka stworzenie kardiochirurgii w Wejherowie byłoby znacznie korzystniejsze, również ze względów logistycznych. W sytuacjach nagłych nie każdego można przetransportować helikopterem.

Słabą stroną UCK, co przyznał zresztą rektor GUMedu - prof. Marcin Gruchała, jest obsługa pacjentów na poziomie rejestracji.

Stale poprawiamy i usprawniamy system obsługi naszych pacjentów. Proces zmian ma jednak charakter ewolucyjny, więc wymaga czasu.

Czy to znaczy, że szpital zatrudni więcej osób do obsługi pacjentów?

Ilość psuje jakość, jak powiedział klasyk. Nam zależy przede wszystkim na poprawie jakości obsługi. Jeśli zwiększymy liczbę zatrudnionych osób, ale ich nie wyszkolimy, to będziemy mieli więcej pracowników, tyle że niekompetentnych. W żaden sposób nie poprawi to jakości obsługi. Obecnie prowadzimy stosowne szkolenia, jak również budujemy strukturę call center. Zamierzamy wdrożyć szereg rozwiązań informatycznych, które znacznie ułatwią życie pacjentów. Już teraz można sprawdzić i pobrać wyniki badań przez internet, a niebawem nasi pacjenci będą mogli otrzymać tą drogą także kompletną dokumentację dotyczącą hospitalizacji.

Jakie jest pana największe marzenie dotyczące rozwoju Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego?

Naszym największym marzeniem jest to, aby być ośrodkiem numerem jeden, nie tylko w regionie czy w skali kraju. Chcemy być wiodącym ośrodkiem także w Europie. Najlepszym zarówno pod względem efektywności leczenia, jak również stosowanych innowacji i rozwoju w oparciu o osiągnięcia naukowe Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Opinie (89) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Badania, konsultacje