Wiadomości

Przez braki w aptekach wymieniają się lekami w internecie. Legalnie?

Jedni robią to z wygody, inni szukają oszczędności, jeszcze inni próbują w ten sposób zarobić. Są też tacy, którzy decydują się na zakup leków "z drugiej ręki" bo w aptece ich nie ma, albo nie mogą dostać się do lekarza po receptę. "Czarnorynkowy" obrót lekami na portalach społecznościowych kwitnie w najlepsze, choć jest niezgodny z prawem i mimo tego, że przyjmowanie substancji pochodzących z nieznanego źródła może stanowić zagrożenie dla zdrowia.



Internet dostarcza nam towarzystwa, pozwala zorganizować czas, zrobić zakupy. W tym takie, których zrobienie tradycyjnymi metodami mogłyby okazać się nieco problematyczne, jak np. zakup leków wydawanych na receptę. Szczególnie w sytuacji, kiedy recepty nie posiadamy.

Medyczny supermarket chorujących przewlekle



Czy zdarzyło ci się kupić lek z nielegalnego źródła?

tak, często tak robię 7%
zdarzyło mi się, ale uważam, że to nieodpowiedzialne 5%
nie, ale nie wykluczam takiej możliwości 32%
nie i nie zamierzam - to skrajnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne 56%
zakończona Łącznie głosów: 290
Na facebookowych grupach poświęconych insuliooporności czy niedoczynności tarczycy aż roi się od ogłoszeń typu "przyjmę/sprzedam/oddam/zamienię" leki z określoną substancją czynną - Euthyrox i Glucophage/Metformax mają szczególne wzięcie. Członkowie tych grup w "czarnorynkowym" obrocie leków nie widzą nic zdrożnego.

- Wszyscy przyjmujemy to samo, tylko w różnych dawkach - wyznaje jeden z członków grupy poświęconej niedoczynności tarczycy. - Czasem tabletki skończą się np. tydzień przed umówioną wizytą u lekarza, a bez recepty nikt nam lekarstw nie wyda. Czasem lekarz zmienia dawkę, a ja mam wykupiony zapas na pół roku. No przecież tego nie wyrzucę, skoro jest wiele osób, które tego leku potrzebują - przekonuje.
- Wrzucam post, że potrzebuję leku i za godzinę ten lek mam. Bez konieczności umawiania się do lekarza i płacenia za wizytę tylko po to, żeby wypisał receptę.

Facebookowy "czarny rynek" lekarstwem na braki w aptekach



W ostatnich miesiącach w aptekach zaczęło brakować leków stosowanych w takich chorobach jak cukrzyca, nadciśnienie, choroby tarczycy, astma, POChP, alergia. Początkowo problem dotyczył niemal wyłącznie drogich leków oryginalnych, jednakże na chwilę obecną zaczyna również brakować popularnych leków generycznych. Liczba internetowych zapytań o leki na receptę gwałtownie wzrosła.

W aptekach brakuje leków. Sytuacja może się pogarszać


Niektórzy administratorzy grup na portalach społecznościowych wprawdzie podjęli działania, które mają ukrócić wymianę i sprzedaż leków, jednak pomysłowi internauci znaleźli sposób, aby obejść obostrzenie regulaminu.

- Admin przestrzegł, że autorzy postów dotyczących sprzedaży leków będą natychmiast banowani, więc wolimy nie ryzykować. Zamiast otwarcie informować o chęci sprzedaży czy zakupu leków wysyłamy zawoalowane sygnały - zdradza Elwira, należąca do grupy poświęconej insulinooporności. - Ostatnio napisałam w komentarzu do jakiegoś posta "lekarz zwiększył mi dawkę i 10 opakowań Glucophage do wyrzucenia, bo zrobiłam zapasy na kilka miesięcy. Jakie to głupie, że nie można tych leków nikomu oddać czy sprzedać". W ciągu 5 minut w mojej skrzynce było 50 wiadomości od osób chcących ode mnie ten lek kupić - dodaje.
W wymianie i sprzedaży leków lubują się też grupy zrzeszające młode mamy.

- W mojej dzielnicy nie ma apteki całodobowej, dlatego jeśli mam jakąś pilną potrzebę, to inne "mamuśki" zawsze pomogą - zdradza Monika, mama czteroletnich bliźniaczek. - Najczęściej są to jakieś drobnostki, jak np. sól fizjologiczna, słynny suplement na kolkę. Dość często pojawiają się też oferty i zapytania dotyczące wszelkiego rodzaju leków do inhalacji, bo komuś po chorobie zostało np. kilka ampułek, a ktoś inny potrzebuje tylko trzy, a w aptece sprzedają w większej ilości - wyjaśnia.
Administratorzy grup na portalach społecznościowych walczą z nielegalną sprzedażą leków, ale sprytni internauci potrafią ich przechytrzyć.
Administratorzy grup na portalach społecznościowych walczą z nielegalną sprzedażą leków, ale sprytni internauci potrafią ich przechytrzyć. Zrzut ekranu z www.facebook.com

Sprzedaż leków poza apteką jest niezgodna z prawem, ale szkodliwość czynu jest niska



Zgodnie z ustawą Prawo farmaceutyczne obrót detaliczny produktami leczniczymi może być prowadzony wyłącznie w aptekach ogólnodostępnych, punktach aptecznych i placówkach obrotu pozaaptecznego. Zgodnie z art. 68 ust. 3 ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne dopuszcza się prowadzenie przez apteki ogólnodostępne i punkty apteczne wysyłkowej sprzedaży produktów leczniczych, ale pod pewnymi warunkami. Sprzedaż internetowa może dotyczyć wyłącznie produktów leczniczych wydawanych bez recepty (czyli bez przepisu lekarza) i z wyjątkiem produktów, których wydawanie jest ograniczone wiekiem pacjenta.

- Należy dodać, że osoba, która dostarcza lub udostępnia odpłatnie albo nieodpłatnie sfałszowany produkt leczniczy lub sfałszowaną substancję czynną lub przechowuje w tym celu sfałszowany produkt leczniczy lub sfałszowaną substancję czynną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do pięciu lat (art. 124b ust. 2 pkt 2 ustawy - Prawo Farmaceutyczne) - podkreśla Dominika Walczak z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.
Choć członkowie grup na portalach społecznościowych bezwzględnie łamią prawo, to konsekwencje prawne wyciąga się wobec nich niezwykle rzadko.

- Trwa regularna walka z nielegalną sprzedażą leków na masową skalę czy "Odwróconym łańcuchem dystrybucji leków" [w dużym uproszczeniu - kupowanie dużej ilości leków w Polsce celem sprzedania jej za wyższą cenę za granicą - red.], ale osobami, które kupują bądź sprzedają leki na portalach społecznościowych policja się nie interesuje, tłumacząc to niską szkodliwością czynu - mówi mgr farm. Andrzej Denis, rzecznik Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. - Pamiętajmy jednak, że kupowanie leków z niepewnych i nieznanych źródeł jest nie tylko niezgodne z prawem, ale przede wszystkim bardzo groźne dla zdrowia - przestrzega.
Zbędne, przeterminowane leki można nieodpłatnie dostarczyć do konkretnych aptek, w których ustawiono specjalne pojemniki, pozwalające na pozbywanie się ich w bezpieczny sposób (tzw. konfiskatory). Następnie leki trafiają do miejsca bezpiecznej utylizacji. Cały proces odbywa się więc pod okiem odpowiednich instytucji. Pod żadnym pozorem nie powinno się ich sprzedawać bądź odstępować.
Zbędne, przeterminowane leki można nieodpłatnie dostarczyć do konkretnych aptek, w których ustawiono specjalne pojemniki, pozwalające na pozbywanie się ich w bezpieczny sposób (tzw. konfiskatory). Następnie leki trafiają do miejsca bezpiecznej utylizacji. Cały proces odbywa się więc pod okiem odpowiednich instytucji. Pod żadnym pozorem nie powinno się ich sprzedawać bądź odstępować. fot. Alexander Raths/123rf.com

Kupujesz leki na Facebooku? Uważaj, bo możesz sobie zaszkodzić



Kupowanie leków z niewiadomego źródła jest niezwykle ryzykowne i może mieć tragiczne skutki dla naszego zdrowia i życia. Oto kilka najważniejszych przykładów, podanych przez Główny Inspektorat Farmaceutyczny:

  • lek nie zadziała, ponieważ nie mamy pewności, co kupujemy i jaka substancja czynna znajduje się w tych tabletkach,
  • lek może zaszkodzić, ponieważ leki mogą być przeterminowane lub przechowywane w nieodpowiednich warunkach,
  • lek może wywołać poważną chorobę, ponieważ nie mamy pewności, że leki te pochodzą z legalnego źródła, czy nie są sfałszowane i jakie będzie ich działanie,
  • lek spowoduje uzależnienie, ponieważ pod uczestników forów mogą podszywać się osoby, które celowo sprzedają leki o działaniu silnie uzależniającym,
  • lek wywoła chorobę psychiczną, ponieważ może zawierać substancje wycofane ze względu na negatywny wpływ na psychikę,
  • w najczarniejszym scenariuszu lek może wywołać śmierć, ponieważ w leku będą zawarte substancje trujące.


Choć powyższa lista daje do myślenia, podanie jej do wiadomości użytkownikom portali społecznościowych raczej nie wpłynie znacząco na ograniczenie handlu lekami w internecie.

- Zgadzam się ze wszystkim, co napisano powyżej, ale mnie to nie dotyczy - kupuję wyłącznie tabletki, a na blistrach jest wytłoczony termin ważności. Raczej mi nie zaszkodzą - kwituje Alina, chorująca na niedoczynność tarczycy.
- Nie słyszałam o przypadku, aby ktoś na naszej grupie się skarżył, że zatruł się lekami. Jesteśmy odpowiedzialnymi matkami i żadna z nas nie sprzedałaby innej mamie leku, który mógłby zaszkodzić jej maleństwu - dodaje Karina, administrator grupy poświęconej macierzyństwu.

Badania, konsultacje