Czy deszcz, czy noc. Ratownicy-ochotnicy szukają zaginionych

Ratownicy przyznają, że jedno słowo "dziękuję" od rodziny odnalezionej osoby dodaje im skrzydeł na kolejne miesiące.
Ratownicy przyznają, że jedno słowo "dziękuję" od rodziny odnalezionej osoby dodaje im skrzydeł na kolejne miesiące. mat. prasowe

W zeszłym roku szukali zaginionych 50 razy, w tym już ponad 40. Ruszają bez względu na porę dnia i pogodę. I nikt im za to nie płaci. Ratownicy Poszukiwawczego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (POPR) od 20 lat poszukują zaginionych. - Chcielibyśmy za każdym razem odnaleźć zaginionego całego i zdrowego, ale nawet odnalezienie ciała osoby zaginionej jest sukcesem - przyznaje Adam Walikowski, naczelnik POPR.



Adam Walikowski, naczelnik służby ratowniczej POPR
Adam Walikowski, naczelnik służby ratowniczej POPR mat. prasowe
Katarzyna Przyborowicz: Jak to właściwie jest z POPR? Jesteście ratownikami, płacą wam za akcje?

Adam Walikowski: W POPR pracujemy społecznie, na zasadzie wolontariatu. Szkolimy się i ruszamy na akcje z własnej woli, z potrzeby niesienia pomocy innym. "Zapłatą" jest możliwość wspólnego działania z pasjonatami ratownictwa i satysfakcja z dobrze wykonanego zadania. To nam wystarcza.

Ilu was jest?

- W POPR działa 60 osób. Średnio na każdych poszukiwaniach stawia się 15 ratowników.

Jak takie poszukiwania wyglądają krok po kroku? Od czego zaczynacie?

- Działamy zawsze na prośbę policji, nigdy na własną rękę. Mamy umowy o współpracy z Komendami Miejskimi oraz Komendą Wojewódzką Policji w Gdańsku. Gdy na nasz numer alarmowy zadzwoni rodzina osoby zaginionej z prośbą o pomoc, zawsze weryfikujemy takie zgłoszenie w jednostce policji, która prowadzi poszukiwania i działamy tylko na jej wyraźne polecenie.

Umiał(a)byś udzielić komuś pierwszej pomocy?

Zobacz wyniki (550)
Zdarzały się już sytuacje, gdy członkowie rodziny wzywali nas do poszukiwań bliskich tylko po to, żeby zrobić sobie pewnego rodzaju alibi. Po czasie okazywało się, że są zamieszani w zaginięcie lub wręcz sami do niego doprowadzili.

Czy poszukiwania czymś różnią się od siebie?

- Każde jest inne. Wbrew pozorom najmniej stresujące są te, o których wiemy, że idziemy szukać już tylko zwłok. Brzmi kontrowersyjnie, ale tak jest. W przypadku poszukiwania ciała ratownicy całą swoją uwagę poświęcają na wolne, dokładne i skrupulatne sprawdzanie terenu. Wtedy wszystko robimy najdokładniej, bo wiemy, że już - niestety - nie możemy pomóc. Takie akcje zazwyczaj planuje się z wyprzedzeniem, jesteśmy do nich lepiej przygotowani, znamy teren, w którym będziemy działać, przez co działania stają się bezpieczniejsze.

A te najtrudniejsze?

- To akcje, w których mamy mało czasu na przygotowanie się do wyjazdu, gdzie życie i zdrowie osób zaginionych jest zagrożone. Działamy pod presją czasu, w stresie. W takich sytuacjach bardzo łatwo o pomyłki i wypadek.

Częściej szukacie zaginionych czy już tylko zwłok?

- Zdecydowanie więcej jest tych trudnych akcji, gdzie życie i zdrowie zaginionych jest zagrożone. Tego typu wyjazdy najczęściej dotyczą osób wykazujących myśli samobójcze lub - mówiąc wprost - wyszły do lasu, żeby odebrać sobie życie... W ubiegłym roku braliśmy udział w 50 akcjach na terenie całego województwa, z czego 80 proc. dotyczyło prób samobójczych. Niestety w niektórych przypadkach na pomoc było już za późno. W tym roku do działań byliśmy dysponowani 41 razy. Podobnie jak w zeszłym roku, większość wezwań dotyczy samobójców.

Kto najczęściej potrzebuje waszej pomocy?

- Statystycznie najwięcej akcji dotyczy mężczyzn w wieku około 30-40 lat. W ciągu ostatnich dwóch lat zauważyliśmy też znaczny wzrost zaginięć wśród dzieci i młodzieży. Z policyjnych statystyk wynika, że w ostatnim czasie aż kilkukrotnie wzrosła liczba podejmowanych przez młodzież prób samobójczych.

- Proszę opisać jakieś akcje, by dać nam wyobrażenie tego, co robicie.

Pamiętam poszukiwania starszej kobiety, która została przywieziona do szpitala z objawami rozwijającego się udaru mózgu. Kobieta ta, korzystając z nieuwagi medyków, wieczorem samowolnie opuściła szpital i zaginęła. Poszukiwania trwały całą noc. Następnego dnia znaleźliśmy ją przysypaną stertą śmieci i gruzu w pobliżu szpitala. Wystawała tylko jej dłoń. Żyła, ale wymagała natychmiastowej pomocy medycznej, jej stan był bardzo poważny. Okazało się, że zaginiona nie zdawała sobie sprawy ze swojego stanu zdrowia i nie była świadoma swoich czynów. Przez pewien czas chodziła w pobliżu szpitala, a gdy zrobiło się zimno, "schowała się" w poremontowym wysypisku...

Innym razem szukaliśmy mężczyzny, który zaginął na terenie powiatu wejherowskiego. To była jesień. Ten człowiek, idąc wieczorem leśną ścieżką, potknął się i spadł ze stromej skarpy do dość głębokiej dziury. Ze ścieżki, którą szedł, nie było go widać. Mężczyzna miał uszkodzenia kręgosłupa i uraz nogi, nie mógł się ruszyć. Leżał tam dobę. Udało się go odnaleźć, jednak musieliśmy wydostać go przy zastosowaniu technik linowych oraz specjalistycznych noszy - teren był trudny, skarpa stroma, było ślisko. Wraz z okolicznymi jednostkami OSP i PSP ewakuowaliśmy go i przekazaliśmy ratownikom medycznym. To była bardzo wymagająca akcja pod względem kondycyjnym.

Z zawodu jest pan policjantem. Brakuje panu adrenaliny w pracy, że działa pan też w POPR?

- Jest wśród nas wielu policjantów, ratowników medycznych oraz osób zawodowo związanych z mundurem i służbami. Służba w POPR to świetne uzupełnienie mojej policyjnej działalności. Często zdarzało się, że po kilkugodzinnych działaniach poszukiwawczych prowadzonych z ramienia policji przebierałem się w czerwony mundur i działałem dalej, ale już z naszywką POPR. Wychodzi na to, że ratownictwo uzależnia.

Służby traktują was poważnie?

- Myślę, że liczba wyjazdów i fakt, że duża część ratowników POPR to funkcjonariusze i zawodowi ratownicy medyczni, sprawia, że jesteśmy w ratowniczym świecie traktowani poważnie. Zawsze powtarzamy, że ratownictwo ochotnicze ma wspierać, a nie zastępować czy rywalizować z profesjonalnymi i zawodowymi jednostkami.

Z jakimi jednostkami współpracujecie najczęściej?

- Najczęściej współpracujemy z policją, strażą pożarna, Państwowym Ratownictwem Medycznym i innymi jednostkami o podobnym do naszego profilu działalności. Z CRiIM MOPS w ramach projektu "Gdyńscy Ratownicy dla Ulicy" docieramy do miejsc, w których przebywają bezdomni, by upewnić się, że nic im nie zagraża, a jeśli trzeba - udzielić im pomocy. Z OSP GPR Gdańsk (Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza Ochotniczej Straży Pożarnej), który tworzony jest przez zespół naprawdę doświadczonych ratowników, świetnie się uzupełniamy - OSP GPR specjalizuje się w szkoleniu psów ratowniczych i działaniach gruzowiskowych, my natomiast w nawigacji i typowym ratownictwie.

Czujecie się docenieni?

- To podchwytliwe pytanie (śmiech). Myślę, że tak. Nie robimy tego dla oklasków, ale jest nam miło, gdy ktoś docenia naszą działalność. Jedno "dziękuję" przekazane przez bliskiego osoby zaginionej skutecznie ładuje baterie.

Skoro działacie za "dziękuję", to skąd macie na bieżące potrzeby?

- Zarabiamy sami na siebie, biorąc udział w zabezpieczeniach medycznych. Mam na myśli stowarzyszenie POPR i jego bieżące potrzeby, bo ratownicy nie otrzymują żadnego wynagrodzenia. Mamy też wsparcie sponsorów oraz różnych instytucji.

Miesiąc temu otrzymaliśmy z Miejskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdyni karetkę, która będzie wykorzystywana do zabezpieczenia akcji poszukiwawczych i podczas zabezpieczeń medycznych.

Dzięki wsparciu Rady Dzielnicy Kamienna Góra nasi ratownicy zostali wyposażeni w profesjonalną odzież ochronną. Największy problem w tej chwili stanowi dla nas siedziba. Miejsce, w którym obecnie magazynujemy sprzęt, jest dla nas za małe, a nie stać nas na wynajęcie większego.


Wygraliście też tegoroczny gdyński Budżet Obywatelski. A to oznacza, że wspierają was też zwykli gdynianie.

- Jesteśmy ogromnie wdzięczni za każdy oddany na nasz projekt głos. Sami nie dalibyśmy rady zakupić specjalistycznego samochodu. W przyszłym roku odbieramy go, bo przystosowanie go do funkcji, jaką będzie pełnił, wymaga czasu. Pojazd bardzo usprawni naszą działalność. Nie możemy się doczekać, kiedy włączymy go do naszej floty.

Planujecie kolejne nabory do POPR?

- Tak, nabór do grupy prowadzimy dwa razy do roku. Jesienią oraz na wiosnę. Najbliższy nabór odbędzie się 30 października. O szczegółach można dowiedzieć się na naszej stronie na Facebooku.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (67)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Masz trądzik? Pozbądź się problemu
Masz trądzik? Pozbądź się problemu
badania, konsultacje
gru 11
sobota, g. 10:00
Gdynia, Medyczna Gdynia Sp. z o.o.
Warsztaty z odpoczywania
Warsztaty z odpoczywania
słuchowisko
gru 20
poniedziałek, g. 18:30
Gdańsk, Projektornia
Skontroluj swoje znamiona
Skontroluj swoje znamiona
badania, konsultacje
gru 12
niedziela, g. 9:00
Gdynia, Medyczna Gdynia Sp. z o.o.

Ogłoszenia polecane

Najczęściej czytane