Wiadomości

stat

Noworoczne postanowienia porzucone, czyli czas na prawdziwe zmiany

Bezmyślne kupowanie wszystkiego, co nam wpadnie w ręce skutkuje nie tylko obrastaniem w masę niepotrzebnych rzeczy, ale również frustracją finansową i zamartwianiem się o przyszłość.
Bezmyślne kupowanie wszystkiego, co nam wpadnie w ręce skutkuje nie tylko obrastaniem w masę niepotrzebnych rzeczy, ale również frustracją finansową i zamartwianiem się o przyszłość. fot. 123rf.com

Schudnę, zrobię porządek w szafie, przestawię meble żeby coś zmienić w swoim mieszkaniu - dlaczego tak łatwo zapominamy o postanowieniach noworocznych? Większość z nas na pewno nie raz przekonała się, że pierwszy stycznia to słaby moment na zaczynanie czegokolwiek i planowanie zmiany. Ale nowy rok już taki nowy nie jest, dlatego może warto pójść dalej i podjąć próbę uporządkowania życia? Zwłaszcza, że profity są niezłe: więcej czasu, więcej energii, więcej powodów do zadowolenia.



Jak wynika z badań, ok. 90 proc. ludzi porzuca wszelkie postanowienia noworoczne już na etapie pierwszego miesiąca. A może wprowadzić w życie pewne zmiany? Czas na wielkie sprzątanie.

Dobrze ci z sobą?



Czy nadal trwasz przy swoich postanowieniach noworocznych?

zdecydowanie tak 25%
już nie 8%
tak, ale nie w takim wymiarze jaki zakładałem(-am) 11%
nie miałem(-am) postanowień noworocznych 56%
zakończona Łącznie głosów: 238
Psychologowie mówią, że aby wywołać zmiany wokół siebie, należy zacząć... od zmian w sobie. Mówiąc wprost: jeżeli będzie ci dobrze z samym sobą, będzie ci się lepiej funkcjonowało z innymi. Wystarczy zadbać o swój dobrostan, a przecież nikt tego nie zrobi od nas lepiej niż my sami. Dobrostan psychiczny to czerpanie radości i zadowolenia z życia i poczucie, że ma ono głębszy sens. To dbanie o swój komfort, spokój, które wpływają na nasz byt. Jak zatem budować i troszczyć się o swój dobrostan?

Na pewno nie pomoże nam rozpamiętywanie trudnych doświadczeń, niepowodzeń, porażek i nieustanne użalanie się nad sobą. Zwłaszcza konkluzja: "bo mnie się nigdy nic nie udaje" i porównywanie się z innymi jest ryzykowne. Jeżeli będziemy oceniali swoje dotychczasowe osiągnięcia z cudzymi, szybko okaże się, że są one co prawda zgodne z naszymi aspiracjami, ale niższe niż osiągnięcia niektórych osób z otoczenia. To wspaniała pożywka dla negatywnych emocji - nasze działania będziemy nieustannie określali hasłem "za mało" i w efekcie będziemy się czuli gorsi od innych.

Psychologowie zaznaczają, że trudno o dobrostan psychiczny, jeśli odpuszczamy sobie, czyli gdy przestajemy zabiegać o dobre życie. A nasz dobrostan zależy w dużej mierze od tego, co robimy. Warto zwrócić uwagę, czy systematycznie robimy to, co lubimy, z czego czerpiemy radość i satysfakcję. Bardzo pomaga tu znajomość siebie - warto wiedzieć, jakie posiadamy atuty, ale również jakie braki. Aby osiągnąć satysfakcję trzeba umieć dostosowywać to, co robimy, do swoich aspiracji, celów, zdolności, doświadczenia życiowego, ale również naszych możliwości działania. Interesujmy się własnym życiem - uważnie patrzmy na to, co robimy i czy to nas uszczęśliwia.

Aby osiągnąć satysfakcję trzeba umieć dostosowywać to, co robimy, do swoich aspiracji, celów, zdolności, doświadczenia życiowego, ale również naszych możliwości działania.
Aby osiągnąć satysfakcję trzeba umieć dostosowywać to, co robimy, do swoich aspiracji, celów, zdolności, doświadczenia życiowego, ale również naszych możliwości działania. fot. 123rf.com

Dobry nawyk w trzy tygodnie



Życiowe wyzwania nie powinny Cię paraliżować. Powinny pomóc Ci odkryć, kim naprawdę jesteś (Bernice Johnson Reagon)
Ile osób, tyle nawyków. Mamy przyzwyczajenia dobre, i te, niestety, złe. Część z nich przejęliśmy od bliskich nam osób, które nas wychowywały, inne "wypracowaliśmy" sami w ciągu wielu miesięcy lub lat - stały się odpowiedzią na warunki życia, problemy emocjonalne, stres. Jeśli nawyk nas buduje, dodaje sił i energii - możemy się tylko cieszyć, ponieważ może być on mocnym fundamentem - naszego zdrowia, witalności, urody, czy sukcesu. Gorzej jednak, gdy nawyk nas stopniowo wyniszcza i gdy negatywnie wpływa na życie.

Warto zatem przyjrzeć się złym nawykom i spróbować je wyeliminować z życia. Każda zmiana to proces i wymaga czasu. Jeszcze w XX wieku chirurg plastyczny Maxwell Maltz stwierdził, że wystarczy minimum 21 dni (czyli trzy tygodnie), aby wyrobić w sobie nowy nawyk lub by ostatecznie pozbyć się starego. Długo? Krótko? Trudno to jednoznacznie określić, ponieważ u każdego ten czas będzie wyglądał inaczej, jak również na tempo jego pozbywania się wpłynie siła przyzwyczajenia. Warto jednak podjąć próbę wyplenienia tego, co nas stopniowo osłabia i wyniszcza.

"Rachunek sumienia"



Jakie nawyki warto eliminować? Przede wszystkim te, które utrudniają nam funkcjonowanie i negatywnie wpływają na jakość naszego życia. Warto przyjrzeć się naszym nawykom i uczciwie stwierdzić, które z nich nie poprawiają jakości naszego życia, ale zaburzają jego rytm i zwyczajnie nam szkodzą. To może być bardzo późne chodzenie spać (w wyniku którego ciągle śpimy za krótko i w ciągu dnia jesteśmy jak zombie), niejedzenie śniadania albo głodzenie się przez cały dzień i opychanie późnym wieczorem (oto sekret wiecznego zmęczenia, braku energii i nadwagi).

A nasze podejście do codziennych spraw? Odkładanie wszystkiego na później powoduje, że sprawy do załatwienia kumulują się i przygniatają nas swoim ogromem, co z kolei prowadzi do poczucia bezradności, a nierzadko paniki. Warto tworzyć listę zadań i stopniowo wykreślać z niej to, co załatwiliśmy. Symboliczny krzyżyk czy "ptaszek" postawiony przy załatwionej sprawie skutkuje wielką satysfakcją i napędza nas do kolejnego działania.

Jeden dzień na raz - to wystarczy. Nie oglądaj się za siebie i nie martw się przeszłością, ponieważ jej już nie ma. I nie niepokój się o przyszłość, bo ta jeszcze nie nadeszła. Żyj teraźniejszością i rób to tak pięknie, by była warta wspominania (Ida Scott Taylor)
A nawyki zakupowe? Kompulsywne nabywanie wszystkiego, bo okazja, bo taniej, bo teraz albo nigdy? Bezmyślne kupowanie wszystkiego, co nam wpadnie w ręce skutkuje nie tylko obrastaniem w masę niepotrzebnych rzeczy, ale również frustracją finansową i zamartwianiem się o przyszłość. No bo jak tu odłożyć cokolwiek na tzw. "czarną godzinę", skoro wszystko przepuszczamy na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy? Oprócz frustracji finansowej skutkiem ciągłego kupowania jest jeszcze inna rzecz. Obrastając w kolejne rzeczy tracimy czas na sprzątanie wiecznie zagraconej przestrzeni życiowej (szafy, piwnicy, salonu) zamiast w tym czasie wypoczywać, spędzać czas z najbliższymi, realizować się towarzysko albo rozwijać swoje pasje i zainteresowania. Efekt? Marudzimy, że wiecznie sprzątamy...

Złym nawykiem może być również zbyt długie ślęczenie przed komputerem lub telewizorem, brak ruchu albo nieustanne buszowanie po social mediach. Efekt to ciągły brak czasu, jego zła organizacja i stres, bo brakuje nam czasu na inne czynności. A przecież codzienne śledzenie poczynań naszego eks w mediach społecznościowych i obserwowanie cudzego, na pozór idealnego życia, dodatkowo psuje nam humor i wywołuje frustrację. Warto tkwić w takim nawyku? Nie. Zamiast skupiać się na tym, co nas absolutnie nie dotyczy (cudze dzieci, cudze wakacje, cudze decyzje oznajmiane całemu światu w mediach społecznościowych), lepiej pochylić się nad własnym życiem i zastanowić, co możemy w nim poprawić. A kiedy już stworzymy listę poprawek, należy działać.

Codzienne śledzenie poczynań naszego eks w mediach społecznościowych i obserwowanie cudzego, na pozór idealnego życia, dodatkowo psuje nam humor i wywołuje frustrację.
Codzienne śledzenie poczynań naszego eks w mediach społecznościowych i obserwowanie cudzego, na pozór idealnego życia, dodatkowo psuje nam humor i wywołuje frustrację. fot. 123rf.com

Pożeracze energii



Sprzątanie można, a czasami wręcz trzeba przenieść również na płaszczyznę towarzyską. Chyba każdy z nas ma wokół siebie osoby, które na co dzień w jakiś sposób utrudniają albo wręcz psują mu życie. Jedni demolują nam dobry nastrój nieustannym skupieniem na sobie, chwaleniem się, krytykowaniem, inni wbijają nam szpile, komentując nasze wybory i decyzje, a gdy czujemy się urażeni, rzucają ze zdziwieniem "przecież żartowałam!".

Najprostszą i zazwyczaj najrozsądniejszą metodą postępowania w kontaktach z ludźmi narzekającymi, którzy nie chcą zmienić swojego zachowania, jest trzymanie się od nich z daleka... (Wayne W. Dyer, Kieruj swoim życiem)
Są jeszcze pożeracze naszego czasu i energii, przyzwyczajeni, że zawsze mogą liczyć na naszą pomoc, nawet wtedy, gdy nam wali się świat. To na przykład koleżanki (szumnie nazywające siebie naszymi przyjaciółkami), które nieustannie przygniatają nas swoimi problemami, wiszą godzinami na telefonie, opowiadając o sercowych rozterkach, mając w nosie nasze kłopoty. Nigdy nie pytają, co u nas, czy czegoś nie potrzebujemy, za to one potrzebują nas 24 h... To frustrujące, kiedy my potrzebujemy pomocy i nagle spośród dużego grona przyjaciół nikt nie ma czasu ani chęci, aby ruszyć nam na ratunek. Albo znajomy, który wiecznie "nie ma kasy", nagminnie pożycza od nas i zawsze trudno mu oddać pożyczkę. I jeszcze współpracownik, który obciąża nas swoimi zadaniami, bo zawsze coś mu wypada, a tak naprawdę jest po prostu źle zorganizowany albo leniwy. Uciążliwi są również znajomi, którzy zawsze znajdą czas, aby spontanicznie wpaść do nas na domówkę, ogołocić nam lodówkę i opróżnić nam barek i którzy jakoś nie kwapią się, aby zrewanżować się zaproszeniem do siebie.

Może zatem najwyższy czas uruchomić asertywność i zmienić swoje podejście? Potrzebujesz pomocy? Powiedz o tym wprost. Wypowiedziane z mocą "potrzebuję twojego wsparcia i pomocy" może zadziałać jak magiczne zaklęcie. Jeżeli to nie przyniesie skutku, bo inne sprawy będą dla przyjaciela zawsze bardziej istotne, warto się zastanowić nad jakością tej przyjaźni... Niestety, wychowywanie znajomych łatwe nie będzie, zwłaszcza, gdy przez lata przyzwyczailiśmy ich do pewnego stanu rzeczy. Najlepiej stopniowo odzwyczajać ich od pewnych sytuacji, a istnieje cień szansy, że po kilku naszych odmowach spuszczą z tonu. Można również postawić sprawę uczciwie i powiedzieć, że mamy dosyć ciągłych wizyt, bo reorganizują nam życie i rujnują portfel, że czujemy się przytłoczeni milionem cudzych spraw, że poświęcamy masę czasu na rzeczy, które de facto nas nie dotyczą. Ryzyko? Reakcją może być obrażenie się, a nawet zerwanie znajomości. Z drugiej strony grzeczne, uczciwe i rzeczowe postawienie sprawy jeszcze nikomu nie wyrządziło krzywdy - jeżeli przyjaciele cenią znajomość z nami, zrozumieją naszą frustrację i uszanują zmianę, którą chcemy wprowadzić. A jeżeli nie zrozumieją, cóż... może ta znajomość wcale nie jest taka cenna?

Wszystko ma swój kres, również niektóre relacje i często po prostu je kończymy. Jeżeli więc czujemy, że mamy do czynienia z toksycznymi ludźmi, którzy od dłuższego czasu (a może od zawsze?) nieustannie obniżają poczucie naszej wartości, oceniają nas, krytykują, a ponadto zwyczajnie marnują nasz czas, należy ich od siebie odsunąć. Szkoda czasu na takie znajomości, bo drugiego życia nikt nam nie da.

To frustrujące, kiedy my potrzebujemy pomocy i nagle spośród dużego grona przyjaciół nikt nie ma czasu ani chęci, aby ruszyć nam na ratunek.
To frustrujące, kiedy my potrzebujemy pomocy i nagle spośród dużego grona przyjaciół nikt nie ma czasu ani chęci, aby ruszyć nam na ratunek. fot. 123rf.com

Badania, konsultacje