Wiadomości

stat

Stałe dyżury kardiologiczne na KOR-ze

Prof. Grzegorz Raczak, kierownik Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.
Prof. Grzegorz Raczak, kierownik Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. fot. Łukasz Głowala/Trójmiasto.pl

Od 1 stycznia br. Kliniczny Oddział Ratunkowy wprowadził, zamiast dotychczasowych dyżurów interwencyjnych, stałe dyżury kardiologiczne. Ma to pomóc w szybszym wykrywaniu schorzeń układu krążenia bądź w ich wykluczeniu, jeszcze zanim pacjent zostanie przyjęty na oddział. O tym, dlaczego UCK zdecydowało się na ten krok rozmawiamy z profesorem Grzegorzem Raczakiem, kierownikiem Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca UCK.



Czy zdarzyło ci się pojechać na SOR tylko po to, aby skorzystać z porady specjalisty lub zrobić za darmo badania?

tak, zdarzyło mi się niejednokrotnie

5%

zrobiłe(a)m tak tylko raz, w ramach wyjątku

4%

nie, ale nie wykluczam takiej możliwości, jeśli pilnej porady bądź badań będę potrzebował(a)

16%

nie i nie zamierzam, ponieważ to nieetyczne - SOR to miejsce, gdzie ratuje się życie, a nie poradnia specjalistyczna

75%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 481
Ewa Palińska: Panie profesorze, jest wiele schorzeń i wielu specjalistów, którzy w sytuacji zagrożenia mogą uratować życie. Dlaczego zatem zdecydowali się państwo na wprowadzenie na Klinicznym Oddziale Ratunkowym całodobowych dyżurów właśnie kardiologicznych?

Grzegorz Raczak: My, kardiolodzy, często mawiamy "czas to mięsień", dlatego że podczas ratowania życia u chorego z zawałem serca każda sekunda jest na wagę złota. Im dłużej tętnica jest zamknięta, tym większy obszar serca umiera. Oznacza to, że pacjent musi jak najszybciej trafić na stół, na którym, kolokwialnie mówiąc, przepchane zostaną te naczynia, które zostały zapchane. Im wcześniej rozpocznie się leczenie, tym większe mamy szanse na uratowanie pacjenta. Stąd też nasze starania, aby pacjent docierał na stół operacyjny jak najszybciej.

Tak ma się stać dzięki wprowadzonej od tego roku stałej obecności kardiologów na waszym oddziale ratunkowym, prawda?

Tak, ale nie tylko. Po pierwsze, i jest to zadanie bardzo trudne, należy obudzić świadomość w społeczeństwie, że jeżeli mamy do czynienia z bólem zamostkowym, szczególnie kiedy pozostajemy w spoczynku, zwłaszcza u osoby z rozpoznaną wcześniej chorobą wieńcową, należy jak najszybciej zadzwonić pod numer alarmowy i wezwać pomoc. To skróci czas od zamknięcia naczynia do interwencji kardiologicznej.

Ale nie mamy przecież wpływu na to, dokąd nas karetka zawiezie.

Troszeczkę tak, bo jeśli mamy do czynienia z bólem w klatce piersiowej, to lekarz karetki wie zazwyczaj, że należy takiego pacjenta zawieźć do takiej placówki, która posiada pracownię hemodynamiczną.

A czy najlepszym rozwiązaniem nie byłoby robienie elektrokardiogramu już w karetce i wysyłanie wyników do szpitalnego kardiologa za pomocą urządzeń do teletransmisji?

Kilka lat temu, kiedy pracowni hemodynamicznych było mniej i dojazd do nich trwał długo, szczególnie na obszarach oddalonych od dużych miast, możliwość zrobienia i skonsultowania ekg jeszcze w karetce była niezwykle istotna. Jeśli pacjent skarżył się na ból w piersiach, to jechał do szpitala powiatowego, wyładowywali go z karetki, zawozili na izbę. To wszystko trwało. Tam ktoś go obejrzał, zrobił ekg i w końcu mówili "biegiem do pracowni hemodynamicznej". I znowu karetka załadowywała go i wiozła dalej. W tej chwili ciężko wskazać placówkę, która nie posiada pracowni hemodynamicznej. Tak więc potrzeba telemedycznego przekazywania danych jest znacznie mniejsza niż kiedyś.

Od 1 stycznia br. Kliniczny Oddział Ratunkowy wprowadził, zamiast dotychczasowych dyżurów interwencyjnych, stałe dyżury kardiologiczne.
Od 1 stycznia br. Kliniczny Oddział Ratunkowy wprowadził, zamiast dotychczasowych dyżurów interwencyjnych, stałe dyżury kardiologiczne. fot. GUMed
Wróćmy do naszego pacjenta. Wezwano pomoc, przyjechała karetka i zawiozła go na SOR bądź KOR. Co dalej?

Kiedy pacjent trafia na oddział ratunkowy może być różnie. Może się na przykład okazać, że utknie na takim SOR-ze na długie godziny, bo jak doskonale wiemy, SOR-y z reguły są oblężone.

Tam w dobrej organizacji pracy pomaga system triażowy, polegający na klasyfikacji pacjentów.

Tak jest - pacjenci są dzieleni na tych, którzy wymagają pomocy natychmiastowej, pilnej i z najniższym stopniem ryzyka. Może się jednak zdarzyć, że pacjenci, którzy wymagają pilnej pomocy kardiologa, zostają mylnie sklasyfikowani, a długi czas oczekiwania skutkuje uszkodzeniem mięśnia sercowego. Stąd też nasze działania, które mają na celu również poprawienie jakości tej selekcji.

Nadchodzi wreszcie ten moment, kiedy pacjent na Klinicznym Oddziale Ratunkowym spotyka pełniącego tam dyżur kardiologa.

Kardiolog wzywany jest przez internistę. Zbiera wywiad, zleca odpowiednie badania, na miejscu wykonuje badanie echo serca, które jest bardzo ważne w szybkiej ocenie chorego i podejmowaniu właściwych decyzji. Kardiolog po przeprowadzeniu kompleksowych badań może na przykład odsiać pacjentów, którzy nie muszą leżeć na kardiologii. Pomoże nam to uniknąć ryzyka, że jeśli w późnych godzinach nocnych pojawi się nagły przypadek, zawał lub tzw. burza elektryczna, nie będziemy mieli gdzie pacjenta położyć, bo oddział będzie wcześniej wypełniony osobami, które powinny leżeć na innych oddziałach. Ja rozumiem, że z punktu widzenia pacjenta konieczność wielogodzinnego oczekiwania jest skandalem - chory człowiek, z bólem brzucha czy wysoką gorączką, najchętniej położyłby się do łóżka, a nie siedział w poczekalni. Jednak wszystkich nie da się obsłużyć natychmiast, chorzy mniej zagrożeni muszą trochę poczekać, choć oczywiście im krócej, tym lepiej. Natomiast chorzy z zawałem serca muszą być załatwieni szybko. Tracą najwięcej na czekaniu, ponieważ jeśli zwłoka jest duża, to nawet jak uratujemy chorego, to często będzie to kaleka z ciężką niewydolnością serca.

A czy podając informację o stałym dyżurze kardiologicznym nie obawia się pan, że pacjenci będą symulowali i przyjeżdżali na KOR po poradę, skoro tak trudno umówić się na wizytę do lekarza? Już teraz wiele osób traktuje odziały ratunkowe jako miejsca, gdzie można szybko i bezpłatnie otrzymać poradę specjalisty i zrobić badania.

Bez obaw - lekarze pracujący na oddziałach ratunkowych są tak doświadczeni, że łatwo rozpoznają symulantów (śmiech), choć oczywiście przy dużej ich liczbie to może być pewien problem.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 63)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Badania, konsultacje